Mistrzowie w marnowaniu talentów. Mają ich już całą listę. Zaczęło się od upadku Roglicia

Jakub Balcerski
Słoweńcy stali się mistrzami świata w marnowaniu talentów wśród skoczków narciarskich. Wszystko zaczęło się od fatalnego upadku Primoża Roglicia, który później skończył karierę i został świetnym kolarzem. Jego przypadek był jednak początkiem serii gubienia zawodników, którzy mieli potencjał na czołówkę Pucharu Świata. Dopiero po piętnastu latach i kilkunastu karierach bez wielkich sukcesach jest szansa na zmiany.

Słoweńcy lubią czarny humor. Właśnie dlatego w środowisku tamtejszych skoków popularny jest żart dotyczący Primoża Roglicia. "Dobrze, że wtedy upadł" - mówią działacze i wspominają jego potężne uderzenie o zeskok Velikanki podczas treningu przed kwalifikacjami do konkursu lotów narciarskich w Planicy w 2007 roku. 

Zobacz wideo Rewolucja w skokach narciarskich. Znikają z anten TVP

To upadek, który w zasadzie skończył karierę Primoża-skoczka. Roglić próbował jeszcze uprawiać ten sport przez pięć lat, ale bez sukcesów. Skończył karierę na rzecz swojej drugiej sportowej pasji - kolarstwa. I to okazało się jego najlepszą decyzją w życiu. Obecnie jest jednym z najlepszych kolarzy na świecie - trzykrotnym zwycięzcą wyścigu Vuelta a Espana, wygrane etapy Tour de France i złoty medal igrzysk olimpijskich w Tokio w jeździe indywidualnej na czas.

 

Druga strona kiepskiego żartu o Roglicia jest dla słoweńskich skoków chyba jeszcze bardziej przykra. "Dobrze, że wtedy upadł", bo działacze nie muszą się tłumaczyć z tego, dlaczego zupełnie zniszczyli jego dobrze zapowiadającą się karierę. Tak jak kilkunastu innym zawodnikom w ciągu ostatnich piętnastu lat. 

Michal Doleżal zapowiada ofensywę polskich skoczków! Michal Doleżal zapowiada ofensywę polskich skoczków! "Chcemy atakować od razu"

"Dobrze, że Roglić upadł". Tak działacze złamali talent skoczka, który został wybitnym kolarzem

Niewielu wie, że Roglić przed upadkiem był nadzieją słoweńskiej kadry. Członkiem pierwszego tak utalentowanego pokolenia od czasów Primoża Peterki, dwukrotnego zdobywcy Kryształowej Kuli. W 2006 roku wygrywał konkursy skokowej "drugiej ligi", czyli Pucharu Kontynentalnego. Wtedy został młodzieżowym mistrzem Słowenii, a do tego srebro mistrzostw świata juniorów w drużynie. Już rok później był członkiem złotej drużyny na MŚJ - zdobywał tytuł razem z Robertem Hrgotą, Jurijem Tepesem i Mitiją Meznarem.

Tak narodziła się wielka presja na mistrzów. Słoweńscy działacze doświadczyli "gorączki złota" i nie pragnęli niczego innego, jak wdrożenia zawodników, którzy wygrali konkurs drużynowy na mistrzostwach rozgrywanych w Planicy, do Pucharu Świata. I podjęli najgorszą możliwą decyzję: zgłosili Roglicia do debiutu w cyklu, ale na mamucie. Miał oddać swoje pierwsze skoki na Velikance z presją debiutanta w PŚ, który musi odnieść sukces dla swojego kraju. Jak to się skończyło, dziś wszyscy wiedzą: upadkiem, który przeraził kibiców śledzących treningi przed kwalifikacjami do konkursów kończących sezon 2006/2007 i zabrał tak cenny talent Roglicia słoweńskim skokom. 

Kartoteka złamanych karier. Słoweńskie skoki masowo traciły i wciąż tracą talenty

Czy ktoś się czegoś nauczył na tym błędzie? Minęło już prawie piętnaście lat i wciąż można powiedzieć: nie.

Jeśli mówimy o słoweńskich skokach, to niemal zawsze wspominamy o świetnym zapleczu, młodych talentach i zawodnikach, którzy mają szansę błysnąć w czołówce. Jednak dla tamtejszych działaczy ten błysk zawsze przesłaniał rozważne poprowadzenie ich karier. Roglić to był dopiero początek. 

