"To byłoby nieszczęście". Organizatorzy przegapili moment. Medale mogą zostać w szafie

Łukasz Jachimiak
W sobotę nie dostali zgody na start, bo mogło ich zdmuchnąć z trasy, a odczuwalna temperatura wynosiła aż minus 30 stopni Celsjusza. Ale w niedzielę ma być jeszcze gorzej i może się okazać, że drużynówka w narciarstwie alpejskim na igrzyskach w Pekinie po prostu się nie odbędzie. - Tyle czekania, przedłużanie pobytu w Chinach i na koniec może być klops - słyszymy z naszej ekipy.

To się powinno świetnie oglądać. - Ale tego się nie dało zrobić. Przesyłam filmik, który pokazuje, jak bardzo wiało - mówi nam Marcin Blauth, wiceprezes Polskiego Związku Narciarskiego.

Zobacz wideo Tak mocno wiało w Yanqing. Nie było szans na start drużynówki w narciarstwie alpejskim

Gdyby pogoda pozwoliła, za nami byłaby już rywalizacja drużyn, czyli ostatnia konkurencja narciarstwa alpejskiego na igrzyskach olimpijskich Pekin 2022.

Gwiazdy muszą czekać i patrzeć w niebo

Na trasie w Yanqing miało/ma walczyć 15 drużyn. Australia dostała wolny los do ćwierćfinału, reszta zaczyna od 1/8 finału. Systemem pucharowym. Wszystko jest proste, przejrzyste. I bardzo emocjonujące. O ćwierćfinał Polska pojedzie (oby!) z Norwegią. Równoległy slalom pokonywać mają Maryna Gąsienica-Daniel i narciarka z ekipy mistrzów świata, Magdalena Łuczak i druga zawodniczka z Norwegii. Wygrywająca zdobywa punkt dla drużyny. Przejazdy są cztery - dwa kobiet i dwa mężczyzn (u nas paniom mają pomóc Michał Jasiczek i Paweł Pyjas). W przypadku remisu 2:2 decydują czasy. A dokładnie mniejsza suma lepszego przejazdu kobiety i mężczyzny.

Nie jest to może klasyczna, tradycyjna konkurencja. Ale na pewno nie zabraknie ani emocji, ani gwiazd. Wśród zgłoszonych są m.in: wielka Amerykanka Mikaela Shiffrin, Szwajcarka Wendy Holdener, Włoszki Marta Bassino i Federica Brignone, Francuzka Tessa Worley, Austriaczka Katharina Liensberger a także Austriak Johannes Strolz, Francuzi Alexis Pinturault i Mathieu Faivre czy Słoweniec Żan Kranjec.

Ale możliwe, że powinniśmy pisać "nie zabrakłoby ani emocji" i "nie zabrakłoby gwiazd" a nie "nie zabraknie". Bo organizatorzy igrzysk najwyraźniej już przegapili najlepszy moment na rozegranie tej drużynówki. I teraz może po prostu nie być momentu dobrego, bezpiecznego momentu.

Wiatr kładzie bramki. I może położyć zawody

- Kłopotem jest przede wszystkim wiatr. Kładzie bramki. Byłoby niebezpiecznie i niesprawiedliwie rywalizować w takich warunkach. Ale są przerwy w podmuchach - relacjonuje nam Marcin Blauth, wiceprezes PZN-u, który w federacji odpowiada za narciarstwo alpejskie.

Szef naszej zjazdowej ekipy w Pekinie mówi, że nikogo tam na miejscu nie martwi duży mróz. - Minus 20 stopni to nie problem. Przyzwyczailiśmy się, nikt sobie niczego nie odmroził. A na początku było jeszcze zimniej i mimo to normalnie odbywały się treningi. Z mrozem problemu nie ma. Ale z wiatrem jest. Akurat teraz, wieczorem ucichł. Organizatorzy zaplanowali zawody na godzinę 9 rano (2 w nocy polskiego czasu), pewnie w razie konieczności będą przesuwane. A jeśli okaże się, że będzie je trzeba ostatecznie odwołać, to będzie bardzo szkoda - mówi Blauth.

Beijing Olympics Cross CountryBurza po decyzji FIS ws. biegu na 50 km. "Pier***y żart!"

Ludzie Mikaeli Shiffrin naciskają na organizatorów

Narciarze i sztaby narciarzy oczywiście naciskają na FIS, MKOl i miejscowy komitet organizacyjny igrzysk, by drużynówka się odbyła. - Trzy ekipy miały wylatywać w niedzielę rano, ale specjalnie poprzekładały swoje loty. Dla niektórych to jest ostatnia szansa na medal - zauważa Blauth.

To ostatnia szansa między innymi dla Mikaeli Shiffrin. Najlepsza w ostatnich latach alpejka świata w Pekinie była dziewiąta w supergigancie i 18. w zjeździe, a nie ukończyła giganta, slalomu i superkombinacji.

Wiceprezes PZN zdradza, że Amerykanie są w gronie tych ekip, które miały już wykupione bilety na lot do domu, ale jednak zostają dłużej z nadzieją, że to jeszcze nie koniec igrzysk. Tak naprawdę my też przedłużyliśmy pobyt w Pekinie. I to o kilka dni.

"To wcale nie znaczy, że jesteśmy dużo gorsi"

- Drużynówka to konkurencja, do której jesteśmy świetnie przygotowani. Trenowaliśmy to i mamy nadzieję, że będziemy mogli się pokazać z najlepszej strony - mówi Blauth. - Maryna i Magda jeżdżą bardzo szybko, można liczyć, że z Norweżkami wygrają. A chłopaki zapewne z Norwegami mają mniejsze szanse, ale też wyglądają nieźle i te szanse są. Jesteśmy na dole listy, ale to wcale nie znaczy, że jesteśmy dużo gorsi - dodaje.

