"No ludzie, litości! Lewandowski to nasza świętość". Kto powinien mu pomóc? "Nikt"

Łukasz Jachimiak
- Aż przez 66 minut widziałem martyrologię Roberta Lewandowskiego - mówi trener Bogusław Kaczmarek, wspominając wygrany 5:0 mecz Polski z San Marino z soboty. Doświadczony szkoleniowiec krótko odpowiada na pytanie, kto powinien zagrać z kapitanem jako drugi napastnik we wtorkowym meczu z Albanią. "Nikt".

We wtorek w Tiranie zagramy mecz, którego nie możemy przegrać. Po 7 z 10 kolejek eliminacji MŚ 2022 tabela grupy I wygląda tak:

  1. Anglia 19 pkt
  2. Albania 15
  3. Polska 14
  4. Węgry 10
  5. Andora 3
  6. San Marino 0

Drużyna, która zajmie drugie miejsce, zagra w barażach o awans na mundial. Po meczu Albania - Polska nam zostaną jeszcze spotkania z Andorą na wyjeździe (12 listopada) i z Węgrami u siebie (15 listopada). Natomiast Albańczycy zmierzą się jeszcze z Anglią na Wembley (12 listopada) i u siebie z Andorą (15 listopada).

Zobacz wideo "Prawdziwą wartość Łukasza Fabiańskiego poznamy, jak zabraknie go w polskiej bramce"

Łukasz Jachimiak: Boi się Pan Albanii czy jest spokojny, że Polska sobie poradzi?

Bogusław Kaczmarek: Nie wiem, czy da się być spokojnym. Mecz z San Marino zasiał ziarno niepewności. Nie rozumiem składu, w jakim zagraliśmy. Jeżeli mecz z Albanią miał być poprzedzony próbą generalną, to dlaczego tę próbę zrobiliśmy w rezerwowej obsadzie?

Może to wcale nie była próba.

- Ale przecież reprezentacja ma mało czasu i każdą możliwość trzeba wykorzystać. Jest pewien system zachowań na boisku, który trzeba wypracować. Na każdą akcję musi mieć reakcja, trzeba mieć gotowe środki. Ktoś powie, że San Marino to żaden przeciwnik i żaden test? Tak. Ale kiedy mamy 15 rzutów rożnych, to chyba powinniśmy mieć z nich jakieś korzyści, powinniśmy zagrażać bramce rywala? Nie wiem, czy na pewno chodziło nam o oszczędzanie sił, skoro aż przez 66 minut widziałem martyrologię Roberta Lewandowskiego. Przecież on kilka razy znalazł się w takich sytuacjach, w których sobie nawzajem z kolegami przeszkadzał. "Lewy" miał śrubować rekord goli w reprezentacji, a jaki był efekt, wszyscy widzieliśmy po mowie ciała "Lewego", gdy schodził z boiska. Pytał pan czy ja się boję. Powiem tak: ja się mogę bać, pan się może bać, a pytanie jest czy boi się Paulo Sousa.

Myśli Pan, że się boi? Selekcjoner sprawia wrażenie człowieka wiedzącego, że Polska może grać jak w najlepszych momentach meczów z Anglią czy Hiszpanią. Ale z drugiej strony na pewno jest świadomy licznych problemów.

- Był kiedyś taki radiowy program "60 minut na godzinę" i tam "momenty były". W piłce nożnej nie chodzi o takie momenty, tylko chodzi o momenty kluczowe. Czyli o czynniki decydujące o tym czy drużyna mecz wygra, czy nie. Z Albanią musimy zagrać solidny mecz. Nie ma się co bać. Ja mieszkam w Gdańsku, czyli w mieście, które w herbie ma lwy. A pod lwami jest motto: "Nec temere, nec timide", co się tłumaczy z łacińskiego: "bez strachu, bez obaw, ale z szacunkiem". Myślę, że to hasło powinno przyświecać naszej reprezentacji we wtorek. We wrześniu na Stadionie Narodowym Albania grała dużo lepiej od nas, miała więcej piłkarskiej jakości.

A przegrała aż 1:4. Bo mieliśmy szczęście i Roberta Lewandowskiego?

