Trener Fiorentiny - Paolo Vanoli - w środę zostawił największe gwiazdy we Florencji, a w czwartek na mecz z Jagiellonią Białystok wystawił mocno rezerwowy skład. Mimo to drużyna Adriana Siemieńca nie wykorzystała szansy na magiczny wieczór w Lidze Konferencji i przegrała dotkliwie 0:3 z dwukrotnym finalistą tych rozgrywek.
To była lekcja pokory. Nieobecność w Białymstoku największych gwiazd Fiorentiny dawało nadzieję na dobry wynik dla drużyny Adriana Siemieńca. Rzeczywistość okazała się jednak inna, brutalna i - zwłaszcza w drugiej połowie - Jagiellonia mocno odstawała od 18. obecnie drużyny Serie A. Okazało się, że osiem zmian, jakich dokonał Vanoli, nie osłabiło jego zespołu tak bardzo jak nieobecność Afimico Pululu i Tarasa Romanczuka w Jagiellonii.
Fiorentina - jak włoska drużyna w starym stylu - najpierw doskonale zabezpieczyła dostęp do własnej bramki, a później bezlitośnie wykorzystała swoje szanse i błędy Jagiellonii. - Zapamiętacie po meczu - śmiał się Siemieniec do włoskich dziennikarzy, gdy ci pytali, jak wymawia się jego nazwisko. Apetyty w Białymstoku były spore, ale ostatecznie Jagiellonia została brutalnie sprowadzona na ziemię. Wydaje się, że przyszłotygodniowy rewanż we Florencji to już tylko formalność.