W Zakopanem, a zwłaszcza na Krupówkach, trudno nie odnieść wrażenia, że podczas weekendu z Pucharem Świata w skokach narciarskich sport jest tylko dodatkiem do zabawy i konsumpcyjnego szaleństwa, a ceny w trakcie ferii biją rekordy absurdu. Nie tylko za parking.
Kiedyś Zakopane było miastem narciarzy i turystów wysokogórskich, dziś jest miastem straganów, lansu i zwalających z nóg cen. Najlepiej widać to podczas weekendu z Pucharem Świata w skokach narciarskich. W 2024 roku papier toaletowy z wizerunkiem Władimira Putina i napisem: "Putin, idi na ch**" nie królował już na Krupówkach tak, jak przed rokiem. Nie było też Romów śpiewających disco-polo, ale na jednej z najbardziej znanych ulic w naszym kraju wciąż króluje lans i handel, co możecie obejrzeć w tym materiale wideo:
Są magnesy, pluszaki, sprowadzane z Chin plastikowe zabawki, kierpce, korale i chusty, a pod skocznią mnóstwo akcesoriów do kibicowania: szaliki, czapki, koszulki i to nie tylko z wizerunkiem polskich skoczków, ale też najlepszych piłkarzy świata: Leo Messiego, Roberta Lewandowskiego, a nawet Erlinga Haalanda czy Kyliana Mbappe. Jest też oczywiście jedzenie: od oscypków, kiełbas z grilla, aż po kebaby i langosze. Popić to wszystko można góralską herbatą, grzanym piwem, winem lub miodem pitnym. Najdroższy za 65 złotych za 400 ml.
"Zakopane się przewraca, żyje w splendorze"
Ale zanim rarytasy, to trzeba gdzieś zaparkować. Miejsc w Zakopanem brakuje od lat, więc ceny na niestrzeżonych i oczywiście płatnych parkingach wywindowane są do granic możliwości. Za dobę w okolicach Krupówek trzeba zapłacić od 30 do 60 złotych i to niezależnie, czy parkuje się na godzinę, dwie, czy na dobę. Gdy turyści już zaparkują, to chodzą od straganu do straganu, od restauracji do restauracji i od baru do baru. A przecież jeszcze nie tak dawno Zakopane było miastem narciarzy. Dziś łatwiej spotkać tu grupę imprezowiczów, niż ludzi ze sprzętem sportowym.
- Zakopane się przewraca, żyje w splendorze. Budujemy hotele, apartamenty, ale ta druga noga, na której przez lata staliśmy, czyli narciarstwo, kurczy się - mówił już w 2018 roku Andrzej Bachleda-Curuś, najwybitniejszy polski alpejczyk w programie "Wilkowicz Sam na Sam". - Pasmo gubałówkowskie, tereny wokół Kasprowego, czy Nosala i Krokwi powinny być lepiej wykorzystane. Otrzymaliśmy od natury skarb, a kompletnie go lekceważymy, żyjąc w euforii i zapachu frytek - analizował medalista mistrzostw świata z lat 70. I wciąż trudno o lepsze podsumowanie tego, co od lat dzieje się w stolicy polskich Tatr.