Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Najwybitniejszy piłkarz Andory walczy o sprawiedliwość. "To mała Korea Północna w Europie"

- Moja historia nadaje się na serial Netfliksa - twierdzi Ildefons Lima, najwybitniejszy piłkarz w historii Andory. W starciu z Polską (niedziela, 20:45, relacja na żywo w Sport.pl) go jednak nie zobaczymy. - Andora to mała Korea Północna. Jeśli powiesz coś, co nie spodoba się władzom, jesteś eliminowany. I właśnie to mnie spotkało - mówi Sport.pl 41-letni piłkarz, który walczy o uratowanie dobrego imienia i możliwość powrotu do reprezentacji.

– Wyobraża pan sobie, co by się stało, gdyby prezes polskiej federacji wyrzucił z kadry Roberta Lewandowskiego za to, że ten chce zadbać o piłkarzy? – pyta retorycznie Ildefons Lima. Najwybitniejszy piłkarz w historii Andory został wyrzucony z reprezentacji. Powód? Jako prezes lokalnego związku zawodowego piłkarzy apelował o przeprowadzenie testów na koronawirusa przed wznowieniem treningów. – Uważałem, że to logiczne w nieprofesjonalnej lidze, w której wielu zawodników łączy grę w piłkę z "normalną" pracą – tłumaczy 41-latek. Skończyło się tak, że badań nie było, a Lima, który od ponad 20 lat był filarem reprezentacji, został odsunięty od składu. – I nie wydaje mi się, bym jeszcze kiedykolwiek wrócił. Choć walki nie odpuszczę – deklaruje Lima w rozmowie ze Sport.pl.

Zobacz wideo Paulo Sousa był kiedyś strasznym palaczem. "Rzucił szybko po przyjeździe do Juventusu"

Legenda andorskiego futbolu wyrzucona z kadry. "Za co ja mam przepraszać?"

Postawny (192 cm wzrostu) obrońca to symbol reprezentacji Andory. Pierwszy oficjalny mecz rozegrała ona w 1996 roku, a Ilde debiutował rok później. W narodowych barwach wystąpił 128 razy (czyli w ponad 70 proc. spotkań rozegranych w historii przez ekipę z Księstwa) i zdobył 11 bramek – w obu kategoriach jest liderem. Jest rekordzistą Guinnessa pod względem długości kariery reprezentacyjnej. I wydawało się, że wyśrubuje ten rekord, jednocześnie zostając drugim po Jarim Litmanenie piłkarzem, który grałby w międzynarodowych rozgrywkach w czterech dekadach. Ale wszystko zmieniło się w trakcie pandemii. Lima, jako szef związku zawodniczego piłkarzy, zaapelował o testy. Reakcja związku była absurdalna. Oskarżał piłkarza, że ten przed zostaniem wyrzuconym z kadry "bezpodstawnie krytykował federację". – Wskażcie mi taki wywiad! – apeluje Lima, który kontynuuje: – Od razu mówię: nie znajdziecie go. Mimo różnych kłopotów, bo pracownicy naszego związku są oskarżani np. o przekręty przy budowie boisk, za czasów swojej gry w reprezentacji nigdy nie skrytykowałem federacji. Skupiałem się wyłącznie na futbolu.

W komunikacie przedstawiciele związku stwierdzili, że jeśli Ildefons chce wrócić do reprezentacji, to musi publicznie przeprosić. – Ale za co ja mam przepraszać? Za to, że chciałem zadbać o zdrowie swoje i kolegów? – pyta retorycznie piłkarz, który dodaje, że "gdyby zrobił coś złego, byłby pierwszym do wzięcia winy na siebie".

