Michniewicz nie wytrzymał ciśnienia. Teraz bije się w pierś. "Główka się zagotowała"

- Ja nie będę z nim więcej do programu przychodził, zaprośmy profesjonalistów, a nie dajesz mi takiego gościa - mówił Czesław Michniewicz podczas jednego z programów na Kanale Zero, mając na myśli siedzącego obok Pawła Paczula. Panowie wdali się kilkuminutową pyskówkę, której zwieńczeniem było słynne już pytanie byłego selekcjonera "Grałeś kiedyś w piłkę czy nie?". Kilka dni po tej sytuacji Michniewicz wytłumaczył swoje zachowanie.

Czy Karol Świderski dał dobrą zmianę w meczu z Holandią? Na m.in. ten temat w poniedziałkowym programie Kanału Zero dyskutowali zaproszeni do studia goście, wśród których znaleźli się Czesław Michniewicz i Paweł Paczul. Dziennikarz weszlo.com stwierdził wprost, że wejście na boisko napastnika wypożyczonego do Hellasu Verona było bezproduktywne. Wtedy były selekcjoner po prostu nie wytrzymał.

Zobacz wideo Cyrk w Berlinie! Przyjechał pociąg Polaków i się zaczęło...

Tak Michniewicz wytłumaczył atak na Paczula. "Trochę za mocno"

- Wyglądał na zagubionego i podejmował złe wybory przy wyprowadzaniu kontry - powiedział Paczul, po czym rozpoczęły się pyskówki i wzajemne docinki. - Ja nie będę z nim więcej do programu przychodził, zaprośmy profesjonalistów, a nie dajesz mi takiego gościa. Nie lubię takich gadek [...] No widzisz, ty się nie znasz. Grałeś kiedyś w piłkę czy nie? Wiemy, że inne rzeczy robiłeś na mieście, to słyszałem [...] Jeszcze pięć minut w tej atmosferze i jadę do hotelu - to tylko niektóre komentarze wściekłego Michniewicza skierowane w stronę dziennikarza. Szczegółową wymianę zdań między obydwoma panami opisała Agnieszka Piskorz ze Sport.pl.

Fragment kłótni Pawła Paczula z Czesławem Michniewiczem stał się hitem w mediach społecznościowych. Wielu kibiców było wręcz oburzonych zachowaniem trenera, który akurat w tej sytuacji po prostu się "zagotował". Nie od dziś wiadomo, że jego relacje z dziennikarzem weszlo.com nie są najlepsze, jednak wyciąganie ich prywatnych zatargów do przestrzeni publicznej było wielkim błędem.

Choć od tamtej sytuacji minęło już kilka dni, Michniewicz wrócił do niej podczas programu po piątkowym meczu reprezentacji Polski z Austrią (1:3). W pewnym momencie już z większą pokorą zaczął tłumaczyć swoje kapryśne zachowanie. - Czasami są dobre emocje, a czasami złe. Piłka to gra na emocjach, a my też w niej uczestniczymy. Dzisiaj wziąłbym to wszystko na śmiech (kłótnię z Paczulem - red.), co wtedy było - rozpoczął. - Gdzieś tam się główka zagotowała. Paczul dostał za wszystkich dziennikarzy, którzy mnie wkurzali w czasie mistrzostw i po mistrzostwach, także trochę za mocno i może nie w tempo - kontynuował.

- Myślę, że jak go spotkam to porozmawiamy. Tylko niech mi pierwszy ręki nie podaje i nie mówi do mnie "cześć", bo od tego się wszystko zaczęło - zakończył uśmiechnięty Michniewicz, sypiąc głowę popiołem i przyznając się do zbyt osobistej, emocjonalnej reakcji na opinię dziennikarza.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.