Marie-Louise Eta niedawno została pierwszą trenerką Unionu Berlin. To pierwsza kobieta w historii niemieckiej Bundesligi i wszystkich czołowych lig na świecie na tym stanowisku. Decyzja klubu spotkała się raczej z negatywnymi komentarzami ze strony fanów. Zresztą sama w wywiadzie, w którym brał udział dziennikarz Sport.pl Dawid Szymczak, odniosła się do tego.
- Sceptycznie podchodzę do mediów społecznościowych. Ludzie atakują tam innych, czasem anonimowo. To potęguje podziały. Nie mam na to wpływu, ale uważam, że to dobrze, iż politycy chcą się tym zająć i zacząć to regulować. Ale ja sama tego wszystkiego w ogóle nie czytam - powiedziała trenerka Unionu.
Eta ma pomóc drużynie w utrzymaniu, a następnie poprowadzić zespół kobiecy. Jak na razie dwa pierwsze spotkania nie poszły po jej myśli. Najpierw jej podopieczni niespodziewanie ulegli VFL Wolfsburgowi 1:2. Teraz natomiast musieli uznać wyższość RB Lipsk.
Już w pierwszej połowie zespół z Berlina miał duże kłopoty. W 22. i 25. minucie RB Lipsk zdobywał bramki. Najpierw do siatki trafił Maks Finkgrafe, a następnie Romulo. To jednak nie był koniec złych wieści, ponieważ kontuzji doznał Frederik Ronnow, podstawowy bramkarz Unionu.
Zastąpił go Carl Klaus, który wyciągał piłkę z siatki w drugiej części spotkania. W 63. minucie gola na 3:0 strzelił Ridle Baku. Piętnaście minut później honorową bramkę dla Unionu zdobył Danilho Doekhi. Łącznie dla Unionu to już trzecia porażka z rzędu. Kibice w mediach społecznościowych ponownie mocno krytykuję Etę.
Union zajmuje 11. miejsce w tabeli i ma tylko pięć "oczek" przewagi nad pierwszą drużyną znajdującą się w strefie spadkowej (FC St. Pauli), a ona rozegrała mecz mniej. W następnej kolejce Union podejmie FC Koeln, w którym występuje Jakub Kamiński.
RB Lipsk ma natomiast szansę na wicemistrzostwo Niemiec. Obecnie traci do Borussii Dortmund dwa punkty, ale ta zagrała jeden mecz mniej.