Sprawa ciągnie się od miesięcy. Lima cieszy się wsparciem instytucji z zewnątrz - włącznie z hiszpańskim (AFE, poniżej jego wpis z czwartku) i światowym (FIFPro) związkiem zawodowym piłkarzy, pisały o nim ogólnoświatowe media, kibice organizowali akcję #JusticeForIlde - ale w ojczyźnie sytuacja nie jest tak zero-jedynkowa. – W federacji są ludzie, którzy nie chcą widzieć mnie w składzie reprezentacji. A to ja pisałem historię andorskiego sportu. I jest mi naprawdę przykro, że ci ludzie okradają mnie z tego, co najcenniejsze w karierze sportowca: z czasu. Za 2-3 lata może nie być ich w związku, a ja stracę szansę na zwieńczenie kariery – uważa stoper. Wraz z zakończeniem eliminacji do mistrzostw świata planował zawiesić buty na kołku, ale prawdopodobnie tego nie zrobi. – Dostałem dodatkową motywację – uśmiecha się Lima, który mówi, że czuje się, jakby miał kilkanaście lat mniej.

Polski kibic pojechał do Serbii, aby spotkać Cristiano Ronaldo i przeżył wielki zawódMłody Polak przebył aż 1300 km, aby spotkać Cristiano Ronaldo. Spotkał go wielki zawód

"To jasne, że kryterium sportowe nie jest decydującym przy wysyłaniu powołań". Ildefons Lima próbuje bronić dobrego imienia i chce wrócić do kadry

Selekcjoner Koldo Alvarez wyraził nadzieję, że Ildefonsowi uda się zakończyć reprezentacyjną karierę na boisku. – To jasny sygnał, że kryterium sportowe nie jest decydującym przy wysyłaniu powołań – rozkłada ręce podstawowy stoper Inter Club d’Escaldes, lidera andorskiej ekstraklasy i drużyny, która w poprzednim sezonie zdobyła w kraju wszystkie trofea. Skierował sprawę do sądu. – Prezes i członkowie w federacji nie tylko odbierają mi prawo gry w reprezentacji, ale przy okazji popełnili szereg przestępstw – podkreśla Lima. Twierdzi, że szef związku chciał naruszać jego konstytucyjne prawa do wolności wypowiedzi czy do równości pracy. Do tego, domagał się, by zrezygnował z pracy w roli prezesa andorskiego stowarzyszenia piłkarzy. – Nie złamałem żadnego przepisu sportowego. Nikt nie wytoczył mi żadnej sprawy. Łamane są moje prawa, a do tego krzywdzony jest mój wizerunek – przekonuje Lima.

 

Niedawno pojawiły się spekulacje, że najlepszy andorski piłkarz w historii powróci do reprezentacji. Doszło do kilku spotkań, jednak nie przyniosły one oczekiwanych efektów. – Związek chce, bym wycofał sprawę. I ja jestem gotowy to zrobić, ale dopiero po otrzymaniu powołania. A oni pragną, bym zadziałał w ciemno. Nie mogłem się na to zgodzić. Jeśli mamy rozwiązać tę sprawę, musimy razem iść w tę samą stronę. A tymczasem wygląda to tak, że tylko Ildefonsowi Limie zależy na znalezieniu wyjścia – przekonuje zawodnik, który nie ukrywa bezradności.

Krzysztof Ratajczyk w meczu z AngliąUłańskie czako od premiera miało pobudzić fantazję polskiej kadry. Zamiast tego była kolejna klęska

"Andora to mała, europejska Korea Północna. Jeśli powiesz coś, co nie podoba się władzom, jesteś eliminowany"

– Nigdy nie wchodziłem w tematy polityczne. Zawsze zajmowałem się sportem. A teraz obrzucają mnie błotem i oskarżają o dziwne rzeczy. Muszę się bronić – przekonuje Lima. – O mojej sprawie pisały media z całego świata. Zajmują się nią prawnicy FIFPro i AFE. Opowiadam o swoim problemie, a ludzie otwierają usta i pytają: "Ale jak to? O co tu chodzi?". Najgorsze jest to, że sam nie wiem. Netflix mógłby zrobić na ten temat serial. Ale, niestety, w Andorze tak już bywa. To mała europejska Korea Północna. Jeśli powiesz coś, co nie podoba się władzom, jesteś eliminowany. I właśnie to mnie spotkało – mówi zawodnik, który ma kolekcję ponad 900 koszulek.

