Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Marek Papszun: "To wciąż do mnie nie dociera". I wskazał bohatera Rakowa i Częstochowy

- Gdyby ktoś mi powiedział pięć lat temu, że teraz będziemy na podium ekstraklasy, zagramy w europejskich pucharach i będziemy w finale Pucharu Polski, sugerowałbym, że ten ktoś powinien schłodzić głowę. To wciąż do mnie nie dociera - mówi w rozmowie ze Sport.pl Marek Papszun, trener Rakowa Częstochowa. Jego drużyna właśnie zapewniła sobie miejsce na podium ekstraklasy w sezonie 2020/21 i grę w eliminacjach Ligi Konferencji Europy.

Po rozegraniu 27. kolejki ekstraklasy stało się jasne, że Raków Częstochowa zakończy sezon 2020/21 na ligowym podium i już latem zagra w eliminacjach Ligi Konferencji Europy. Piłkarze Marka Papszuna wciąż są w grze o wicemistrzostwo Polski, o które powalczą z Pogonią Szczecin, a także są jedynym zespołem, który ma jeszcze matematyczne szanse na wyprzedzenie prowadzącej Legii Warszawa. Raków, który jeszcze cztery lata temu występował w II lidze, zagra także w finale Pucharu Polski. Rywalem drużyny z Częstochowy będzie pierwszoligowa Arka Gdynia, a mecz zostanie rozegrany w niedzielę 2 maja na stadionie w Lublinie.

Zobacz wideo "Raków się nie zatrzyma. To jest najlepiej rozwijający się projekt w Polsce"

Jakub Seweryn, Sport.pl: Na starcie chciałbym pogratulować panu znakomitego sezonu w wykonaniu pańskiej drużyny. Raków Częstochowa będzie reprezentował Polskę w europejskich pucharach, a za tydzień wystąpi w finale Pucharu Polski. Jakie to uczucie?

Marek Papszun, trener Rakowa Częstochowa: Muszę powiedzieć, że jeszcze to do mnie do końca nie dociera. Sezon trwa, jeszcze zostały trzy kolejki do rozegrania, a przed nami nawet cztery mecze. W znakomitym stylu osiągnęliśmy zdecydowanie największy sukces w dziejach klubu. Przed sezonem uważałem, że każde miejsce powyżej ósmego będzie sukcesem, a już teraz mamy zapewnione podium i udział w europejskich pucharach. To jakiś sen! Cieszę się, że jest on rzeczywistością, a przecież ten sezon może być dla nas jeszcze lepszy. Mamy szanse na wicemistrzostwo i zdobycie Pucharu Polski. Ten sezon już jest dla nas bardzo udany, a może być jeszcze bardziej.

Lechia Gdańsk - Legia WarszawaLegia wygrała w Gdańsku, do mistrzostwa jeden krok! Raków w pucharach

Niedawno minęło 5 lat odkąd objął pan Raków Częstochowa. Było to jeszcze w II lidze. Czy gdyby ktoś panu powiedział wtedy, że za pięć lat będzie pan świętował ligowe podium i finał Pucharu Polski to uwierzyłby pan?

Raczej bym sugerował, że ktoś powinien schłodzić głowę i zaczął wypowiadać się racjonalnie! W tamtym momencie takie sukcesy wydawały się nam zupełnie nieprawdopodobne, biorąc pod uwagę ówczesny poziom rozgrywkowy, poziom sportowy i warunki, które mieliśmy. To było dla nas wówczas coś nierealnego.

Prawdą jest, że już tylko Raków może odebrać Legii mistrzostwo Polski, choć jej przewaga jest naprawdę duża. Wierzycie jeszcze w tytuł czy skupiacie się raczej na walce o drugie miejsce?

