"W USA mniejszości etniczne są lepsze i gorsze". Poszedł na rozmowę do NFL i oniemiał

"Nie należysz do właściwej mniejszości" - usłyszał Eugene Chung, gdy starał się o pracę trenera w lidze futbolu amerykańskiego National Football League.

Eugene Chung urodził się w USA, ale z pochodzenia jest Koreańczykiem, w NFL spędził pięć sezonów na pozycji ofensywnego liniowego. Został wybrany w I rundzie draftu przez New England Patriots. Ostatni mecz rozegrał w barwach Indianapolis Colts. W 2010 został asystentem trenera linii ofensywnej w Philadelphia Eagles, potem przeniósł się do Kansas City Chiefs, by znowu wylądować w Philadelphii i jako trener w Eagles został zwycięzcą Super Bowl w 2018 r. 

Zobacz wideo

Ostatnio starał się o kolejną pracę. Jak wyglądała rozmowa rekrutacyjna, zdradził w rozmowie z "Boston Globe": - Powiedzieli mi, że tak naprawdę nie jestem mniejszością. Pomyślałem sobie: zaraz, zaraz, przecież rano, gdy myłem zęby i patrzyłem w lustro, byłem mniejszością. 

Chung drążył temat i zapytał osobę, która przeprowadzała rozmowę kwalifikacyjną, co właściwie ma na myśli. Wtedy właśnie Chung usłyszał, że dla zespołu, który szuka trenera "nie jest właściwą mniejszością". 

NFL rozszerzyła Regułę Rooneya, by promować mniejszości etniczne

Tutaj trzeba nieco wyjaśnień. Chung uważał, że fakt, iż należy do mniejszości etnicznej, ułatwi mu zdobycie posady. NFL premiuje bowiem te zespoły, które w roli trenerów i menedżerów sportowych zatrudniają osoby z mniejszości etnicznych. Liga uważa, że ma z tym problem, bo w lidze, gdzie 69 procent zawodników jest czarnych, wśród pierwszych trenerów tylko czterech należy do mniejszości etnicznych: Robert Saleh z New York Jets, Brian Flores z Miami Dolphins, Ron Rivera z Washington FT i Mike Tomlin z Pittsburgh Steelers. W tym roku z sześciu zespołów, które szukały nowych głównych szkoleniowców, tylko jeden - New York Jets - zatrudnił Afroamerykanina. 

Wobec tego liga postanowiła rozszerzyć tzw. Regułę Rooneya. Teraz polega ona na tym, że każdy zespół, który szuka nowego pierwszego trenera, musi w procesie rekrutacji przeprowadzić rozmowy kwalifikacyjne z co najmniej dwoma kandydatami należącymi do mniejszości etnicznych. Jeśli chodzi o posadę trenera poszczególnych formacji, prezesa klubu czy generalnego menedżera zespół musi sprawdzić co najmniej jednego tego rodzaju kandydata.  

Dodatkową zachętą dla drużyn są dodatkowe wybory w III rundzie draftu dla każdego zespołu, którego trener niższej rangi czy działacz o mniejszym znaczeniu, ale pochodzący z mniejszości etnicznych, awansuje na pozycję głównego menedżera lub pierwszego trenera. Pierwszym zespołem, który z tego skorzystał byli Los Angeles Rams. Ich dyrektor skautingu Brad Holmes został menedżerem generalnym Detriot Lions. 

"To nie było dyskryminujące. To było rzeczowe stwierdzenie faktu"

Wracając do Chunga, jego słowa wywołały odpowiedni efekt. Niezależna organizacja Fritz Pollard Alliance, czuwająca nad przestrzeganiem reguły Rooneya, wezwała NFL do przeprowadzenia śledztwa w sprawie Chunga. 

Sam poszkodowany nie jest jednak zainteresowany ujawnieniem winnych: - Nie chcę nikogo piętnować, nikogo wzywać, czy wymieniać z nazwiska. Nic dobrego z tego nie wyniknie - powiedział Chung stacji telewizyjnej ESPN. - To nie było powiedziane w dyskryminujący sposób, albo w złej wierzy. To było rzeczowe stwierdzenie faktu. 

Chung dodał, że tajemnicę "zabierze do grobu", a rozmowę ujawnił tylko dlatego, żeby uświadomić opinii publicznej, że Amerykanie azjatyckiego pochodzenia padają ofiarą niesprawiedliwego traktowania. - Mój ojciec, który tutaj przybył, zawsze mi powtarzał: "Pracuj najlepiej, jak umiesz i siedź cicho. Nie sprawiaj kłopotów". Nie sądzę, abym teraz sprawiał kłopoty. Ja tylko podałem informację do wiadomości publicznej.  

A potem, jeszcze raz odnosząc się do nacisków, by ujawnić osobę, która przeprowadzała z nich rozmowę kwalifikacyjną, powiedział: 

Gdy ukąsi cię wąż, a potem zniknie w krzakach, to gonisz węża, czy opatrujesz ranę? Uleczmy tę ranę 

Reakcja amerykańskich mediów na słowa Chunga jest dość powściągliwa

I bardzo ciekawe w całej tej sprawie jest to, że w kraju tak wyczulonym na nierówności rasowe i systemowy rasizm, cała sprawa przechodzi praktycznie bez echa. Żadne z mediów głównego nurtu nie poszło tropem oskarżeń, choć pewnie nie byłoby trudno ustalić, z kim rozmawiał Chung. Nie ma artykułów, czy takie traktowanie to powszechne doświadczeniach innych sportowców pochodzących z Azji, a tych w USA nie brakuje. Ba, w artykułach odnotowujących oskarżenia Chunga, nie ma nawet odniesienia do sprawy sprzed trzech miesięcy, gdy koszykarz Jeremy Lin, były mistrz NBA w barwach Toronto Raptors, a obecnie koszykarz Santa Cruz Warriors w G League, podniósł w mediach społecznościowych ten sam problem, gdy pisał: "Coś w nas pęka. Jesteśmy zmęczeni, gdy mówi się nam [społeczności azjatyckiej], że mamy pochylić głowy i nie robić problemów. Jesteśmy zmęczeni odpowiadaniem na pytania skąd NAPRAWDĘ jesteśmy, dlaczego mamy skośne oczy. Mamy dość bycia uprzedmiotowionym jako coś egzotycznego. Jesteśmy zmęczeni stereotypami i mówieniem, że nie doświadczamy rasizmu". 

Wtedy w wyniku śledztwa podlegającej NBA G League ustalono, który z zawodników wyzywał Lina od "koronawirusów". Na prośbę koszykarza z Tajwanu liga odstąpiła od kary. Sprawa zakończyła się pouczeniem winowajcy. Amerykańskie media też nie drążyły tematu i uszanowały prywatność dręczyciela Lina, nie ujawniając jego nazwiska.

Więcej o: