Najgorszy start skoczków od sześciu lat. Główny problem? "Widać gołym okiem"

Piotr Majchrzak
Polscy skoczkowie w większości rozczarowali w pierwszym konkursie sezonu. Do drugiej serii awansowało tylko dwóch skoczków, co w inauguracjach zimy jest najgorszym wynikiem od sześciu lat. Zadowalać może nas tylko forma Kamila Stocha, ale okazuje się, że trenerzy mają świadomość, co jest największym problemem Polaków. I widać to też na pierwszy rzut oka.

Z wyjątkiem Kamila Stocha polscy skoczkowie rozczarowali w Niżnym Tagile. Podobnie jak w piątek najlepszy z biało-czerwonych był Kamil Stoch, który w drugiej serii zanotował kapitalny awans z 20. miejsce na piąte. Polak popisał się trzecim najlepszym skokiem drugiej serii, a warto dodać, że miał w nim dość słabe warunki atmosferyczne (a przynajmniej tak pokazały wiatromierze). Wydaje się, że w przypadku 34-letniej legendy skoków narciarskich nie ma co się niepokoić dyspozycją. Stoch oddał w Rosji już sześć skoków i 5 z 6-ciu było naprawdę bardzo dobrych. Niestety, ten najgorszy trafił się w pierwszej serii i też nie jest to nic dziwnego, bo w przeszłości, na początku sezonu Stoch popełniał najwięcej błędów właśnie w pierwszych seriach. Gdy forma nie jest jeszcze ustabilizowana, a w konkursie pojawia się większy stres. Wydaje się jednak, że Stoch już w niedzielę będzie mógł nawet powalczyć o podium. 

Zobacz wideo

- Niżny Tagił to stan umysłu. Tutaj nie ma co przywiązywać wagi do miejsc. Dla nas ważne jest złapanie dobrego czucia. Pierwszy skok nie był dobry. Tak to bywa pomimo doświadczenia i wieku popełniam błędy. Najważniejsze, że wiem, co zrobiłem źle i mogłem to poprawić. Dla widzów to niezauważalne, ale dla mnie to czuć. Nie powiem, miło się siedziało na pozycji dla lidera - mówił Stoch na antenie TVN-u.

Najsłabszy start od sześciu lat. Trenerzy wiedzą, co jest problemem

W drugiej serii konkursu w Niżnym Tagile oglądaliśmy tylko dwóch Polaków. Oprócz Stocha tylko Kubackiego, który skończył rywalizację na 13. miejscu. A pozostali Polacy nie zakwalifikowali się nawet do drugiej serii. Szczególnie rozczarowujący był występ Piotra Żyły, po którym spodziewaliśmy się zdecydowanie więcej. Ostatni tak słaby wynik Polaków miał miejsce przed rokiem właśnie w Niżnym Tagile, ale wtedy w Rosji startowali rezerwowi.... Wcześniej najsłabszy występ za kadencji Doleżala miał miejsce w Engelbergu w 2019 roku, gdy też w drugiej serii było dwóch Polaków. Wtedy było jeszcze słabiej 9. był Kamil Stoch, a 25. Jeśli zaś chodzi o same inauguracje sezonu, to był to najsłabszy start od 2015 roku, wtedy w drugiej serii konkursu w Klingenthal był tylko jeden skoczek - Kamil Stoch.

Być może efektem gorszych piątkowych i sobotnich skoków był fakt, że polscy skoczkowie dotarli do Niżnego Tagiłu najpóźniej ze wszystkich, a ich podróż była mocno męcząca. Gdy nasi rywale brali w czwartek udział w tzw. wolnym treningu na skoczni, to biało-czerwoni byli w środku podróży w głąb Rosji. Polacy do Rosji ruszyli w środowe popołudnie z lotniska w Krakowie, noc spędzili w Warszawie, a potem ruszyli w dalszą podróż, która zakończyła się tuż przed północną w Niżnym Tagile (w Polsce było wówczas po godzinie 20). Łącznie podróż trwała więc około 30 godzin.  A dlaczego Polacy dotarli tak późno? Trenerzy nie chcieli naruszać wypracowanego przez lata rytmu startowego i sposobu przyjazdu na zawody, na które zwykle jeździmy w czwartki.

Polacy potrzebują świeżości. "Jak kamień" 

Trenerzy są jednak przekonani, że w ostatnich tygodniach Polacy oddali wystarczająco dużo skoków na torach lodowych, dlatego dodatkowy trening w Rosji nie był potrzebny, a cztery skoki przed zawodami są absolutnie wystarczające, bo Polakom nie brakuje treningu, a przede wszystkim rywalizacji. Wydaje się jednak, że w pierwszym konkursie naszym skoczkom zabrakło świeżości. Da się usłyszeć ze sztabu szkoleniowego naszych skoczków, że trenerzy doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że skoczkowie są jeszcze daleko od świeżości, a jest to efekt mocnych treningów w ostatnim czasie. Tzw. "dołożenie do pieca" ma przynieść efekt w późniejszej części sezonu, ale odbija się na teraźniejszej formie. Wszak od razu widać, że skoki naszych skoczków mocno różnią się technicznie od tych sprzed kilku tygodni na mistrzostwach Polski. 

Niestety, w przypadku skoków narciarskich tzw. betonowe nogi praktycznie uniemożliwiają zawodnikom oddawanie dobrych skoków. Natychmiast odbija się to na jakości i sile odbicia, a także na samej technice skoku. Wszyscy zdają sobie jednak sprawę z tego, że zima jest długa, a najlepsza forma fizyczna powinna przyjść za jakiś czas. Pozytywem może być np. to, że przykładowy Dawid Kubacki najlepsze skoki weekendu oddawał już w konkursie, a Piotr Żyła w serii próbnej był piąty. Forma u najlepszych przyjdzie, ale potrzeba czasu.

- Musimy sobie porozmawiać jeszcze na ten temat. Rozmawiałem już z zawodnikami. Wiemy, jakie mają możliwości i jak skakali w ostatnich tygodniach. Jeszcze tego nie pokazali, ale działamy spokojnie - mówił Michal Doleżal na antenie TVN.

Więcej o: