Marzec 2023 roku i wygrana 4:1. To jedyny raz od ich awansu do Ekstraklasy w 2018 roku, gdy Raków Częstochowa pokonał Cracovię. "Pasy" to prawdziwy kryptonit dla klubu spod Jasnej Góry, choć co ciekawe ten efekt zupełnie nie działa w Pucharze Polski, z którego Częstochowianie wyrzucali Krakowian aż trzy razy. Tym razem to jednak nie PP, a Ekstraklasa, więc historia nakazywała widzieć Cracovię w roli małego faworyta, mimo gry na wyjeździe. Pewne było jedno - obie drużyny bardzo potrzebowały punktów.
Raków w czterech poprzednich meczach ligowych zdobył tylko 4 punkty i nie tylko oddalił się od mistrzostwa kraju, ale wypadł nawet poza strefę dającą grę w europejskich pucharach. Cracovia z kolei ogólnie w całym 2026 roku prezentuje się słabo. Wygrała tylko dwa mecze, przez co wmieszała się w walkę o utrzymanie. Porażka w Częstochowie stopiłaby ich przewagę nad strefą spadkową do trzech punktów.
Obu zespołom potrzebne było zwycięstwo, ale żaden z nich nie wyglądał w pierwszej fazie spotkania za dobrze. Raków wręcz fatalnie, bo przez pół godziny nie oddali choćby jednego strzału, nawet niecelnego. Cracovia zaś przynajmniej próbowała, ale z celnością uderzeń było kiepsko. Dobrą okazję miał w 6. minucie po dośrodkowaniu z rożnego Gustav Henriksson, lecz szwedzki stoper główkował nad poprzeczką.
Kolejne minuty mijały, a Raków niczego nie potrafił sobie wykreować. Fani w Częstochowie mogli być wręcz skonfundowani. Natomiast tak to w piłce bywa, że jeśli dominujesz, ale nie potrafisz przekuć tego w gola, to nagle oberwiesz golem znikąd. Cracovia się o tym przekonała. W 40. minucie Jean Carlos Silva posłał dośrodkowanie w pole karne gości, tam się zakotłowało, a piłka wylądowała pod nogami Patryka Makucha, który nie zawahał się i pewnym strzałem pokonał bramkarza! Bolesny cios dla Cracovii, a jeszcze przed przerwą zrobiło się ZNACZNIE gorzej.
Znów w roli głównej Makuch. To on w 43. minucie uciekał obrońcom i biegł sam na sam z bramkarzem. Goniący go Al Ammari już był blisko, ale przesadził. Wywrócił Makucha w polu karnym, za co sędzia Szymon Marciniak podyktował jedenastkę. Początkowo Irakijczyk zobaczył żółtą kartkę, ale po analizie VAR arbiter zmienił decyzją, pokazując mu czerwoną! Po chwili do piłki podszedł Jonatan Brunes i mocnym, płaskim strzałem pokonał Madejskiego, który był bardzo blisko skutecznej interwencji, ale nie dał jednak rady. Goście w niecałe pięć minut odbyli podróż prosto do samego piekła i to kompletnie niespodziewanie, bo to oni wcześniej dominowali.
Zanosiło się, że "Pasom" będzie bardzo trudno tu jeszcze coś zdziałać, ale oni postanowili szybko udowodnić, iż niekoniecznie. W 49. minucie fani Rakowa przeżyli szok, bo osłabiona Cracovia strzeliła gola kontaktowego! Oliwier Zych zdołał obronić strzał Dominika Piły w sytuacji sam na sam, ale piłka tak się odbiła, że wylądowała pod nogami wbiegającego w szesnastkę Dijona Kameriego, a on już do siatki pewnie trafił. Goście nie tylko strzelili gola, ale też od razu poszli po drugiego. Już w 56. minucie znów zakotłowało się pod bramką gospodarzy, a w zamieszaniu piłka odbiła się od stojącego niemal na linii bramkowej zawodnika Rakowa.
Częstochowianie mieli wielkie kłopoty, ale w tym spotkaniu to w ich talii znalazł się prawdziwy as. Nazywał się Patryk Makuch. W 61. minucie to on wpakował piłkę do siatki przy dalszym słupku, po płaskim zagraniu w polu karnym od Jeana Carlosa! Były piłkarz Cracovii straszliwie ją w tym meczu poharatał i znów postawił w bardzo trudnej sytuacji.
Goście próbowali znów dać sobie nadzieję w tym spotkaniu, Zych musiał się wysilić m.in. po strzale ze skraju pola karnego Karola Knapa. Raków wraz z upływem kolejnych minut coraz mocniej przestawiał wajchę na tryb "kontrola i defensywa". To jednak nie był koniec ich goli w tym spotkaniu. W doliczonym czasie gry Cracovię dobił Leonardo Rocha i to w jakim stylu! Kapitalne uderzenie z rzutu wolnego z ok. 25. metra! Nad murem, prosto w okienko, strzał idealny. Raków podwyższył na 4:1 i postawił stempel na przełamaniu. To ich pierwsze zwycięstwo po serii czterech ligowych spotkań bez triumfu.