Papszun nagle ma wielki problem. Jedna kartka może okazać się dramatem

Przed Legią Warszawa kolejny arcyważny bój w walce o utrzymanie w Ekstraklasie. Stołeczny klub może opuścić strefę spadkową, ale musi zapunktować w niedzielnym starciu domowym z Cracovią (i liczyć na wpadkę Arki Gdynia). Marek Papszun jednak znów musi głowić się nad zestawieniem linii defensywy. Wybór jest niezwykle ograniczony, a żółta kartka dla jednego z piłkarzy może się okazać dramatem. W dodatku przed Legią seria trudnych spotkań z niewygodnymi dla niej rywalami. Oczywiście nie żeby w tym sezonie ktokolwiek był dla nich wygodny.
Marek Papszun
zrzut ekranu z https://www.youtube.com/watch?v=j-Ra-qmPxGM

Gdy Marek Papszun dołączał do Legii Warszawa, stało się jasne, że zespół ten przejdzie na grę trójką środkowych obrońców. Raków Częstochowa pod wodzą tego szkoleniowca zawsze tak grał i nie było podstaw twierdzić, że to się zmieni. Można więc było zakładać, iż Warszawianie zadbają zimą o wzmocnienie linii defensywnej. Już wcześniej ich kadra była zbudowana bardziej pod ustawienie z czwórką z tyłu, czyli granie dwoma stoperami. 

Zobacz wideo Kosecki o decyzji Królewskiego: Dziwię się jego decyzji, Wiśle może zabraknąć punktów w walce o Ekstraklasę

Nowych obrońców nie ma. A starych ubyło

Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Wśród zimowych wzmocnień Legii znaleźli się tylko bramkarz Otto Hindrich i napastnik Rafał Adamski. Nowego stopera nie ma, a co więcej Steve Kapuadi został sprzedany do Widzewa Łódź,  a Marco Burcha bez żalu oddano do szwajcarskiego Servette. Trener Papszuna zatem, zamiast zyskać więcej opcji, ma ich jeszcze mniej (abstrahując już od tego, jak kiepski był Burch). Szkoleniowiec Legii na razie radzi sobie wystawianiem na środku defensywy Rafała Augustyniaka, który owszem już wcześniej tam grywał, jednak nie jest to jego docelowa pozycja. W okresie przygotowawczym próbowano tam także innego środkowego pomocnika Damiana Szymańskiego.

Gdy Kapuadi odszedł, z Warszawy płynęły głosy, że większą szansę dostanie utalentowany Jan Leszczyński. Jednak trener Papszun na razie podchodzi do niego z rezerwą. Z pięciu dotychczasowych spotkań ligowych Legii, trzy przesiedział na ławce. Z GKS-em Katowice wszedł w 88. minucie, a gdy starcie z Wisłą Płock zaczął w pierwszym składzie, został zmieniony w przerwie. Oczywiście nie da się wykluczyć, że z czasem tych szans będzie więcej, jednak jak dotąd nie mamy do czynienia z szansą o skali podobnej do tej, którą od Goncalo Feio dostał grający dziś w AS Romie Jan Ziółkowski. 

Jedna kartka może wszystko do reszty rozsypać

Niewykluczone, że trener Papszun wkrótce zostanie wręcz zmuszony do szansy dla niego. Trzy żółte kartki na koncie ma Kamil Piątkowski. Jeśli się wykartkuje, to zakładając, że pewne miejsce na środku obrony mają Augustyniak i Radovan Pankov, szkoleniowiec będzie musiał wybrać między Leszczyńskim, a 38-letnim Arturem Jędrzejczykiem, z którego Papszun jak dotąd skorzystał raz. Na otwarcie wiosny z Koroną Kielce (1:2). Potem były reprezentant Polski nie podniósł się już z ławki, także tu też dużego zaufania nie ma.

Oczywiście pauza za kartki to tylko jeden mecz. Jednak zawsze komuś może przypałętać się jakiś uraz. Co byłoby w obecnej sytuacji dramatem. Zresztą i bez tego obrona "Wojskowych" już nie prezentuje się najlepiej. W 2026 roku stracili już 8 goli. Cztery inne zespoły straciły tyle samo, zaś tylko Motor Lublin, Arka Gdynia oraz Piast Gliwice więcej, bo 9 (Piast rozegrał 1 mecz więcej). 

Legia musi wygrywać. Z najbliższymi rywalami ostatnio ciężko jej to idzie

Legia tymczasem margines błędu utraciła dawno temu. Najbliższa kolejka i tak wciąż jest dla nich szansą na wyjście ze strefy spadkowej. Stało się tak, gdy Arka Gdynia nie wygrała zaległego meczu z Radomiakiem Radom (1:3). Legia musi w niedzielę 8 marca pokonać u siebie Cracovię (początek o 20:15) oraz liczyć, że Gdynianie nie wygrają w Płocku z Wisłą. Warszawianie mogą też zremisować, lecz wtedy będą potrzebować porażki Arki oraz braku wygranej Widzewa Łódź z Lechem Poznań, by choć na moment opuścić "czerwoną strefę". 

Do marcowej przerwy reprezentacyjnej Legii zostały trzy spotkania: domowe z Cracovią, potem wyjazdowe z Radomiakiem i domowe "derby Marka Papszuna" z Rakowem Częstochowa. Warszawianie w swojej sytuacji muszą celować w 9 punktów, nie mają wyjścia. Jednak realnie brak 6-7 jest nieakceptowalny, a łatwo nie będzie. Legia przegrała trzy z ostatnich czterech spotkań z Cracovią (choć jedyna wygrana była w Warszawie). Z Rakowem na zwycięstwo czekają od finału Pucharu Polski 2023 (a na takie w 90-ciu minutach, bo wtedy zwyciężyli po karnych, od kwietnia 2023 roku). Za to z Radomiakiem od czterech spotkań mają przeplataniec porażka-zwycięstwo-porażka-zwycięstwo. 

Więcej o: