Mundial 2018. Finał Francja - Chorwacja 4:2. Dla Francji drugi Puchar Świata, dla Chorwacji uznanie

Taką grą nie zdobywa się może nowych przyjaciół, ale puchary - jak najbardziej. Francja jest drugi raz mistrzem świata. Po sześciobramkowym finale, który się długo wymykał logice.

Pora na twarz Antoine'a Griezmanna na Łuku Triumfalnym, na paradę na Polach Elizejskich i jakieś skromne "dziękuję" dla tego, kto je słyszy najrzadziej: Didiera Deschampsa, mistrza świata z boiska i z ławki trenerskiej. Francja właśnie się stała największą mundialową potęgą ostatniego dwudziestolecia: z dwoma Pucharami Świata i trzema finałami. Zrobiła to mając jedną z najmłodszych drużyn w mundialu. I niesamowitą siłę w ofensywie.

Ale nie grała jak młoda drużyna. A i z ofensywy korzystała tylko, gdy to uznała za konieczne. I gdy pozwolił trener. Symboliczna była scena z ostatnich minut finału: jest 4:2, właściwie wszystko już jasne, do kontry biegnie trzech Francuzów. A Antoine Griezmann zostaje na własnej połowie i już ustawia pozostałą ósemkę do obrony na wypadek straty piłki. Nie biegnie szukać gola, choć tylko jednego mu ostatecznie zabrakło, by zrównać się z królem strzelców Harry'm Kane'em.

Francja - Chorwacja. Nestor Pitana popełnił wielki błąd przy pierwszym golu

Francja szybko z prowadzeniem, ale długo bez kontroli

To był turniej Griezmanna, mądrego lidera. Nie grał w takim transie jak Luka Modrić, wybrany najlepszym piłkarzem mundialu, ale był świetnym przywódcą. Wiedział kiedy popchnąć drużynę do przodu, kiedy ją powstrzymać, kiedy skorygować ustawienie. Wyrastał w kluczowych momentach każdej rundy: karny z Argentyną, asysta i gol z Urugwajem, asysta z Belgią, asysta i gol z karnego w finale. On nie ma gracji Zinedine'a Zidane'a, więc pewnie go Francuzi w noc po finale nie wezwą na prezydenta. Ale Griezmann dla mistrzowskiej Francji zrobił więcej niż Zidane dla mistrzów z 1998. Był niezawodny. Różnią ich z Zidane'em mistrzostwa Europy: te w 2000 były popisem Zidane'a i triumfem Francji. Te w 2016 popisem Griezmanna, ale bez triumfu drużyny. I może tamten przegrany finał ze Stade de France 2016 wpłynął na to, jaka Francja wyszła na Łużniki. Przygnieciona wyzwaniem, jak to się jej wcześniej w Rosji nie zdarzało.

Mistrzostwa świata poziomem nie dorównują Lidze Mistrzów. Fakt, który jest katastrofą dla piłki nożnej

Nastawiła się na obronę i czekanie co robi rywal - jak zwykle. Czekała na stały fragment gry - jak zwykle. Tak strzelała gole w ćwierćfinale, półfinale i finale, a i finałowy karny był podyktowany po rzucie rożnym w którym Francja ustawiła piłkarzy w pięcioosobowy pociąg, z którego słynęła tutaj Anglia. Ale niezwykłe dla Francji było to, że przy takim nastawieniu jak we wcześniejszych meczach, długo nie była w stanie kontrolować finału. W pierwszej połowie Francja pierwszy raz w tym turnieju prowadziła mimo N'golo Konte, a nie dzięki jego pracy. Nie była w stanie postraszyć rywali Kylianem Mbappe. Nie mogła wyciągnąć tego co najlepsze z Paula Pogby.  I za to ukłon dla Chorwacji. Przegrała finał dotkliwie. Ale pozostanie, mimo nieudanej drugiej połowy, ładnym pokonanym. Z wielkimi finałowymi pechowcami, którzy byli bohaterami półfinału: Mario Mandżukiciem, który podbił piłkę do własnej bramki przy dośrodkowaniu Griezmanna z rzutu wolnego (mocno wymuszonego przez Francuza). I Ivanem Perisiciem, który chwilę po zdobyciu gola na 1:1 dotknął piłki ręką w polu karnym i Nestor Pitana po obejrzeniu powtórek podyktował jedenastkę.

Francja - Chorwacja. Mario Mandzukić strzelił samobója. Pierwszego w historii

Francja 2018: black, blanc, banlieue

VAR, gol z wolnego, do tego samobójczy, gol z karnego - ten mundial się takiego finału nie wyprze. Ale pierwsza połowa się wymykała logice: Francja zdobyła prowadzenie po pierwszej akcji, w której była w stanie zapanować nad Chorwatami (wcześniej Perisić miał dwie okazje, które lepiej rozwiązane mogły się skończyć golami). Potem łatwo straciła prowadzenie, choć wydawało się że w pilnowaniu przewag jest niezrównana. A Chorwacji podbudowanej wyrównaniem - zawsze w rundach pucharowych pierwsi tracili, wyrównywali, i wygrywali - szybko zdarzyła się ręka Perisicia. W drugiej połowie Chorwaci w pogoni za wyrównaniem zostawili Francuzom za dużo miejsca. Skorzystali Paul Pogba i Kylian Mbappe, Chorwacja odpowiedziała jeszcze golem Mandżukicia, a właściwie Llorisa. Skończyły się emocje, potem mecz. A zaczęła ulewa w której dekorowano bohaterów.

20 lat temu mistrzostwo zdobywała Francja black, blanc, beur: czarna, biała, arabska. Francja 2018 jest black, blanc, banlieue, bo ukształtowały ją przedmieścia dużych miast. Dzielnice, gdzie się jeszcze gra w piłkę do wieczora, gdzie jest dotowany z publicznej kasy klub, z dobrym boiskiem i dobrymi trenerami, a członkostwo jest tańsze niż w polskiej akademii piłkarskiej. I gdzie wielkie kluby jeszcze w czasach Zinedine'a Zidane'a nie zaglądały, bo czekały aż dzieci z banlieu same przyjdą. A teraz już wiedzą, jakie skarby można tam wyłowić. W samym wianku dzielnic wokół Paryża wychowali się Mbappe, Pogba, Kante, Steven N'Zonzi (dał bardzo dobrą zmianę za niepewnego Kante), nie wspominając o kilku reprezentantach Senegalu i Maroka. Stamtąd bierze siłę reprezentacja, która w Rosji znakomicie wykorzystała swój moment, niczego nie odkładając na później. Może mógł to być, patrząc na skalę talentu, nieco piękniejszy mistrz. Ale skrojony na miarę tego turnieju był na pewno.

Lubisz ciekawostki sportowe i niebanalne teksty. Wypróbuj nasz nowy newsletter. Zapraszamy, Łukasz Godlewski i Janusz Sadłowski