Iga Świątek była wyraźną faworytką w poniedziałkowym starciu, ale doskonale mieliśmy w pamięci niektóre mecze Polki z poprzednich miesięcy, gdzie te niżej sklasyfikowane rywalki potrafiły jej sprawiać kłopoty. Ale tym razem obyło się bez nerwów.
W pierwszym secie wszystko ułożyło się po myśli wiceliderki światowego rankingu. 32 minuty gry i wynik 6:0 mówił wiele. W drugiej partii Inglis postawiła się bardziej. Na jej twarzy widać było wielką radość, kiedy wygrała pierwszego gema. Ostatecznie w drugim secie Świątek zwyciężyła 6:3 i pewnie awansowała.
Po spotkaniu udzieliła krótkiego wywiadu na korcie. Została zapytana, czy rzeczywiście było na korcie tak łatwo, jak wskazuje na to wynik. - Czułam się pewnie od początku. Tempo, w jakim grałam, było inne niż w poprzedniej rundzie. Bardzo się cieszę ze zwycięstwa - podkreśliła Świątek.
Reporterka zapytała później o plany Świątek na kolejny dzień. Polka przyznała, że będzie miała wtedy trochę więcej czasu, więc być może spędzi go na zewnątrz. Następnie poinformowano ją, że w Australii mają panować rekordowe upały. Reakcja Polki mówi wszystko.
- 44 stopnie? Chyba jednak nie zamierzam wychodzić na zewnątrz. To jakieś szaleństwo. Uważajcie na siebie. Przyznam szczerze, że nie wyobrażam sobie grać w takich warunkach - powiedziała wprost.
Czytaj także: Było 6:0, nagle Świątek potrzebowała pomocy. Abramowicz i Fissette w akcji
W ćwierćfinale Świątek zagra z Jeleną Rybakiną. To będzie poważne wyzwanie dla naszej tenisistki. Ten pojedynek już w środę, lecz oczywiście jeszcze nie znamy dokładnej pory rozpoczęcia rywalizacji.