W niedzielę 14 stycznia wystartował Australian Open. W tym czasie doszło już do kilku sensacji, jak odpadnięcie Ons Jabeur czy Marii Sakkari na wczesnym etapie rywalizacji. W środę temat tenisa zszedł jednak na dalszy plan. Światem wstrząsnęła bowiem informacja o śmierci jednego z najbardziej znanych brytyjskich dziennikarzy, a zarazem korespondenta "Daily Mail", Mike'a Dicksona, który w ostatnich dniach z Melbourne relacjonował zmagania najlepszych tenisistów i tenisistek świata.
Wiadomość o nagłym odejściu przedstawiciela mediów przekazała jego żona. Zrobiła to za pośrednictwem konta Dicksona na platformie X (dawniej Twitter). Okazuje się, że mężczyzna nagle zasłabł, a jego życia nie udało się uratować.
"Jesteśmy zdruzgotani, że musimy ogłosić, iż nasz wspaniały mąż i tata, Mike, zasłabł i zmarł w Melbourne podczas turnieju Australian Open. Przez 38 lat realizował swoje marzenia związane ze sportem na całym świecie. To był naprawdę wspaniały człowiek i będzie nam go strasznie brakować. Lucy, Sam, Ruby i Joe" - czytamy w oświadczeniu. Jak na razie nieznane są dokładne przyczyny śmierci 59-latka. Odszedł zaledwie kilka dni przed 60. urodzinami - obchodziłby je 27 stycznia.
Te tragiczne wieści dotarły też do władz WTA, które w poruszających słowach pożegnały dziennikarza. "WTA z głębokim smutkiem przyjęła wiadomość, że na początku tego tygodnia w Melbourne zmarł weteran tenisowy Mike Dickson z 'Daily Mail'. Mike relacjonował swój 24. Australian Open w ramach wybitnej i niezrównanej kariery dziennikarza sportowego, która trwała prawie 40 lat. Był postacią bardzo szanowaną w tourze wśród zawodników, trenerów, personelu i wszystkich osób związanych z tenisem. Nasze myśli są z jego rodziną i bliskimi w tym bardzo trudnym czasie" - czytamy.
Na śmierć Dicksona zareagował też jego pracodawca. "Żegnaj, panie Wimbledonie" - napisała redakcja "Daily Mail". Taki przydomek nadano mu w związku z faktem, że dziennikarz mieszkał w pobliżu londyńskich kortów. "Był gigantem branży, w sumie przepracował w naszej firmie 33 lata. Zajmował się ponad 30 dyscyplinami sportu. (...) Był niezwykle szanowanym i podziwianym dziennikarzem. Jego strata będzie głęboko odczuwana przez kolegów" - czytamy.
W sieci momentalnie pojawiło się mnóstwo słów wsparcia dla rodziny Dicksona. Wspomina go także wielu kolegów z branży. "Tragiczna strata. Jedynym pocieszeniem jest to, że zginął, robiąc to, co kochał. Był głównym graczem w fachu podczas Wielkiego Szlema", "To był po prostu genialny facet, z klasą", "Praca z nim i poznanie go były zaszczytem", "Brytyjskie dziennikarstwo tenisowe to mały świat, a Dicko był jego sercem. Zawsze można było na nim polegać. Bez niego tenis będzie znacznie uboższy"- pisali.
Oprócz pracy dziennikarskiej Dickson napisał też wiele książek, m.in. biografię Emmy Raducanu. Co więcej, to właśnie z nią przeprowadził ostatni wywiad w karierze i w życiu. Miało to miejsce we wtorek 16 stycznia, tuż po wygranej mistrzyni US Open z Shelby Rogers.