Nie ma co się czarować. Na mistrzostwo nasze szanse są już jedynie matematyczne, dlatego nie damy się zwariować. Mamy za to realne szanse na wicemistrzostwo Polski. Mamy jeden punkt straty do Pogoni, jeden mecz zaległy i wszystko wskazuje na to, że ta kwestia rozstrzygnie się dopiero w ostatniej kolejce, gdy zagramy w Szczecinie. Do tego czasu jednak mamy jeszcze trzy mecze, w których trzeba zdobyć jak najwięcej punktów, a w międzyczasie także finał Pucharu Polski. Nie ma co się oszukiwać, to będzie dla nas najważniejsze spotkanie, bo tu nie może być pomyłki. W każdym innym meczu możemy się pomylić, ale nie w tym.

Bardzo intensywny dla was okres trwa dalej, jeszcze przez dwa tygodnie będziecie grali co trzy dni i zanim dojdzie do finału Pucharu Polski, macie jeszcze przed sobą wyjazd ligowy do Białegostoku na mecz z Jagiellonią. Z tego, co wiem, dla pana dość szczególny, bo jedziecie w rodzinne strony pana żony. Czy ten mecz schodzi obecnie na dalszy plan, czy jednak może chcecie iść za ciosem, mecz po meczu, i kontynuować serię pięciu wygranych z rzędu we wszystkich rozgrywkach?

Na każdy kolejny mecz musi być pełna mobilizacja, bo odpuszczanie jeszcze nic dobrego nikomu nie przyniosło. Rzeczywiście, to będzie dość szczególny dla mnie wyjazd pod kątem rodzinnym, ale to nie zmienia faktu, że zdecydowanie będziemy chcieli wygrać, aby w dobrych nastrojach przygotowywać się do finału Pucharu Polski.

Kolejne wielkie zwycięstwo Rakowa! Coraz bliżej wspaniałego sukcesuKolejne wielkie zwycięstwo Rakowa! Coraz bliżej wspaniałego sukcesu

W finale w Lublinie rywalem Rakowa będzie pierwszoligowa Arka Gdynia i nie da się ukryć, że to pana drużyna będzie zdecydowanym faworytem tej konfrontacji. Czy to oznacza, że będziecie grali pod zdecydowanie największą presją od dłuższego czasu?

Na pewno tak. Takie są fakty, z którymi nie ma co dyskutować. Jesteśmy faworytem i od tego nie uciekniemy. Musimy sobie z tą rolą poradzić. Nie jest to dla nas nic złego, ani nic nowego. Zdążyliśmy się już nauczyć z tym grać i musimy to przełożyć na większą pewność w naszych poczynaniach na boisku. Nie ma mowy o jakimkolwiek lekceważeniu rywala, podejdziemy do tego spotkania z pełną koncentracją. Chcemy wykorzystać to, że jesteśmy faworytem, i wygrać ten finał. Zdajemy sobie jednak sprawę, że Arka nie będzie miała nic do stracenia i uda się do Lublina, aby pokrzyżować nasze plany.

Żałujecie trochę, że ten finał będzie jednak w Lublinie, a nie na Stadionie Narodowym w Warszawie?

Żałujemy przede wszystkim, że nie będzie na nim naszych kibiców. To będzie dość specyficzna sytuacja. Trafiliśmy najgorzej, jak się dało, że w tym roku tych kibiców w ogóle nie będzie na trybunach, bo nawet rok temu w Lublinie rozgrywano finał z ograniczoną liczbą widzów, ale jednak ci kibice mogli być na stadionie i stworzyć atmosferę meczu. Ubolewamy, że nie będzie na tym finale naszych kibiców, ale mimo to czujemy ich wsparcie i postaramy się dla nich wygrać ten mecz.

Jak już wspomnieliśmy, ten sezon jest już dla was bardzo udany. W efektowny sposób „świętujecie” stulecie klubu. Co jest kluczem do tego, że Raków stał się tak mocnym zespołem i wszedł na poziom, na którym może osiągać takie sukcesy?

Myślę, że jest nim właściciel klubu – Michał Świerczewski. To dzięki niemu Częstochowa może być dumna z Rakowa. Cała częstochowska społeczność może być mu wdzięczna, bo to przede wszystkim jego zasługą jest to, że jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy. To on stworzył warunki do tego, aby mogła się tu zebrać grupa ludzi, która ostatecznie doprowadziła klub i drużynę do tych sukcesów.

