"Gdy skończyłem 18 lat, oficjalnie mnie adoptował". Syn trenera polskiej kadry ujawnia

Jakub Balcerski
- Jest dla mnie wzorem. Ma odpowiednie umiejętności, żeby zrozumieć każdego zawodnika i jego potrzeby - mówi w rozmowie ze Sport.pl o Haraldzie Rodlauerze, trenerze polskich skoczkiń, jego syn, Robin.

Robin Rodlauer to syn nowego trenera polskich skoczkiń, Haralda Rodlauera, który właśnie debiutuje z polską kadrą w Pucharze Świata podczas zawodów w Lillehammer. Robin jest osobą transpłciową.

Swoją tranzycję rozpoczął trzy lata temu. Przeszedł operację usunięcia macicy i piersi, a także zmienił imię. W rozmowie ze Sport.pl opowiada o tych zmianach oraz o tym, jak wygląda jego życie i jego relacjach z ojcem, któremu będzie mocno kibicował podczas nowego wyzwania w Polsce.

Zobacz wideo Policjant, piłkarz, skoczek. Wszystkie oblicza nowego trenera Polek

Jakub Balcerski: Jak wiele razy w dzieciństwie tata opowiadał ci o skokach narciarskich?

Robin Rodlauer: Dla mojego taty skoki nie są tylko skokami. Skoki narciarskie to jego życie. Tak daleko, jak sięgam pamięcią, nasza rodzina zawsze była zanurzona w świecie tego sportu.

Sam skakałeś? Harald próbował ci pokazać ten sport?

Tak, próbowałem go przez rok. Kiedy miałem siedem lat, chodziłem do podstawówki razem z Danielą Iraschko, późniejszą mistrzynią świata i zdobywczynią Kryształowej Kuli w drużynie mojego taty. Szybko zrozumiałem jednak, że skoki nie są dla mnie tak wielką pasją, jaką była piłka nożna. Postanowiłem zatem realizować się w niej i grałem w kilku lokalnych klubach.

Gdy byłeś mały, zimą pewnie sporo nie było go w domu. Dla dziecka to było trudne do zaakceptowania?

Moja mama i ja zawsze z nim jesteśmy. Zarówno wtedy, jak i teraz wspieramy go w stu procentach, wierzymy w niego. Oczywiście, było go mniej w domu, ale to nigdy nam nie przeszkadzało. Robił wtedy to, co kochał.

Masz jakieś wspomnienie z tamtego okresu, związane z pracą trenerską twojego taty?

Tak, był jeden wyjątkowy moment. Harald jest moim ojczymem i gdy wprowadził się do nas, to na początku mówiłem do niego po imieniu. Gdy zacząłem skakać, miałem spory respekt do prędkości, z jaką wszystko dzieje się na skoczni. Jeden skok pamiętam bardzo dobrze. Miałem trening w Eisenerz i siedziałem już na belce, a mój tata nadal rozmawiał z innym młodym skoczkiem. Wołałem go kilka razy, ale był zbyt zaangażowany w tamtą rozmowę, żeby usłyszeć. Kiedy miałem już tego dosyć, po raz pierwszy powiedziałem do niego "tato". Zareagował od razu. Od tego czasu już ciągle nazywam go tatą. I zdecydowanie na to zasługuje.

Tam, gdzie się wychowałeś, w Traboch, Harald jest także zatrudniony jako policjant, był też piłkarzem i lokalnym politykiem. Jak to wszystko łączy ze skokami i życiem rodzinnym?

Zawsze był bardzo pracowity. Nauczył mnie, że już od młodego wieku w życiu liczy się dobra edukacja i silna etyka pracy.

Pozostał zaangażowany lokalnie? Wciąż ma sporo ulubionych miejsc w okolicy? W końcu nawet obecnie co dwa tygodnie wraca do Austrii, żeby pobyć chwilę z rodziną i w Traboch.

Ja przez dziesięć lat żyłem w Graz, a ostatnie trzy spędziłem pod Monachium, więc nie tak łatwo mi odpowiedzieć na to pytanie. Jednak jeśli szukasz jego szczęśliwego miejsca to poza Traboch jest nim na pewno Chorwacja. Uwielbia tamtejszą mentalność i ma tam wielu przyjaciół.

