"Niestety, to była brutalna lekcja. I przypomnienie, jaka przepaść dzieli nas od lig top 5 w Europie. Mimo że do Białegostoku przyjechała mocno osłabiona drużyna ze strefy spadkowej, to nawet ona brutalnie odarła Jagiellonię z marzeń o magicznym wieczorze" - napisał po meczu "Jagi" z Fiorentiną dziennikarz Sport.pl Konrad Ferszter. I trudno się z tymi słowami nie zgodzić. Mimo to, trener Siemieniec zapewniał, że jego drużyna nie pojedzie do Florencji tylko i wyłącznie na wycieczkę.
Adrian Siemieniec o rewanżu. "Chcę, żebyśmy pojechali tam wygrać"
- Zapamiętacie po meczu - zażartował trener Jagiellonii na pytanie włoskich dziennikarzy o to, jak wymawia się jego nazwisko. Już po spotkaniu te słowa brzmią jak mało śmieszny żart. Jego drużyna była bowiem wyraźnie słabsza od pozbawionego liderów zespołu ze stolicy Toskanii. Lider Ekstraklasy nie wykorzystał ogromnej szansy na pokonanie uznanego rywala, będącego w wielkim kryzysie. Dość powiedzieć, że pierwszy celny strzał na bramkę Luki Lezzeriniego drużyna Jagiellonii oddała pod koniec meczu, w którym wszystkie gole straciła po stałych fragmentach gry: rzucie rożnym, wolnym oraz karnym.
- To był taki mecz, że jakbyśmy wycięli bramki, to byśmy powiedzieli, że trudno uwierzyć w taki wynik. Dla narracji może dobrze byłoby, żebym powiedział, że to był nasz dobry mecz, ale myślę, że abstrahując od tego, z kim się mierzyliśmy, z kim graliśmy, to znając swoją drużynę, wiem po prostu, że stać nas na lepszą grę, niż zaprezentowaliśmy. Natomiast w pierwszej połowie mieliśmy duże posiadanie piłki. Kontrolowaliśmy pod tym względem spotkanie - powiedział Adrian Siemieniec na pomeczowej konferencji.
W Białymstoku w zespole Jagiellonii zabrakło zawieszonych za kartki Afimico Pululu i Tarasa Romanczuka, co było szczególnie mocno widoczne w poczynaniach liderów Ekstraklasy.
- Zbyt mało zagrożenia tworzyliśmy pod bramką przeciwnika. W drugiej połowie po straconej bramce czuć było, że przyspieszyliśmy, tylko jeśli grasz z takim przeciwnikiem i masz momenty przewagi, ale nie strzelasz gola i nie ustawiasz sobie meczu, to nie możesz liczyć na to, że rywal nie stworzy sobie sytuacji bramkowych. Fiorentina nas wypunktowała i poprzez swoją jakość indywidualną wykorzystała swoje momenty - powiedział trener "Jagi".
Wynik 0:3 w pierwszym meczu stawia zespół w niezwykle trudnym położeniu przed drugim spotkaniem we Florencji. - Nasza sytuacja przed rewanżem jest arcytrudna, ale takie rzeczy w piłce się dzieją. To, na czym mi zależy, to, żebyśmy pojechali tam wygrać spotkanie i zaprezentować się dużo lepiej niż dzisiaj z punktu widzenia stwarzanego zagrożenia, bo za wrażenia artystyczne nikt punktów nie daje. W piłce liczy się ten, kto strzela gole, a dzisiaj w tym aspekcie Fiorentina była po prostu bezlitosna - podkreślił Adrian Siemieniec.
Rewanż we Florencji zaplanowano na czwartek 26 lutego o godzinie 18.45. Wcześniej, bo w niedzielę 22 lutego Jagiellonia zagra u siebie z Radomiakiem. Początek tego spotkania o 14.45.