Ostatnie tygodnie nie były najlepsze dla Roberta Lewandowskiego. Polak marnował wiele znakomitych okazji w polu karnym, za co spadła na niego krytyka. Mimo wszystko zdołał się przełamać. W ostatnich dwóch spotkaniach zdobył dwa gole. Najpierw trafił w 1/16 finału Pucharu Króla przeciwko Barbastro (3:2), a następnie trafił w półfinale Superpucharu Hiszpanii z Osasuną Pampeluna (2:0). Kibice wierzyli, że uda mu się podtrzymać tę znakomitą passę także w niedzielnym El Clasico. I tak też się stało.
Finał Superpucharu Hiszpanii rozpoczął się od mocnego akcentu Realu. Już po 10. minutach prowadził 2:0 po dublecie Viniciusa Juniora. Barcelona wydawała się zagubiona, ale w końcu zdobyła gola kontaktowego. Wszystko za sprawą Lewandowskiego.
Akcja miała miejsce w 33. minucie. Najpierw Alejandro Balde próbował dośrodkować, ale żaden z zawodników Xaviego Hernandeza nie sięgnął piłki. Wybił ją za to jeden z piłkarzy Realu i oddalił zagrożenie, ale nie na długo. Futbolówka poleciała idealnie w kierunku Polaka, który stał nieco cofnięty, na granicy pola karnego. Nie przyjmował nawet piłki i uderzył z woleja, pokonując Andrija Łunina. Tym samym zdobył niezwykle efektowną bramkę.
"Ależ przyłożył Polak. Ależ cudowne trafienie Lewandowskiego. Bez namysłu, precyzyjnie, celnie i Barcelona odrabia straty" - zachwycali się komentatorzy Eleven Sports. Było to 11 trafienie dla Lewandowskiego w tym sezonie i kolejne w trzecim meczu z rzędu. Co więcej, to kolejny gol Polaka w finale Superpucharu Hiszpanii. W poprzednim sezonie także trafiał do siatki w tym prestiżowym spotkaniu.
Radość Barcelony nie trwała długo, bo w 37. minucie sędzia podyktował rzut karny i hat-tricka ustrzelił Vinicius. Z kolei w 64. minucie podwyższył Rodrygo. Tym samym Katalończycy nie obronili tytułu i przegrali 1:4.