Ze złotej drużyny z 2007 roku dość daleko zaszedł tylko Jurij Tepes, który stał się solidnym skoczkiem na poziomie Pucharu Świata i naprawdę dobrym lotnikiem. Nie był jednak w stanie maksymalnie wykorzystać swojego potencjału tak, jak inni - Roglić skończył karierę, a Hrgota i Meznar nie przebili się do czołówki. W kolejnych dwóch edycjach mistrzostw świata juniorów Słoweńcy nie zdobywali medali. Na podium wrócili dopiero w 2010 roku, gdy drużynowo wywalczyli brąz. Z tamtego zespołu przepadli Matic Kramarsic i Dejan Judez, w PŚ zaistnieli Jaka Hvala i Peter Prevc, który stał się przykładem słoweńskiego skoczka, który świetnie rozwinął młodzieńczy talent. Ale pierwszy większy sukces odniósł dopiero trzy lata po medalu na MŚJ. 

Kolejnym materiałem na świetnego skoczka był Nejc Dezman, mistrz świata juniorów z Erzurum z 2012 roku. Indywidualnie nie było go jednak stać na więcej niż kilka wyskoków do najlepszej "dziesiątki" konkursów. Minął rok i sukces Dezmana powtórzył Jaka Hvala, a drużynowo dołożył do tego złoto z Ernestem Prisliciem, Anze Semeniciem i Cene Prevcem. Czyli kolejną trójką, która nie osiągnęła niczego wielkiego w seniorskich skokach. Semeniciowi zdarzyło się wygrać zawody w Zakopanem, ale po latach błąka się po drugiej dziesiątce mistrzostw kraju i zawodach rangi FIS Cup, często mając kłopoty z solidnym punktowaniem. Hvala też wygrał jeden konkurs, ale już sezon później jego najlepszą pozycją w PŚ była dopiero dwunasta.

Krzysztof SkórzyńskiWyjaśniła się rola Krzysztofa Skórzyńskiego. TVN dał mu zadanie specjalne

Drużynowe złoto wróciło do Słowenii w 2017 roku. To mistrzostwa, których medaliści powinni brylować w Pucharze Świata mniej więcej teraz. Ziga Jelar, Tilen Bartol, czy Aljaz Osterc? Znów bez większych sukcesów. Jedynie Bor Pavlovcić może mieć nadzieje na nieco lepsze wyniki, których próbkę zaprezentował już w zeszłym sezonie, ale mówi się o jego problemach z wagą. Słoweńcy mogli być potęgą, ale nie umieli zarządzać swoim potencjałem. Zawodnicy znikali tak szybko, jak się pojawiali.

Mistrz świata juniorów spalił się tuż po pierwszym zwycięstwie w PŚ. "To efekt presji"

Pozostaje zapytać: gdzie te wszystkie talenty się podziały? Jak można było je tak pogubić? Oczywiście nie każdy zawodnik nadawał się na przyszłego mistrza świata. Jedno jest jednak jasne i ma zastosowanie w większości przypadków wymienionych skoczków. - Słoweńcy nie potrafią prowadzić młodych talentów i muszą to sobie przyznać. Mogą się cieszyć jednym Peterem Prevcem, który zdobył Kryształową Kulę, medale olimpijskie i mistrzostw świata. Umiał dominować. Porwał całą Słowenię, ale chyba nie chcą go wspominać wiecznie? Nie zauważają, że niektórzy nie radzą sobie z psychiką, że zachodzą ważne zmiany w ich ciele, do których trzeba przygotować zawodnika i sprzęt, a jeszcze innych posyłają na wyzwania, którym w tym wieku nie są w stanie jeszcze podołać - zauważa osoba blisko środowiska słoweńskich skoków, która wolała pozostać anonimowa. Ale rzuca kolejnymi hasłami: presja, a za nią stres, trauma i spadanie na dno - to wszystko powody, dla których Słowenia wciąż wspomina jednego, a nie kilku Prevców.