- Tak. Albania popełniała katastrofalne błędy w defensywie. Dawała nam bajeczne prezenty. Teraz też dużej szansy na nasze zwycięstwo upatruję w słabej obronie Albanii. Zwłaszcza że został jej wyrwany ząb trzonowy, skoro kontuzję ma Berat Djimsiti (wyceniany na ponad 20 mln euro zawodnik Atalanty Bergamo złamał rękę w sobotnim meczu z Węgrami — red.). Liczę, że my zagramy pewnie i oni się pogubią. Chciałbym, żeby ten mecz dał nam podwaliny pod zwycięskie baraże o udział w mundialu w Katarze. A buńczuczne zapowiedzi Albańczyków niech będą dla naszej drużyny nie tyle przestrogą, co maksymalną koncentracją.

Eliminacje mundialu 2022. Piłkarze Albanii szaleją po strzeleniu zwycięskiego gola WęgromTrener Albanii nie ma wątpliwości przed meczem z Polską. "To oni są pod presją"

Albania wierzy tak bardzo, że podobno na mecz z nami sprzedałoby się i 220 tysięcy biletów, a nie tylko 22 tysiące, bo tylu widzów pomieści stadion w Tiranie.

- Ludzie uwierzyli po zwycięstwie w Budapeszcie. Ale na pewno dodatkowym smaczkiem jest dla nich przyjazd Roberta Lewandowskiego. To jest czołowy piłkarz świata, być może najlepszy. A z pewnością najlepszy napastnik. Albańczycy zapamiętali sobie gola, którego strzelił im w Warszawie Grzegorz Krychowiak. Przecież tam Robert niemal wjechał z piłką do bramki, oddał ją w ostatniej chwili, po tym jak dryblował od połowy boiska. Jego obecność w Tiranie to po prostu wydarzenie.

Co Pan powie tym, którzy się martwią, że Lewandowski nie strzelił gola San Marino, a i w Bundeslidze miał ostatnio dwa mecze z rzędu bez bramki?

- Prześledźmy wszystkie ostatnie lata — no ludzie, litości! Przecież na barkach Roberta weszliśmy na wszystkie wielkie imprezy. Na jego plecach. Kadra Nawałki i mecze ze Szkocją czy Irlandią — już wtedy, sześć lat temu, to był popis jednego aktora. Liczenie mu minut bez gola? Tym się zajmują niepoważni ludzie. Przepraszam bardzo, ale świętości szargać nie można, a Lewandowski to nasza piłkarska świętość. To jest taki gość, który trafia się raz na 100 lat. Nie przesadzam. Proszę pomyśleć. Mieliśmy wielu świetnych piłkarzy. Był Wilimowski, byli Lubański, Brychczy, Szarmach, Lato, Boniek, ale żaden z nich nie miał takiego wpływu na reprezentację, jaki ma Lewandowski. On nas na swoich barkach dźwiga do wielkich turniejów i liczę, że tak będzie i tym razem.

Stadion w Tiranie i jego okoliceW tym kraju hasło "Robert Lewandowski" budzi postrach. "Wy jesteście Polska, nie żartujmy"

A kto według Pana powinien pomóc Lewandowskiemu w ataku? Strzelają i Buksa, i Świderski, i Piątek. Niech Pan nie odpowiada, że to tylko San Marino, po prostu proszę powiedzieć, kto powinien być drugim napastnikiem.

- Nikt. Bo kiedy teraz gramy na dwóch napastników, to jeden blokuje poczynania drugiego. Nawet na tle San Marino to było widać. Gdy duet napastników tworzyli Lewandowski i Milik, to było dobrze, ale teraz powinniśmy grać dwoma ofensywnymi pomocnika i Lewandowskim na szpicy.

Paulo Sousa i Leo BeenhakkerLeo Beenhakker uderza w Paulo Sousę. I podaje swój przykład. Bardzo celny

Czy uważa Pan, że w naszej kadrze na ten jak się okazuje kluczowy mecz eliminacji z Albanią nie ma jakiegoś piłkarza, który powinien być? Czy Paulo Sousa kogoś przegapił, choćby nie przyjeżdżając na mecze reprezentacji Polski albo Legii w Lidze Europy?

- Mówi się o Maiku Nawrockim. A ja tego Nawrockiego widziałem ostatnio w meczu Lechia — Legia i uważam, że to chłopak, który jeszcze dużo musi się uczyć. Brakuje mi Sebastiana Szymańskiego. Gra na dobrym poziomie w lidze rosyjskiej, moim zdaniem by się przydał. Ale być może Sousa ma duży plan na innych zawodników, np. na Płachetę, i dlatego Szymańskiego nie widzi.

Więcej o: