Iga Świątek (3. WTA) zakończyła Roland Garros na czwartej rundzie, czyli bardzo szybko jak na swoje standardy. Teraz Polka przygotowuje się do sezonu na trawie, gdzie punktem kulminacyjnym będzie obrona tytułu na Wimbledonie.
Ostatnie miesiące nie są najłatwiejsze dla polskiej tenisistki, która w tym sezonie raz dotarła do półfinału turnieju WTA ("tysięcznik" w Rzymie), a na finał lub tytuł czeka od września zeszłego roku i zawodów WTA 500 w Seulu. W dodatku po Sunshine Double zdecydowała się na zmianę trenera - za Wima Fissette'a przyszedł Francisco Roig. Mimo wszystko z powodu gorszych wyników 25-latka musi mierzyć się z większą krytyką, a co gorsza hejtem.
Nieprzyjemny temat Świątek poruszyła w wywiadzie dla portalu WP SportoweFakty. - Myślę, że najwierniejsi kibice raczej są rozsądni i zdają sobie sprawę, że sportowiec też jest człowiekiem. Dlatego też komuś kibicują, bo potrafią się utożsamić i wiedzą, że nie zawsze wszystko jest przejazdem na tęczy i idzie jak po maśle - zaczęła. Po czym wskazała jedną z boleśniejszych dla niej rzeczy.
- Na pewno zaskakuje mnie hejt od takich pseudoekspertów, którzy wykorzystują to, że mają dość radykalną opinię, by nagle pojawić się w artykule lub nagłówku. Niełatwo mi to do końca zaakceptować - przyznała. Jednak miała już styczność z takimi rzeczami, więc ma do tego odpowiednie podejście.
- Jak sobie z tym radzę? Głównie ignoruję, nie czytam. Nauczyłam się tak funkcjonować w tym świecie, że w sumie najczęściej to do mnie nie dochodzi, bo to totalnie nie ma żadnego wpływu na mój proces, na moje życie. Nigdy, czytając cokolwiek w internecie, nie zastanawiałabym się, czy to jest prawda. Doszłam do takiego etapu, że jak przez całe dzieciństwo śledziłam celebrytów, gdzie Taylor Swift wyszła na kolację, to już zupełnie przestałam. Zmieniła się moja perspektywa odnośnie tego, czy te informacje są prawdziwe, trudno ocenić w internecie, co jest podpuchą, a co jest faktem - wytłumaczyła. I zwróciła uwagę na inny aspekt.
- To już nie jest moja odpowiedzialność, tylko mediów i osób decydujących, co jest wypuszczane. Rozumiem, że wszystko, co przyciąga uwagę, zawsze będzie lepsze dla (mediów - red.). Można to zracjonalizować, ale nie zmienia to faktu, że czasami potrafi to zaboleć. Myślę, że ktokolwiek powie, że zupełnie o tym nie wie albo zupełnie się tym nie przejmuje, to trochę naciąga rzeczywistość - powiedziała. - Jednak mam już 25 lat, jestem popularna od sześciu, więc to jest duża część mojego życia. Nauczyłam się z tym funkcjonować, i gdy przyjdą emocje, od razu je przepracowywać, racjonalizować. Wiedzieć, że to nie jest (centrum - red.) mojego funkcjonowania i nie ma na to wpływu - dodała.
Przy tym wszystkim zawodniczka dostrzega plusy swojego statusu, których jest więcej niż minusów. Wpływ mają na to również ludzie, których spotyka na swojej drodze. - Wiem, że moja popularność, przynosząca właśnie taką wadę, jaką jest hejt, przyniosła mi wiele pozytywnych rzeczy i wsparcie od kibiców, które ogromnie doceniam. Podobnie jak ludzi, którzy jeżdżą za mną na turnieje po różnych zakątkach świata i mi kibicują. (Dają - red.) tyle ciepła i dobrych słów - podkreśliła.
Zobacz również: "Świat wziął pieniądze za milczenie". Ten mecz przejdzie do historii mundialu
- To, że ktoś do mnie przyjdzie i powie: "Moja córka zaczęła czytać książki, bo robisz reading challenge". Albo że syn ruszył się sprzed komputera i zaczął uprawiać sport. Ludzie z mojego otoczenia podłapali pasję do tenisa, której nigdy by nie mieli, gdyby nie widzieli moich sukcesów. Takie rzeczy balansują wady niesione przez popularność. Na nich trzeba się skupiać i nigdy nie pozwolić hejtowi, aby wpływał na twoje decyzje lub na to, jak się czujesz ze swoją karierą lub życiem. Czasami nie jest łatwo, bo każdy ma jakieś emocje - zakończyła.
Iga Świątek wróci do gry w turnieju WTA 500 w Bad Homburg, zaplanowanym na 21-27 czerwca. Następnie przystąpi do Wimbledonu, który rozpocznie się 29 czerwca.