- Najlepszy przykład? Jaka Hvala. W sezonie, gdy wygrał jedyny w karierze konkurs Pucharu Świata nie wytrzymała jego psychika. Już w Harrachovie, gdzie solidnie punktował, nie czuł się zbyt dobrze na mamucie. Tydzień później przyszedł jednak wybuch formy i wygrana w Klingenthal. Po zawodach Peter Prevc i Robert Kranjec nosili go na rękach, Jaka płakał ze szczęścia i we wszystko nie wierzył. Działacze też byli w euforii. Doradzano im spokój i brak wywierania presji na Hvali. Skoro nie czuł się dobrze na mamucie, to po co miał startować w Oberstdorfie? Ale nikt porad nie słuchał. A byli tam nawet ojcowie wielu młodych zawodników. Hvala pojechał tam i zajął dopiero czternaste miejsce. Oczekiwania były o wiele większe i otoczenie kadry nie były zadowolone, że nie kontynuował wielkich sukcesów. Po dwóch konkursach bez punktów w Lahti odpuścił resztę sezonu, a później nigdy nie wrócił już do tak dobrej dyspozycji. To właśnie efekt presji, którą na nim wywarto i która utrzymywała się na jego barkach jeszcze przez długi czas - wskazuje nasz informator. 

 

Podobnie opisuje przypadki kolejnych medalistów juniorskich mistrzów świata, którzy byli wysyłani na stracenie w Pucharze Świata, czy Kontynentalnym. Nie wytrzymywali mentalnie, nie byli gotowi na taki krok, a nikt się przed nim nie cofał. Przytacza też Domena i Cene Prevca, którzy pozostają w cieniu wielkiego sukcesu brata, a sami nie są w stanie utrzymać wysokiej formy przez dłuższy czas. I Timiego Zajca, który pomimo ciągłych nadziei nie jest w stanie przenieść formy z treningów na konkursy.

Do tego dokłada nową sprawę. Już w tym momencie zawodnikiem, któremu bardzo trudno będzie wrócić do dobrej dyspozycji jest Zak Mogel. Skoczek z rocznika 2001 był wskazywany jako następca Petera Prevca. Niedawno mocno się jednak pogubił i nie był w stanie skakać na miarę swoich wcześniejszych możliwości. Powód? Wykryte za późno zmiany w ciele zawodnika - Mogel urósł, jego nogi stały się dłuższe, a to wpłynęło na sylwetkę w locie i kompletnie ją zmieniło. W jego skokach wszystko się posypało, musiał zaczynać niemalże od nowa. Dziś wraca do niezłej dyspozycji, ale niewielu jest w stanie powiedzieć, jak długo ją utrzyma.

Jest nadzieja dla słoweńskich talentów. Trener odmieni myślenie? "To krok w dobrą stronę"

Czy dla słoweńskich skoków jest światełko w tunelu? Okazuje się, że tak. Obecny trener kadry Robert Hrogta już od dawna widzi problemy, jakie pojawiają się u młodszych zawodników i chce być ostrożny. To on ma wyhamowywać szalone pomysły działaczy i strofować skoczków, którzy według niego nie będą jeszcze gotowi na poziom Pucharu Świata. A niektórzy już chętnie widzieliby jednego skoczka szturmującego świat skoków ze słoweńską flagą. 

Kamil StochOficjalnie: TVN odkrył karty! Wiemy, kto poprowadzi studio skoków. Dwie osoby

To zaledwie 17-letni Rok Masle. Skoczek urodzony w 2004 roku już był w stanie osiągnąć poziom piątego zawodnika mistrzostw kraju przed nowym sezonem, ale według naszych ma dostać szansę na wskoczenie do składu na Puchar Świata za półtora roku, a być może nawet dwa lata. Jeśli zdarzyłoby się to wcześniej, trenerzy musieliby być pewni, że sobie poradzi. W innym przypadku nikt z obecnego sztabu nie chce już ryzykować spalenia kolejnego słoweńskiego talentu przez fatalne decyzje zarządzających tamtejszymi skokami. Nie ma pośpiechu, jest coraz więcej cierpliwości. - Inny scenariusz wskazywałby, że największe znaczenie znów ma zdanie nieodpowiednich ludzie. To, jak teraz wygląda myślenie w kadrze i na najwyższych szczeblach słoweńskich skoków jest krokiem w dobrą stronę. Jednak niech będzie dopiero początkiem działań, które pomogą młodym zawodnikom w tym kraju - apeluje w rozmowie z naszym portalem osoba ze środowiska słoweńskich skoków. 

Więcej o: