Jednym z najsmutniejszych obrazków po porażce 1:3 z Austrią w drugim meczu Euro 2024 będzie wściekły Piotr Zieliński, który w trakcie udzielania wywiadu dla TVP Sport miał już na końcu języka to, co tak naprawdę myśli o naszej drużynie narodowej. - Przez pierwsze piętnaście minut tak sobie biegaliśmy, nawet nie przeszkadzaliśmy [...] Mówimy sobie w szatni, że wychodzimy ostro, ale nic nie ruszyliśmy. I to znowu oni strzelali gole. Chyba się nie baliśmy? Nie wiem, ja mówię o sobie - wypalił pomocnik.
Zespół Michała Probierza fatalnie wszedł w piątkowe spotkanie. Po straconym golu do wyrównania doprowadził Krzysztof Piątek, ale to nie wystarczyło. W drugiej połowie Austriacy pokazali jakość, solidność i pomysł na grę. Gwoździe do trumny wbili Christoph Baumgartner i Marko Arnautović.
Tuż po ostatnim gwizdku nasza kadra miała jeszcze teoretyczne szanse na awans do 1/8 finału, jednak to zmieniło się po meczu Francji z Holandią, gdzie padł bezbramkowy remis. Wtedy jasnym stało się, że reprezentacja Polski kończy przygodę z mistrzostwami Europy - tydzień od rozpoczęcia turnieju w Niemczech, pięć dni od pierwszego meczu na imprezie oraz po zaledwie dwóch rozegranych spotkaniach.
Okazuje się, że w historii Euro taka sytuacja miała miejsce tylko dwukrotnie. W 2016 roku taki sam los po dwóch porażkach spotkał Ukrainę, natomiast na kolejnych mistrzostwach Europy pięć dni od pierwszego starcia z turnieju odpadła Macedonia Północna. Jak widać, dołączyliśmy do bardzo niechlubnego grona, co jeszcze bardziej podkreśla rozmiary i konsekwencje porażki z Austrią.
Jedynym pocieszeniem może być to, że podobny scenariusz już w sobotę może spotkać Czechów lub Gruzinów, którzy zagrają przeciwko sobie. Za to reprezentację Polski we wtorek czeka ostatni mecz na Euro 2024 przeciwko Francji.