Podkreślmy, że Norwegowie są mistrzami świata. Wygrana Polski i awans do ćwierćfinału to by była sensacja. - Ale my pójdziemy na pełny gaz, wszyscy w ekipie wiedzą, że tu jest całkiem inna szansa niż w zwykłych, indywidualnych startach. Tu się dużo więcej może wydarzyć - przekonuje wiceprezes PZN-u.

"Nie mamy się kogo obawiać"

Innej taktyki niż pójście na pełny gaz chyba mieć nie można. Nasi zawodnicy do końca nie będą wiedzieli, z kim pojadą w swoich parach. - Najpierw słabsza drużyna pokazuje skład i dopiero w ostatniej chwili trener mocniejszego zespołu dostawia swoich zawodników - wyjaśnia Blauth. Ale mimo wszystko wierzy, że stać nas nie niespodziankę a nawet niespodzianki.

- Oby to się odbyło. To dla nas naprawdę wielka szansa pokazania się. Naprawdę jako team nie mamy się kogo obawiać - dodaje.

Oczywiście Blauth zgadza się, że absolutnie nie możemy zapowiadać medalu. - Ale nikt nie może, żadna drużyna - zauważa. - Okazuje się, że tu jest lepsza trasa dla gigancistów. Dlatego ze startu zrezygnowali Brytyjczycy, którzy opierali się na slalomistach. Nam ta trasa pasuje. Maryna na treningach jeździła świetnie, Magda nie odstawała. A że pojedziemy z mistrzami świata? Prawda. Ale ilu mistrzów na tych igrzyskach zostało już bez medalu? - pyta Blauth. - Zdradzę, że rozmawiałem z prezesem z Norwegii i wiem, że ani on, ani nikt z jego zespołu nie myśli sobie, że to fajnie, że trafili na Polskę - dodaje.

Tomasz Sikora i Monika Hojnisz-StaręgaPolski wicemistrz olimpijski bez litości. "Cofnęliśmy się o 20 lat"

Biatlon przesunięto. "Pewnie, że można było ten kalendarz lepiej ustawić"

Snuć sportowe scenariusze można długo. Ale trzeba postawić pytanie czy jest sens to robić. - Oczywiście, że można było rozegrać tę drużynówkę wcześniej - zgadza się Blauth, gdy wskazujemy, co zrobiono choćby z biathlonem. Monika Hojnisz-Staręga biegła przecież ze startu wspólnego o 26 godzin wcześniej niż pierwotnie planowano. Organizatorzy zauważyli, że jeśli konkurencja nie zostanie przełożona na piątek 18 lutego, to w sobotę 19 lutego pogoda może uniemożliwić jej przeprowadzenie.

Dlaczego w przypadku alpejczyków nikt nie oparł się na niekorzystnych prognozach? - Nie rozumiem dlaczego. Brak tego startu to byłby dramat. Tyle czekania, przedłużanie pobytu w Chinach naszych zawodniczek i na koniec może być klops - mówi Jan Winkiel, sekretarz generalny PZN-u.

- Sam pan wie, jak duży wpływ na sportowe kalendarze mają telewizje - dodaje Blauth. - Pewnie, że można było ten kalendarz lepiej ustawić. Nasze dziewczyny czekają bez startów już naprawdę długo, wszyscy inni też by zdążyli - zauważa wiceprezes.

17 lutego panie rywalizowały jeszcze w kombinacji, ale 18 lutego był wolny i wtedy można było robić drużynówkę. - Jest jak jest. My nie rządzimy kalendarzem, my tylko teraz liczymy, że jednak zawody się odbędą. Bo nie przypominamy sobie takiej sytuacji, żeby na igrzyskach całkiem odwołano zawody, żeby nie rozdano kompletu medali, który był przygotowany i czekał na najlepszych zawodników - mówi Blauth.

Kuriozum na igrzyskach w Pekinie. Para łyżwiarzy pozwana. Kuriozum na igrzyskach w Pekinie. Para łyżwiarzy pozwana. "Widzę to pierwszy raz"

Czekolada na urodziny. Ale Maryna Gąsienica-Daniel chce więcej

Poprawa pogody to na pewno byłby najlepszy urodzinowy prezent dla Maryny Gąsienicy-Daniel. Nasza najlepsza alpejka 19 lutego kończy 28 lat. Tego dnia zamiast startu miała czekoladę. - Poszliśmy na czekoladę, żeby uczcić święto Maryny. Liczyliśmy, że uczcimy je na stoku, ale nastawiamy się, że tylko przesunięto nam to w czasie - mówi Blauth.

Oby. Oby wbrew prognozom w niedzielę nie wiało i nie mroziło aż tak, że odczuwalna temperatura spadnie do minus 35 stopni. Oby alpejczycy jednak skończyli igrzyska na sportowo, a nie uczestnicząc w zagrażającej ich zdrowiu loterii. Albo wyjeżdżając z poczuciem, że ostatniego startu nie było, bo ludzie odpowiedzialni za organizację się nie spisali.

- To byłoby nieszczęście dla wszystkich, dla organizatorów też. Trzeba uczciwie powiedzieć, że miejscowi stają na uszach, żeby jak najlepiej o wszystkich tu zadbać. Jasne, że covidowe restrykcje są uciążliwe, ale poza tym nikomu niczego nie brakuje i jeżeli mamy uczciwie oceniać, to należy organizatorów pochwalić - kończy Blauth.

Więcej o: