Siatkarze Projektu do ćwierćfinałowej rywalizacji ze Skrą przystępowali jako zdecydowani faworyci. W sezonie zasadniczym PlusLigi stołeczna drużyna zajęła w tabeli drugie miejsce, gromadząc na koncie 72 punkty. Z kolei ekipa z Bełchatowa tę fazę rozgrywek zakończyła na siódmej pozycji, mając 51 "oczek".
Pierwszy mecz fazy play-off pomiędzy drużynami potwierdził przewidywania kibiców i ekspertów, bowiem Projekt zwyciężył u siebie 3:0 (25:23, 25:23, 27:25). Wygrana spowodowała, że w rewanżu podopieczni trenera Piotra Grabana mogli zamknąć kwestię awansu do półfinałów rozgrywek.
Dramatyczny drugi set Projektu
Po pierwszym secie w rewanżu kibice warszawskiej drużyny mieli prawo sądzić, że popularne "Pszczółki" i tym razem nie sprawią Projektowi większych kłopotów. Siatkarze z Warszawy z łatwością wygrali 25:19, dominując gospodarzy zwłaszcza w przyjęciu. Z kolei ciężar zdobywania punktów na siebie wziął Artur Szalpuk, który znakomicie spisywał się na wykończeniu akcji.
Wtedy nadszedł set numer dwa, którego scenariuszu nie wymyśliliby chyba nawet najwięksi bełchatowscy optymiści. Wprawdzie Skra wciąż fatalnie wyglądała w przyjęciu (skuteczność raptem 24%), lecz Projekt w tym elemencie się do niej dostosował (26%). Gospodarze byli jednak znacznie lepsi w ataku, głównie za sprawą fenomenalnego w tej części spotkania Amina Esmailneżada.
Taki przebieg gry sprawił, że gospodarze w drugiej partii w pewnym momencie uzyskali nawet dziewięć punktów przewagi! Przy stanie 20:11 stało się jasne, że tylko kataklizm byłby w stanie odebrać bełchatowianom wygranie pierwszego seta w dwumeczu z Projektem. I chociaż Skra roztrwoniła część z tej ogromnej zaliczki, to ostatecznie pewnie triumfowała 25:19.
Siatkarski rollercoaster! Znamy jedną z par półfinału PlusLigi
W tamtym momencie wszystkie oczy były skierowane na siatkarzy Projektu. W końcu ciekawe było, jak na tak wielkie niepowodzenie zareaguje drużyna, w której występują byli i obecni reprezentanci Polski.
Okazało się, że drugi set stanowił tylko chwilową zadyszkę Jakuba Kochanowskiego i spółki. Goście ponownie zaczęli wyróżniać się na tle rywali w przyjęciu. Ponadto poza Szalpukiem ważne punkty zdobywali Tobias Brand, Bartłomiej Bołądź, czy wspomniany Kochanowski. Równa, dobra gra całej drużyny sprawiła, że Projekt ponownie zdominował przebieg gry.
- Nie przejmujcie się, gra wciąż jest otwarta! - motywował swoich podopiecznych podczas przerwy trener Gheorghe Cretu. Żywiołowe pokrzykiwanie rumuńskiego szkoleniowca na niewiele się jednak zdało. Skra przegrała trzecią partię aż 18:25 i znalazła się w dramatycznym położeniu.
Po takim zwycięstwie wydawało się, że rozpędzona ekipa z Warszawy w następnym secie zakończy spotkanie. Ale nic bardziej mylnego. Wtedy bowiem przebieg gry znów zdominowali gospodarze. Szybko wypracowali sobie bezpieczną przewagę i doprowadzili do tie breaka.
Ku uciesze tych widzów, którzy mogli poczuć się znużeni jednostronnymi setami, tie-break wreszcie był wyrównaną częścią meczu. Tę partię lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy długo utrzymywali skromną, jednopunktową przewagę. Z czasem jednak do głosu zaczęli dochodzić goście, którzy wyszli na prowadzenie 7:6 za sprawą niezawodnego Szalpuka.
Skra nie poddawała się i walczyła o każdą piłkę, niesiona dopingiem kibiców, którzy bawili się tak, jakby przypomnieli sobie najlepsze lata w historii tego zespołu. statecznie Ostatecznie jednak to Projekt Warszawa okazał się w tym decydującym momencie spotkania zespołem lepszym i zwyciężył 23:21. Ale trener Piotr Graban ma nad czym myśleć przed półfinałami PlusLigi. Tam rywalem stołecznej drużyny będzie Aluron CMC Warta Zawiercie. Z tak nierówną grą siatkarze stołecznego zespołu nie będą mieli czego szukać w walce o ligowy finał.
PGE GiEK Skra Bełchatów - PGE Projekt Warszawa 2:3 (19:25, 25:19,18:25, 25:20, 21:23)