Ścisk na trybunie w CzęstochowieTłumy na meczu ekstraklasy. Jak obeszli obostrzenia? Wśród widzów Brzęczek

A co było dla pana największym utrudnieniem na drodze do tego miejsca?

Myślę, że przede wszystkim jest to nasza infrastruktura. Nie mamy nowoczesnego stadionu czy bazy. To dla nas największa trudność w tej chwili.

Pozostając w tym temacie, w piątek wróciliście do Częstochowy. Nowy obiekt Rakowa aktualnie jest bardzo skromny, ale czy cieszycie się, że w końcu rzeczywiście gracie u siebie i nie musicie jeździć co dwa tygodnie do Bełchatowa, czy może po tylu miesiącach zdążyliście się przyzwyczaić do tego na tyle, że czuliście się tam już jak u siebie?

Z jednej strony przyzwyczailiśmy się do tego, ale z drugiej wiadomo, że lepiej grać u siebie, bez względu na panujące warunki. Odpadają podróże, hotele, a przy takim natężeniu meczów ma to olbrzymie znaczenie. Nawet ten dzień, w którym nie musimy podróżować w tą i z powrotem, to jest dla nas bardzo dużo, gdy gramy dziewięć meczów w 30 dni.

Który moment był dla pana najtrudniejszy w trakcie tych pięciu lat pracy w Rakowie? Domyślam się, że ten najprzyjemniejszy trwa obecnie.

Prawdę mówiąc, niewiele było takich trudnych chwil. A jeśli były, to były to rzeczywiście momenty. Myślę, że najtrudniejszy dla nas był czas tuż po awansie do pierwszej ligi i początek pierwszego sezonu na tym poziomie (Raków wygrał wówczas tylko jeden z pierwszych sześciu meczów na starcie rozgrywek – przyp.red.). Wówczas pojawiła się niepewność, czy sobie na tym poziomie poradzimy, ale dość szybko stanęliśmy na nogi i to ruszyło. Muszę przyznać, że mało było tych trudnych momentów, a zdecydowanie więcej tych dobrych w postaci wygranych meczów. Dzięki jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy.

Znamy finalistów tegorocznej edycji Pucharu Polski! Kiedy odbędzie się mecz finałowy?Znamy finalistów tegorocznej edycji Pucharu Polski! Kiedy odbędzie się mecz finałowy?

Czy Raków Częstochowa jest obecnie gotowy do występów w europejskich pucharach i gry na trzech frontach w przyszłym sezonie?

Trudno powiedzieć. Sezon jeszcze trwa, a okno transferowe jeszcze się nie otworzyło. Sam jestem ciekawy, jaką drużynę uda się nam skompletować. Będzie to dla nas duże wyzwanie – zarówno organizacyjne, jak i sportowe.

Chciałby pan, żeby klub dokonał latem wielu transferów? Czy jednak kadra Rakowa już jest w dużej mierze przygotowana na kolejne rozgrywki?

Nie jestem w stanie na to pytanie teraz odpowiedzieć, bo nie wiem, ilu zawodników zostanie w klubie. Od tego będzie zależało to, ilu piłkarzy będziemy chcieli pozyskać.

Czy to oznacza, że obawia się pan odejścia któregoś z kluczowych zawodników?

Oczywiście, że tak. Jasne jest, że po takim sezonie będą mieli różne propozycje, nad którymi właściciel klubu będzie się zastanawiał. Będziemy musieli do tego się dostosowywać.

Widzi pan siebie w Rakowie za kolejne pięć lat?

Nigdy nie sięgałem myślami tak daleko. Muszę przyznać, że za to niektórzy mieli też do mnie pretensje – że nie myślałem np. o ekstraklasie ani o pucharach. Taki już jestem, nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Pracujemy, planujemy oczywiście z wyprzedzeniem, myśląc też o kolejnym sezonie, ale nie dalej. To nie ma większego sezonu. Czy będę w Rakowie za pięć lat? Jest to możliwe, pewnie nawet bardziej niż pięć lat temu możliwe było to, że dzisiaj kończymy sezon na podium ekstraklasy i będziemy w pucharach.