"Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień" - śpiewał niegdyś Andrzej Rosiewicz. Ale nie ma co się czarować - czterdzieści lat to w gruncie rzeczy piekielnie długo. W 1986 roku doszło m.in. do wybuchu w czwartym reaktorze elektrowni jądrowej w Czarnobylu, w Polsce wciąż panował ustrój komunistyczny, a na antenie TVP1 wyemitowano premierowe wydanie Teleexpressu. Szmat czasu.
W Danii z kolei 1986 rok zapamiętany został jako ten, gdy po raz ostatni po mistrzowski tytuł sięgało Aarhus GF, klub z drugiego co do wielkości po Kopenhadze duńskiego miasta i jedna z najstarszych drużyn piłkarskich w tym kraju. AGF zostało powołane do życia 26 września 1880 roku, a w latach 50. XX wieku seryjnie sięgał po mistrzostwa i Puchar Danii. Od końcówki lat 80. jednak sukcesów brakowało.
W sezonie 2005/06 Aarhus spadło z najwyższej klasy rozgrywkowej. Do elity wrócili po czterech latach, lecz niebawem znów musieli pożegnać się z Superligaen. Na stałe zameldowali się w niej w 2015 roku i od tego czasu udało im się dwukrotnie dojść do finału Pucharu Danii - w 2016 i 2024 roku. W rozgrywkach ligowych z kolej najwyżej plasowali się na trzeciej lokacie - to udało im się trzy razy.
Nikt nie spodziewał się zatem, że w sezonie 2025/26 przerwana zostanie dominacja FC Kopenhagi, FC Midtjylland i Broendby IF. Po raz ostatni bowiem ktoś spoza tego tercetu sięgał po tytuł mistrza kraju 12 lat temu i był to Aalborg BK. Kopenhaga jednak regularnie zawodziła i szybko stało się jasne, że piłkarze ze stolicy nie zaliczą bieżących rozgrywek do udanych. Piłkarze ze stolicy zresztą nie znaleźli się w grupie mistrzowskiej po zakończeniu fazy zasadniczej.
Ich rywale zza miedzy z kolei, czyli Broendby, także musiało uznać wyższość rywali, przegrywając walkę o wyższe lokaty z Soenderyjske czy Viborgiem. A z potknięć stołecznych chętnie korzystali gracze FC Nordsjaelland, FC Midtjylland oraz Aarhus GF. Faworytami byli ci drudzy i do 31. kolejki tylko oni mogli zagrozić AGF w walce o historyczny sukces.
Przed tą serią gier różnica punktowa między liderem a wiceliderem wynosiła dwa oczka. Piłkarze AGF po remisie Midtjylland z Nordsjaelland 0:0 wiedzieli, że teraz mają już wszystko wyłącznie w swoich nogach. W wyjazdowym meczu przeciwko Broendby IF już w 3. minucie wyszli na prowadzenie za sprawą trafienia Henrika Dalsgaarda. Wynik w 26. minucie podwyższył Kevin Yakob. I zaczęło się odliczanie do końcowego gwizdka.
Wynik zmianie już nie uległ, a gdy Mikkel Redder zagwizdał po raz ostatni, w sektorze kibiców gości oraz na ulicach Aarhus wybuchła niekontrolowana radość. Zaledwie 42-letni Jakob Poulsen i jego podopieczni zapisali się złotymi zgłoskami w historii klubu, pieczętując pierwszy od 40 lat i zarazem szósty mistrzowski tytuł. Poulsen zresztą uczynił to w swoim trenerskim jubileuszu - był to jego setny mecz od początku kariery szkoleniowej. W rozmowie z Viaplay zresztą nie ukrywał, że jeszcze to do niego nie dociera.
- Trudno pojąć, jak szalone jest to, że w Aarhus zdarzyło się to ponownie. Jesteśmy bardzo dumni z tego, co zrobiliśmy w tym sezonie. Myślę, że widać po mnie, iż jestem uśmiechnięty od ucha do ucha. Jestem szczęśliwy i dumny. Czasami starasz się zachować spokój i grać w grę - sprawiać wrażenie spokojniejszego, niż naprawdę jesteś - podsumowywał cytowany przez Ekstrabladet.
Do końca sezonu Superligaen pozostała jeszcze jedna seria gier, w której świeżo upieczeni mistrzowie kraju zmierzą się z Viborgiem - byłym klubem trenera Poulsena. Na początku przyszłej kampanii z kolei Aarhus GF zagra w eliminacjach Ligi Mistrzów, rozpoczynając je od II rundy.
Zobacz też: Asysta Polki w meczu Barcelony. Tym razem nie chodzi o Pajor