Bunt koszykarzy NBA. "Miałem pistolet przystawiony do głowy"

NBA jeszcze nie wznowiła sezonu, a już ma kolejny problem. Część wpływowych graczy zastanawia się, czy powrót do rywalizacji to dobry pomysł. Ich zdaniem, mecze i rywalizacja przykryją problem dyskryminacji czarnoskórych Amerykanów - donosi Los Angeles Times.

Plan na powrót ligi jest na razie dość jasny. Najpierw, do poniedziałku, wracają wszyscy koszykarze zagraniczni. Ci z USA mogą pojawić się tydzień później. 23 czerwca wszyscy przechodzą testy na koronawirusa, a następnie od 1 lipca wznawiają treningi. 7 lipca wszystkie drużyny przenoszą się do ośrodka Disneya w Orlando, gdzie 30 lipca NBA wraca do gry

Protesty w walce o prawa czarnoskórych Amerykanów zasiały jednak pewien ferment. Nie można powiedzieć, że start ligi jest już zagrożony, ale nie wiadomo, jak potoczą się sprawy. Część graczy uważa bowiem, że powrót rozgrywek zepchnie na dalszy plan to, co jest teraz dla nich znacznie ważniejsze. Walkę przeciwko rasizmowi. 

Zobacz wideo "Już nie muszą bić się na ulicach. Mogą robić to legalnie na Gromdzie"

Lillard: Miałem pistolet przystawiony do głowy

Jednym z nich jest Damien Lillard z Portland Trail Blazers: - Doświadczyłem tak wielu podobnych rzeczy. Zdarzało się, że mieliśmy pikniki sąsiedzkie, wybuchała walka i wyciągano broń. Jako dzieciak miałem pistolet przystawiany do głowy. Dorastałem wśród ludzi takich jak Oscar Grant, który został zabity przez gliniarza, leżąc twarzą do ziemi. Przez całe życie widziałem ludzi nękanych przez gliniarzy. Później poszedłem do college’u w Utah, gdzie sprawy wyglądały już zupełnie inaczej - opowiadał w wywiadzie dla Blazersedge. Ale i tam dopadły go podobne historie, kiedy policja zatrzymała prowadzony przez niego samochód i to na środku drogi przez pustynię. Według Lillarda policjanci przez trzy godziny sukcesywnie przeszukiwali auto. - Na koniec nie wlepili mi nawet mandatu - opowiada. Teraz jest jednym z tych, którzy mocno zastanawiają się nad powrotem do grania. 

- Wciąż mam kontakt z ludźmi z Oakland i z innych miejsc. Jak mogę być pochłonięty przez koszykówkę, kiedy dzieją się takie rzeczy, dużo ważniejsze, które mają ogromne znaczenie dla wielu osób. (...) Dla mnie to walka każdego dnia - dodaje Lillard. Był jednym z 90 koszykarzy, którzy według nieoficjalnych informacji, wzięli udział w specjalnej naradzie. Pojawili się tam również między innymi Dwight Howard i Avery Bradley z LA Lakers, Kyrie Irving z Brooklyn Nets, czy szef stowarzyszenia koszykarzy NBA, Chris Paul. 

Pieniądze schodzą na drugi plan

- Dla mnie to są sprawy ważniejsze niż pieniądze. Ale przyjmę każdą podjętą decyzję - stwierdził Irving. Na szali leży sporo, ponieważ ewentualny bojkot rozgrywek, może doprowadzić do sytuacji, w której zostanie wykorzystana zasada odwołania ligi z powodu "wyższej konieczności". A to znacznie osłabi pozycję koszykarzy w ewentualnych negocjacjach, dotyczących zarobków za ten i kolejny sezon. Mimo wszystko Irving zaczął już organizować protest i szybko zyskał poparcie Dwighta Howarda. 

Środkowy LA Lakers wydał nawet oświadczenie w tej sprawie: - Zgadzam się z Kyriem. Koszykówka, czy inne formy rozrywki, nie są teraz potrzebne i będą tylko rozpraszać. Być może nie rozproszą nas, graczy, ale to właśnie my mamy środki, których większość naszej społeczności nie ma. (...) Nie ma nic, o czym marzyłbym bardziej niż o pierwszym mistrzostwie NBA, ale zjednoczenie Moich Ludzi będzie nawet większym mistrzostwem. 

Coraz więcej zachorowań w Orlando

Gracze mają także inne wątpliwości, które dotyczą rozwoju epidemii. Tylko w sobotę 13 czerwca na Florydzie odnotowano ponad 2,5 tysiąca przypadków nowych zakażeń. W hrabstwie Orange, gdzie znajduje się ośrodek Disneya, jest w sumie ponad 2700 przypadków, ale liczby szybko rosną. Co prawda wszyscy pracownicy parku mają nosić maseczki, przestrzegać zasad społecznego dystansu, a także nie wchodzić do pokojów zajmowanych przez graczy, jeśli ktokolwiek się w nich znajduje, ale koszykarzom to nie wystarcza. Pracownicy parku mieszkają bowiem poza jego granicami, a tam nikt ich nie skontroluje. Wątpliwości z tym związane wyrazili J.J. Redick, Evan Fournier, czy Tyus Jones. Co prawda wszyscy gracze i kluby zgodziły się na plan powrotu rozgrywek, ale jak to ujął Danny Green z LA Lakers: - Wiem, że gracze walczą teraz o wiele różnych spraw. Obliczono, że dwie drużyny, które awansują do finałów NBA, spędzą w izolacji trzy miesiące. 

Sytuacja robi się coraz bardziej napięta. Większość koszykarzy jest na razie za tym, żeby wznowić rozgrywki. Trudno jednak przewidzieć ilu jeszcze graczy poprze Irvinga i jak bardzo zmieni się sytuacja epidemiologiczna w Orlando. Ewentualnie storpedowani powrotu ligi bardzo mocno odbije się na wizerunku ligi i pozycji koszykarzy. Według bleacherreport.com NBA może stracić 1,2 mld dolarów wpływów, z których około połowa trafia do koszykarzy. Sam LeBron James straci około 400 tys. dolarów za jeden mecz, jeśli sezon zostanie odwołany.