Choć rywalizacja w Roland Garros rozpocznie się już w niedziele, także w sobotę tenisowi kibice nie będą narzekać na nudę. Wszystko za sprawą finału turnieju WTA 250 w Strasbourgu, w którym nie zabraknie podtekstu. Ukrainka Elina Switolina (508. WTA) zmierzy się w nim z Rosjanką Anną Blinkową (66. WTA).
Elina Switolina przez lata była jedną z najlepszych tenisistek na świecie. Ukrainka w 2017 roku była nawet trzecią zawodniczką rankingu WTA. Zdołała też wygrać 16 turniejów kobiecego cyklu i w każdej z imprez wielkoszlemowych doszła co najmniej do ćwierćfinału.
W ostatnim czasie 29-latka miała jednak dłuższą przerwę, związaną z narodzinami dziecka. Przez to doświadczona zawodniczka spadła bardzo nisko w światowym rankingu i od powrotu na kort w kwietniu 2023 roku stara się wrócić na szczyt.
Choć wydawało się, że początki będą dla Switoliny trudne, szybko kazało się, że jej forma jest wyraźnie lepsza, niż mogło się wydawać. Już podczas turnieju rangi Challenger w Saint Malo Ukrainka zdołała dojść do półfinału, gdzie przegrała z wysoko notowaną rywalką, Samanthą Stephens (35. WTA).
Jeszcze lepiej jest w Strasbourgu, podczas ostatniego turnieju poprzedzającego wielkoszlemowy Roland Garros. 29-letnia zawodniczka przeszła przez wszystkie rundy jak burza, mając kłopoty jedynie w półfinałowym pojedynku z Francuzką Clarą Burel (122. WTA).
W finale zawodów we wschodniej Francji Switolinę czeka symboliczny pojedynek. Ukrainka spotka się bowiem z Anną Blinkową. Potencjalne zwycięstwo może dać Ukraince siedemnasty tytuł WTA i bardzo cenne 250 punktów w rankingu. To pozwoliłoby jej awansować w okolice przełomu drugiej i trzeciej setki.
Dla powracającej gwiazdy światowego tenisa, sobotni finał w Strasbourgu może jednak nie być zbawieniem. Ukrainka już w niedzielę rozpocznie bowiem rywalizację w Roland Garros od trudnego spotkania z Włoszką Martiną Trevisan. Switolina z pewnością nie będzie faworytką spotkania, tym bardziej że szybki transfer ze Strasbourga do Paryża może mieć wpływ na jej świeżość.