Jak zaczęła się jego miłość do tego miejsca? Lubicie tam jeździć całą rodziną?

20 lat temu moi rodzice zdecydowali się kupić mieszkanie niedaleko morza w Savudriji. Od tego momentu często jeździliśmy tam na wakacje. Przez ostatnie dwa lata w sporym rodzinnym gronie. Na kolejne lato też zaplanowaliśmy już wyjazd do Chorwacji.

Jak zareagowałeś na informację, że Harald będzie teraz trenerem w Polsce?

Pomyślałem: nowe cele, nowe szanse. Jestem z niego dumny. Gdziekolwiek nie pracuje, wkłada we wszystko swoje serce i duszę.

W polskim zespole było w ostatnich latach i miesiącach sporo kłótni, był podzielony i skonfliktowany. Myślisz, że twój tata sprawdza się w pracy, gdzie trzeba uporządkować drużynę? W Austrii jego dewizą było, żeby zawsze dbać o każdą zawodniczkę.

Jest dla mnie wzorem. Ma odpowiednie umiejętności, żeby zrozumieć każdego zawodnika i jego potrzeby. To zdecydowanie jego siła i zaleta, którą udowadniał przez wiele lat.

A jak opisałbyś go jako ojca?

Jak wspomniałem, jest dla mnie ogromnym wzorem. Nie tylko fantastyczną osobą, lecz także bardzo kochającym ojcem. Poznał mnie, gdy byłem trzylatkiem i wychował od tego momentu. Nigdy nie obchodziło go, że nie byłem jego biologicznym dzieckiem. Gdy skończyłem 18 lat, oficjalnie mnie adoptował. To był dla mnie największy dowód jego miłości.

Pamiętasz, kiedy zacząłeś dzielić się z nim tym, co myślałeś o swojej płciowości? W rozmowie z portalem meinbezirk.at powiedziałeś, że "zawsze czułeś się mężczyzną", także w dzieciństwie. Jaka była reakcja Haralda i jak ci pomagał w tej sytuacji?

Na początek powiem, że nikt nie decyduje się żyć jako osoba transpłciowa. To nie jest wybór, to jej życie. Moja rodzina zareagowała bardzo dobrze i wciąż wspiera mnie w tej sytuacji. Dla moich rodziców to było oczywiście spore wyzwanie. Bali się przede wszystkim moich nadchodzących operacji. Jak okazuje się po ponad trzech latach, ten strach był uzasadniony, bo niestety podczas operacji klatki piersiowej doświadczyłem wielu poważnych komplikacji.

 

Wiele w twoim życiu zmieniło się trzy lata temu, po śmierci twojego kuzyna. Mówiłeś, że ten smutny moment pokazał ci, że trzeba żyć w zgodzie z tym, jak się czujesz. Nabrałeś wtedy odwagi do tego, żeby starać się o własne szczęście?

Tak. Śmierć kuzyna poruszyła całą rodzinę. Wspieraliśmy go i byliśmy z nim do samego końca. Kiedy towarzyszysz młodej osobie w jej ostatnich chwilach, zaczynasz zastanawiać się nad własnym życiem. Ja intensywnie zadawałem sobie pytanie: "Co sprawia, że jesteś szczęśliwy?". Pracowałem już wtedy jako instruktor zumby pod Monachium, z ukochaną osobą u boku, we własnym mieszkaniu - miałem wszystko, co potrzebne do bycia szczęśliwym. Ale nie byłem szczęśliwy, nigdy.

Dopiero gdy zapuściłem brodę i mogłem chodzić po okolicy w spodenkach kąpielowych i bez koszulki, to był moment, kiedy poczułem się jak w pełni szczęśliwy człowiek pierwszy raz w życiu. To tylko kilka przykładów zmian, ale one wiele dla mnie znaczą.

Jak rodzice reagowali na twoje decyzje i zmiany, np. usunięcie macicy i piersi? Było im ciężko to zaakceptować?