 

Konflikt na linii Lima – andorska federacja trwa od kilku miesięcy. Jego końca nie widać. – Ale nie pozwolę, by moja kariera reprezentacyjna tak się zakończyła! – deklaruje piłkarz. Spór odbija się na wizerunku reprezentacji. Dziś andorski futbol to klub Gerarda Pique, FC Andorra, i sprawa Limy, któremu drużyna narodowa stała się obojętna. – Praktycznie nie oglądałem jesiennych meczów. Czwartkowego z Albanią też nie widziałem, bo akurat graliśmy sparing. Może zobaczę starcie z Polską, bo będzie w niedzielny wieczór, który będę miał wolny. Kochałem reprezentować Andorę, dawało mi to poczucie kolosalnej dumy i przez ponad 20 lat wypruwałem z siebie żyły, ale jak mam czuć się częścią zespołu, skoro niektórzy mnie tam nie chcą? – zastanawia się Lima.

 

Czy łatwo jest być piłkarzem w Andorze? W niewielu krajach droga do kadry jest tak krótka

Mecz Polska - Andora odbędzie się w niedzielę o 20.45. Nasi zawodnicy nie powinni mieć problemów z odniesieniem zwycięstwa. – Nie macie się czego bać. Piłkarsko zdecydowanie nas przewyższacie. Jeśli zagracie swoje, spokojnie wygracie – twierdzi Lima, który uważa Roberta Lewandowskiego nie tylko za "jednego z najlepszych napastników na świecie", ale i za "jednego z najlepszych w historii". Zmierzył się z nim w 2012 roku, w jednym meczu obu reprezentacji (tuż przed Euro wygraliśmy 4:0), ale za najtrudniejszego rywala w karierze uważa brazylijskiego Ronaldo. Grał przeciwko niemu w 1998 roku. I choć Brazylia wygrała 3:0, to udało mu się zatrzymać "Il Fenomeno", który gola nie strzelił. – Dobrze pan go przykrył – zagadujemy Andorczyka, który z uśmiechem odpowiedział: – Albo po prostu on był bardzo nieskuteczny.

Andorczycy zdają sobie sprawę z własnych niedoskonałości. Kraj jest malutki. 80 tysięcy mieszkańców, z czego 35 tysięcy ma paszport. Piłkarzy ze wszystkich grup wiekowych są dwa tysiące. – Nie mamy szans w rywalizacji z bardziej ludnymi państwami – przyznaje Lima. – Bycie piłkarzem w naszym kraju jest i łatwe, i trudne. Z jednej strony kluby płacą malutko i musisz się bardzo poświęcać, bo trenujesz jak profesjonalista, często na słabych boiskach, a do tego łączysz to z "normalną" pracą. Z drugiej, droga do kadry i gry na Wembley, Allianz Arena czy w Warszawie jest bardzo krótka. Ale trudno utrzymać motywację do kontynuowania kariery, bo zarabia się słabo, regularnie się przegrywa, a perspektywy rozwoju są mierne – uważa Ildefons.

 

Klub Gerarda Pique brutalnym dowodem na stan andorskiego futbolu

Światełko w tunelu zaświeciło się dzięki Gerardowi Pique. Kupił klub FC Andorra i deklaruje, że dzięki niemu w przyszłości w księstwie pojawi się Liga Mistrzów. – Nie ma powodu, by mu nie wierzyć. Skoro AS Monaco było w stanie zdobywać mistrzostwo Francji, dlaczego, po wielu latach pracy, Andorra miałaby nie zagrać w Lidze Mistrzów? – pyta retorycznie Lima. Drużyna Pique dzięki wyjątkowi w prawie sportowym gra w hiszpańskich rozgrywkach. Po trzech awansach w trzy lata próbuje przebić się do drugiej ligi, jednak można zastanawiać się, ile Andory jest w FC Andorra. – Dużo, w końcu to nasz najstarszy klub – przekonuje Lima. – Ale fakt, że drużynę prowadzi Hiszpan Eder Sarabia i że w jej składzie nie ma ani jednego Andorczyka, pokazuje, że na dziś żaden andorski piłkarz nie nadaje się do gry nawet na poziomie trzeciej ligi hiszpańskiej. Taka jest nasza rzeczywistość – kończy najlepszy piłkarz w historii Andory.

Paulo Sousa i Kamil Piątkowski na treninguPaulo Sousa sporo pozmienia na Andorę. Jednemu piłkarzowi poświęcił najwięcej uwagi

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