Jeszcze w miniony czwartek Bartosz Firszt opowiadał o pierwszym w karierze powołaniu do reprezentacji Polski jako o odległym marzeniu, które być może kiedyś się ziści. Tymczasem już trzy dni później okazało się, że spełni się ono już teraz. Choć listę z szeroką kadrą na ten sezon trener Nikola Grbić podał już w połowie kwietnia.
O Firszcie w ostatnich tygodniach kilkakrotnie osoby ze środowiska siatkarskiego opowiadały mi, że to zawodnik o dużych możliwościach, który dotychczas nie dokonywał dobrych wyborów pod kątem klubu. Był bowiem związany z drużynami z dolnej części tabeli, w których pełnił zwykle rolę rezerwowego. Z kwadratu obserwował też większość meczów PGE Projektu Warszawa w tym sezonie. Ale kilka szans, które dostał od losu, wykorzystał w pełni.
Zaczęło się od meczu z Zaksą Kędzierzyn-Koźle pod koniec lutego, gdy zmienił w trakcie spotkania Kevina Tillie i bardzo mocno wspomógł Bartosza Bednorza w poprowadzeniu stołecznej drużyny do zwycięstwa. Dwa tygodnie później rewelacyjnie spisał się jako zastępca Bednorza, który dostał wolne z powodów rodzinnych. Potem pochodzący z Warszawy przyjmujący wrócił do kwadratu dla rezerwowych, z którego został wyrwany na początku tie-breaka w pierwszym meczu o brąz. Stało się tak za sprawą kontuzji kostki, która przedwcześnie zakończyła sezon Bednorza.
A Firszt znów wykorzystał okazję. Znacząco pomógł zespołowi wygrać 3:2 pierwsze spotkanie z Asseco Resovią Rzeszów, a w zeszły czwartek zgarnął statuetkę dla MVP drugiego pojedynku o brąz, które Projekt wygrał 3:0. To wtedy w pomeczowym wywiadzie dla Polsatu Sport pojawił się temat, że 27-latek z taką grą zasługuje na powołanie do kadry. Sam mówił wówczas o pokorze.
- Może kiedyś moja szansa przyjdzie. Nie skupiam się na tym teraz. Dopiero moja dobra gra spowoduje, że może kiedyś znajdę się w szerokiej kadrze. Ale nie myślę o tym na co dzień, tylko staram się robić dobrą robotę - zaznaczył wtedy Firszt.
Trzy dni później on i jego koledzy z klubu nie wykorzystali szansy na zakończenie rywalizacji o brąz i mimo prowadzenia 2:0 w setach i 15:11 w trzecim przegrali 2:3 (gra się do trzech zwycięstw). Zawodnicy i trener Projektu byli bardzo rozczarowani, ale Firsztowi poprawę humoru zapewnił Grbić. To właśnie tego dnia skontaktował się z nim, by przekazać, że chce go dołączyć do grona powołanych.
- Zadzwoniłem do niego dwa dni temu. Wcześniej nie miałem możliwości go oglądać, bo zazwyczaj nie grał. Teraz gra i robi to świetnie. Dlatego cały czas powtarzam zawodnikom: "Musisz grać!" - tłumaczył trener podczas wtorkowego dnia medialnego w Spale, gdy trochę przy okazji poinformował o swojej decyzji (PZPS oficjalnie potwierdził ją w środę).
Grbić już od dłuższego czasu podkreśla, że jeśli zawodnicy chcą liczyć na powołanie, to muszą tak wybierać kluby, by mieli szansę na regularne występy. I zaznacza, że czasem lepiej, aby w tym celu opuścili polską ekstraklasę i przenieśli się do innego kraju lub do I ligi. Spytałam Serba, jaka była reakcja przyjmującego na niespodziewaną niedzielną wiadomość.
- "Ooo, dziękuję!" Jego reakcja była super - relacjonował ze śmiechem szkoleniowiec. A po chwili dodał, że planuje skorzystać z Firszta już podczas pierwszych meczów towarzyskich kadry w tym sezonie, czyli turnieju Silesia Cup (28-31 maja).
To zaś oznacza, że 27-latka czeka w drugiej połowie maja mocno intensywny czas. Obecnie rywalizuje z Projektem wciąż o brązowy medal mistrzostw Polski (czwarty pojedynek odbędzie się w środę), a w przyszłym tygodniu czeka ich jeszcze występ w Final Four Ligi Mistrzów. Grbić już zapowiedział, że Firszt ma się stawić na zgrupowaniu kadry trzy dni po zakończeniu klubowej rywalizacji w Turynie. To samo będzie dotyczyło atakującego drużyny z Warszawy Bartosza Gomułki, który w trakcie sezonu wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie.
- To jedyny moment, kiedy mogę im się przyjrzeć, bo potem lecimy do Chin na pierwszy turniej Ligi Narodów. Ja ich dotychczas nie znałem. Tak samo Adriana Markiewicza z Zawiercia. Nie wiem, jak trenują. I dlatego tak ważne jest, aby od razu byli z nami. Nie są na tyle młodzi, by grać w reprezentacji w młodszych kategoriach wiekowych, więc potem, jak skończą pracę z nami, to będą mieli wolne.
Pechowa kontuzja stopy Bednorza okazała się też dodatkową szansą dla innego kadrowicza. W ramach transferu medycznego Projekt na pozostałe mecze o brąz w PlusLidze ściągnął bowiem Aleksandra Śliwkę, który na początku poprzedniego tygodnia zakończył sezon w lidze tureckiej. Ciekawostka polega na tym, że nieoficjalnie już wcześniej było wiadomo, że wicemistrz olimpijski z Paryża od nowego sezonu dołączy do stołecznej drużyny.
Śliwka, który pod nieobecność w kadrze Kurka pełni rolę kapitana, w dwóch ostatnich meczach Projektu wchodził tylko na krótkie zmiany. W Final Four LM nowemu zespołowi nie pomoże ze względów regulaminowych. Grbić jednak cieszy się, że na razie mistrz Europy 2023 może trenować wciąż z tą drużyną i chce, by kontynuował to aż do jej wylotu do Turynu. Ma to związek z wielkim pechem tego siatkarza, którego nękały często kontuzje.
- "Śliwa" przez ostatnie trzy sezony nie grał zbyt dużo. Uważam, że dla niego ważniejsze, by trenował teraz z Projektem, który gra na najwyższym poziomie i gra "sześciu na sześciu". To doświadczony zawodnik, który potrzebuje teraz dużo grać i jak najwięcej przebywać na parkiecie. My obecnie pracujemy z młodymi siatkarzami bardziej analitycznie, a w szóstkach będziemy trenować dopiero od przyszłego tygodnia – tłumaczył szkoleniowiec.
Jako plus obecnej sytuacji wskazał też fakt, że w Warszawie Śliwka jest razem z rozgrywającym Janem Firlejem. Serb planuje, że obaj wystąpią w pierwszym turnieju LN. Reszta składu na te zawody jeszcze nie jest znana. Śliwka ostatni trening z Projektem ma odbyć w środę, a od niedzieli będzie już z kadrą w Spale, by przygotowywać się do Silesia Cup.