Na początku to było dla nich szokiem i zajęło im trochę czasu, żeby dostrzec, jak szczęśliwy jestem obecnie w moim życiu. Wspierają mnie, jak mogą, w każdy sposób. Gdy miałem spore komplikacje po moich operacjach, tata jeździł aż do Monachium, żeby odwiedzić mnie w szpitalu. Oboje teraz widzą, jak szczęśliwy jestem. To się dla mnie najbardziej liczy.

Harald miał też zawodniczkę, której życiowa historia jest związana z mówieniem otwarcie o swojej seksualności, Danielę Iraschko-Stolz. W 2013 roku zawarła związek partnerski ze swoją wieloletnią partnerką, Isabelą Stolz.

Mój tata nigdy nie miał żadnych problemów z homoseksualnością. Dla niego to zupełnie normalne, zwłaszcza że przed moją przemianą żyłem już w związku z homoseksualną partnerką.

Jak teraz wygląda twoje życie? Od 2020 roku ruszyło w pozytywnym kierunku i je "zrestartowałeś"?

Mieszkam pod Monachium, od południowej strony miasta w małym miasteczku, z narzeczoną i jej dwojgiem cudownych dzieci. W kwietniu przyszłego roku skończę przygotowanie do pracy jako asystent zarządzania w komunikacji marketingowej. Ogółem moje życie zmieniło się na lepsze. Jestem szczęśliwy i kocham je takie, jakim teraz jest.

A co z zumbą? To trochę "twoje skoki"? Jak to się stało, że zacząłeś tańczyć, a potem zostałeś instruktorem i prowadzisz zajęcia?

W 2014 moja ciocia wróciła do Austrii z emigracji w Kanadzie, skąd przeniosła się później do Belize. Zapytała się, czy kiedykolwiek słyszałem o zumbie. Moją odpowiedzią było: "Co to? Da się to zjeść?". Tydzień później poszedłem na swoje pierwsze zajęcia z zumby w życiu i wiedziałem od pierwszego momentu, że to coś dla mnie. Miesiąc później, w sierpniu 2014 roku, byłem już certyfikowanym instruktorem zumby.

 

Rok później aplikowałem do Zumba Jammer, miejsca, gdzie tworzysz warsztaty będące trzema godzinami pracy nad twoją własną choreografią. Do dziś należę do niego, tańczę i prezentuję swoją choreografię z innymi zapisanymi instruktorami. Społeczność zumby w Monachium przywitała mnie z otwartymi ramionami i organizuję tam wydarzenia, na których było już nawet 400 osób. W kwietniu tego roku byłem nawet na specjalnej sesji dla organizacji Zumba Wear Europe w Atenach.

Zumba wspiera mnie na mojej drodze. Kocham tolerancję i różnorodność zumby. Zapewnia pozytywne wibracje i wnosi sporo radości do życia.

Próbowałeś przekonać tatę do zumby?

Kilka lat temu miałem okazję poprowadzić kilka sesji zumby dla austriackich skoczkiń. Niestety, mój tata nie tańczy zbyt dużo, ale podoba mu się moja pasja do zumby i jest ze mnie dumny.

Co powiedziałbyś ludziom w takiej sytuacji, w jakiej ty znalazłeś się trzy lata temu?

Nieważne, jak kamienista i trudna może być wasza droga, zawsze pozostawajcie dla siebie prawdziwi i słuchajcie swojego serca.

Będziesz śledził postępy polskich skoczkiń i twojego taty w pracy z tą kadrą?

Oczywiście. Często oglądamy konkursy i dzieci ekscytują się, gdy widzą mojego tatę na ekranie telewizora. Jeśli to tylko będzie możliwe, może nawet na któreś się wybierzemy i całym sercem będziemy mu kibicować.

To dla niego dobre miejsce, żeby rozwinąć się jeszcze bardziej w roli trenera?

Każda nowa szansa daje możliwości rozwoju. Osobiście widzę w tym dla niego wielką szansę, biorąc pod uwagę, ile sukcesów osiągał w ostatnich latach. Wierzę, że przed nim wciąż są wielkie wyzwania i jestem pewny, że będzie w stanie sobie z nimi znakomicie poradzić.

Więcej o:
Copyright © Agora SA