Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Nasza piłka przestaje być żartem". Rywale Polaków z niewiarygodnym postępem

- To w ostatnim czasie było jedno z naszych lepszych 60 minut - mówi o meczu Węgry - Polska (3:3), Tomasz Mortimer, węgierski dziennikarz, twórca strony hungarianfootball.com. - Nasza piłka wygląda inaczej niż dekadę temu. Jest poważniejsza, a w międzynarodowych starciach przestaje być żartem - dodaje, zaznaczając, że pomagają w tym państwowe pieniądze, a rozpędzeni Madziarzy mogą stoczyć z biało - czerwonymi wyrównany bój o awans do MŚ.

- Przez godzinę Węgrzy w znakomity sposób wypełniali plan na to spotkanie. Polacy właściwie przez ten czas nie stworzyli sobie żadnej dogodnej sytuacji. Co z tego, że mieli piłkę i kontrolowali przestrzeń na boisku, skoro to my groźniej atakowaliśmy? - zwraca uwagę zadowolony z meczu  Budapeszcie Tomasz Mortimer. Dziennikarz i założyciel hungarianfootball.com jest pół Węgrem, pół Brytyjczykiem, a w jego rodzinie są też polskie korzenie. W ostatnich latach ma jednak coraz więcej przyjemności z opisywania węgierskiej piłki, bo z miesiąca na miesiąc jest ona silniejsza.

Zobacz wideo "Kadra Sousy jest w stanie dawać nam emocje. Są powody do optymizmu"

Reprezentanci Polski wystąpią dziś w okolicznościowych koszulkachKoronawirus w kadrze. Kolejny kadrowicz odizolowany! Sensacyjne powołanie Sousy

"Najlepsze 60 minut, ale potem kryminał"

- To było jedno z lepszych 60 minut Węgrów od długiego czasu, również pod względem naszej skuteczności, choć na razie Węgrzy nie są na tym poziomie, by prowadzić grę z takimi drużynami jak Polska - ocenia. - Po tej dobrej godzinie gry przyszły też 2 szalone minuty, w których na boisku pojawił się ten wasz gracz z Derby (Kamil Jóźwiak - przyp. red.) i było 2:2. Byłem jednak pod wrażeniem jak Węgrzy wrócili do gry i jak znów wyszli na prowadzenie. - Gdyby ktoś przed tym meczem zaoferował mi remis, pewnie bym go wziął. Jednak po tym co zobaczyliśmy w Budapeszcie, czujemy, że uciekły nam 2 punkty - dodaje.

Mortimer w swych wpisach przed meczem, zwracał uwagę, że kluczem w spotkaniu z biało-czerwonymi może być węgierska obrona. Długo kluczem do wygranej ona rzeczywiście była. - Jak się traci trzy gole, to nie można być z tej obrony do końca zadowolonym. Z drugiej strony warto zanotować, że przez godzinę, nie popełniliśmy żadnego błędu, nie zostawialiśmy żadnych luk, a graliśmy z mocnym rywalem. Przy Miliku i Lewandowskim cały czas było kilku zawodników - podkreśla, tłumacząc, że plan dobrze działał. - To, co działo się po objęciu prowadzenia na 3:2... Cóż. Zostawianie Lewandowskiego samego w polu karnym to kryminał - uśmiecha się.

Wojciech SzczęsnyCo w tej sytuacji zrobił Wojciech Szczęsny?! Ekspert wyjaśnia. Nawet Włosi piszą o Polaku

Państwowe pieniądze a poziom reprezentacji

Mortimer niedawno napisał na Twitterze, że węgierski rząd na futbol wydał od marca 2020 roku więcej niż na służbę zdrowia, a same dotacje dla akademii sportowych stanowiły 1/3 tego co przeznaczono na walkę z koronawirusem. Jego zdaniem strumień forintów od premiera Viktora Orbana, w pewnym stopniu pomaga też reprezentacji narodowej.

- Połowa zawodników naszej kadry gra na Węgrzech. Poziom tej ligi systematycznie się podnosi właśnie m.in. dzięki pieniądzom wpompowywanym przez rząd. Są też w kadrze tacy gracze jak Zsolt Kalmar z Dunajskiej Stredy na Słowacji, czy Laszlo Kleinheisler z chorwackiego NK Osijek. Do tych klubów też węgierskie forinty płyną. Pewnie Loic Nego też nie grałby na Węgrzech, gdyby nie solidne pieniądze. Teraz jest nawet reprezentantem Węgier (kiedyś grał w młodzieżowych reprezentacjach Francji – przyp. red.) Zresztą nie tylko on jeden, nie urodził się na Węgrzech, a gra w kadrze. Innym przykładem jest choćby Willy Orban. Pieniądze pewnie też pomogły w tym, by na Węgrzech z klubami pracował Marco Rossi, który obecnie jest trenerem reprezentacji. Nie chcę powiedzieć, że futbolowi reprezentacyjnemu na Węgrzech wiedzie się ostatnio dobrze tylko dzięki państwowym pieniądzom, ale po części one na pewno na różnych płaszczyznach pomagają. Ta nasza piłka wygląda dziś inaczej niż dekadę temu. Jest poważniejsza, a w międzynarodowych starciach przestaje wyglądać jak żart - cieszy się nasz rozmówca.

"Możemy grać o drugą lokatę i toczyć z najsilniejszymi wyrównane boje"

Pod nieobecność gwiazdy drużyny Dominika Szoboszlaia, Mortimer wymienia tych, którzy na miano zawodnika meczu zasługują. - Wyróżniłbym pomocnika Laszlo Kleinheislera. On przez ostatnie dwa lata nie był najważniejszym graczem reprezentacji. Trochę siedział na ławce lub wcale nie było go w kadrze. W meczu z Polakami wypadł dobrze. Starał się być wszędzie, harował dla drużyny, wnosił sporo energii, blokował polskie podania. Warto też wyróżnić za pracę Attilę Fiolę. No i znakomite było jego podanie, które doprowadziło do pierwszego gola Węgrów - ocenia Mortimer.

- Z polskiej strony bardzo podobało mi się, ile pracy włożył w ten mecze Robert Lewandowski. Często cofał się i pomagał w obronie czy przy wyprowadzaniu piłki. No i strzelił pięknego gola – dodaje. Ponieważ Węgrzy mają teraz łatwiejszy kalendarz gier, bardzo prawdopodobne jest, że do wakacji w grupie el. MŚ będą przed Polską.

Zbigniew Boniek i Paulo SousaBoniek po meczu z Węgrami: Byłem wkurzony niesamowicie. Tak ocenił debiut Sousy

- Niewywalczenie 7 punktów w marcu byłoby rozczarowujące, ale wcale nie jestem taki spokojny o mecz z Andorą. Pamiętam, jak trzy lata temu z nimi przegraliśmy. Co do naszych szans na awans na MŚ 2022? Wiadomo, że angielski futbol jest w tej grupie nad wszystkimi, ale Węgrzy mogą w niej grać o drugą lokatę i toczyć z najsilniejszymi rywalami wyrównane boje - zapewnia.

Podczas gdy Węgrzy będą grać najbliższe mecze z San Marino i Andorą, Polacy w niedzielę zagrają z tym drugim rywalem, a w środę zmierzą się z Anglią na Wembley.

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