Reprezentacja Polski w piątek dosłownie rozbiła Rumunię 6:0. Tak wysokiego wyniku zapewne nie byłoby, gdyby nie sytuacja z 22. minuty. Wtedy to obrońca rumuńskiej kadry Radu Dragusin popchnął w polu karnym Roberta Lewandowskiego. Sędzia Urs Schnyder pokazał mu za to czerwoną kartkę i podyktował rzut karny dla Polski. Dzięki temu chwilę później nasz zespół objął prowadzenie i do końcowego gwizdka grał w przewadze jednego zawodnika, co mocno ułatwiło mu zadanie. Pojawiają się jednak wątpliwości, czy szwajcarski arbiter rzeczywiście podjął dobrą decyzję.
Eksperci są w tej sprawie dość wyraźnie podzieleni. - Decyzja o podyktowaniu rzutu karnego dla Polski i pokazaniu czerwonej kartki Rumunowi Radu Dragusinowi była ewidentnie słuszna, wręcz wzorowa i -zważywszy na treść i sens "Przepisów gry" - nie mogła być inna - komentował na platformie X były sędzia międzynarodowy, Rafał Rostkowski. Nie zgadzał się z nim jednak inny były polski arbiter, Marcin Borski.
Zobacz też: Jan Domarski uderza w Urbana. "Kompletnie nie rozumiem. To błąd"
W swoim wpisie zaznaczył, że osobiście podjąłby nieco inną. - Dla mnie karny bez kartki. Lewy nie miałby stuprocentowej sytuacji po tym pchnięciu. Decyzja "ustawia" cały mecz, choć Rumunia jest tragiczna. Zabrakło (jak mawia Collina) "football understanding" - napisał jeszcze w trakcie spotkania.
W sobotę z kolei Borski raz jeszcze odniósł się do całej sytuacji w rozmowie z Kanałem Sportowym. Tym razem delikatnie zmienił zdanie, choć wciąż uważał, że Dragusinowi nie należało się wykluczenie. - Jak sobie to na spokojnie rano obejrzałem, to dałbym rzut karny z żółtą kartkę. To pchnięcie jest delikatne. Robert wykorzystał tutaj swoje wieloletnie doświadczenie boiskowe i w tempo ładnie się przewrócił, ale jednak rumuński obrońca wiedział, co robi. Chciał utrudnić napastnikowi poruszanie się w tej akcji i popchnął go - tłumaczył.
Wtedy też zdobył się na dość zaskakujące porównanie. Ruch Dragusina zestawił bowiem z... aferą SMS-ową trenera Jagiellonii, Adriana Siemieńca. - Będę trochę złośliwy: wykonał tutaj taką akcję, jak trener Siemieniec, czyli z premedytacją chciał sobie pomóc troszkę niesportowo. No i sędzia to wyłapał i gwizdnął - mówił Borski. Wyjaśnił też, dlaczego mimo wszystko nie pokazałby czerwonej kartki. - Robert wykonując gwałtowny ruch w prawo, utrudnił sobie sytuację, dlatego nie możemy tutaj mówić, że miał stuprocentową sytuację - uzasadnił.
Najdalej poszedł jednak Maciej Terlecki. W programie "Polsat Futbol Cast" przekonywał, że Schnyder popełnił wręcz rażący błąd. - Możemy pogratulować i podziękować sędziemu, który trochę zniszczył widowisko moim zdaniem. Uważam, że jeśli położenie ręki na plecach wystarczy, żeby ktoś się przewrócił w polu karnym i dać za to jeszcze czerwoną kartkę... Gdyby ktoś miał to ocenić po piłkarsku, czy sędzia, który ma trochę więcej doświadczenie, to nie wydaje mi się, żeby uznał, że to spowodowało upadek - mówił były reprezentant Polski. - Karny mógł być, chociaż ja bym go nie podyktował, gdybym był sędzią. Ale czerwona kartka? - pytał retorycznie.