Wisła Kraków jest wielkim faworytem do awansu do ekstraklasy. Od czasu spadku tak blisko jeszcze nie była. Przed przerwą na mecze kadry zaliczyła jednak poważną wpadkę. Poniosła pierwszą domową porażkę w sezonie, ulegając 1:2 Polonii Warszawa. W niedzielę 23 listopada miała więc okazję do rehabilitacji. Tego dnia mierzyła się na wyjeździe z Pogonią Siedlce.
Pierwsza połowa była dość wyrównana, ale więcej groźnych i konkretniejszych akcji miała Pogoń, m.in. w 16. minucie, kiedy to obrońca Wisły wybił piłkę z linii bramkowej. Cztery minuty później gospodarze ponowili atak, znów zrobiło się groźnie. Ekipa z Siedlec zmyliła defensywę krakowian, ale okazji, praktycznie 100-procentowej nie wykorzystał Szuprytowski. W pierwszej połowie Pogoń oddała sześć strzałów, z czego cztery były celne.
A jak to wyglądało po stronie Wisły? Ośmiokrotnie uderzała na bramkę, ale tylko dwa strzały skierowano w jej światło. Żadna okazja, ani krakowian, ani Pogoni nie zakończyła się jednak golem. Na nie kibice liczyli w drugiej odsłonie spotkania. Czy się pojawiły?
Mocniej do pracy zabrali się goście. Znów brakowało jednak skuteczności. Mieli problem, by sforsować obronę gospodarzy. Jedną z lepszych okazji w tym meczu mieli w 81. minucie. Doszło do zamieszania w polu karnym, jeden z zawodników uderzył na bramkę, ale tam czujnie stał golkiper Pogoni. Sparował futbolówkę na słupek. - Czy Wiśle uda się podbić Siedlce w końcówce? - zastanawiali się komentatorzy. Ostatecznie ta sztuka się nie udała, choć w trzeciej minucie doliczonego czasu gry blisko bramki był Duda. Pogoń cudem się uratowała.
Zobacz też: Fatalna wpadka Realu. Popełnili niewybaczalny błąd.
Co remis oznacza dla Wisły? Umocniła się na pierwszej lokacie. Po 17 kolejkach ma 39 punktów na koncie. Ostatniej porażki nie powetowała więc w taki sposób, w jaki z pewnością oczekiwała. A jak wygląda sytuacja Pogoni Siedlce? Awansowała na 11. lokatę. Ma 22 "oczka" na koncie. Do strefy barażowej traci pięć punktów.