Lavarini zareagował na łzy Polek. "Nie chciałem widzieć nikogo płaczącego"

Jakub Balcerski
- Jeśli ktoś zacznie mówić o przyszłości, że "to oznacza...". Powiem krótko: to nie oznacza jeszcze niczego. Pokazuje, że możemy, że musimy dużo pracować i rosnąć pomiędzy najsilniejszymi zespołami na świecie. Ale jutro jest kolejny dzień i znów trzeba swoje udowodnić - mówił po przegranym ćwierćfinale mistrzostw świata z Serbkami Stefano Lavarini, trener polskich siatkarek.

Na ćwierćfinale przeciwko Serbkom zakończyły się dla polskich siatkarek mistrzostwa świata. To porażka, brutalna, bo po świetnym meczu i dopiero w tie-breaku, ale jednocześnie wielki sukces zespołu trenera Stefano Lavariniego.

Zobacz wideo Polskie siatkarki zadziwiły świat. Sensacja. "Nie spodziewały się"

Lavarini nie chciał, żeby Polki płakały po porażce. "Ale rozumiem to i widzę, że to inne łzy niż w przeszłości"

- Kiedy widzę płaczące dziewczyny, zestawiam to sobie z obrazkiem płaczącego zespołu po zeszłorocznych mistrzostwach Europy. Kilka razy im to pokazywałem po trudnych momentach i mówiłem, że płacz przed kamerami nie jest najważniejszy, ważne jest to, jak walczyły o siebie - przekonywał po spotkaniu Stefano Lavarini. - Nie chciałem widzieć nikogo płaczącego po tym meczu i sam próbuję pozostać bez płaczu. Popłynęły im łzy, ale rozumiem to i widzę, że to inne łzy niż w przeszłości. Po takim turnieju akceptuję ten widok - mówił szkoleniowiec.

- Wynik pokazuje, jak blisko byliśmy poziomu, który wszyscy chcemy widzieć w tym zespole. Jestem w pełni usatysfakcjonowany tym, jak graliśmy. Tym, co teraz, bo jeśli ktoś zacznie mówić o przyszłości, że "to oznacza...". Powiem krótko: to nie oznacza jeszcze niczego. Pokazuje, że możemy, że musimy dużo pracować i rosnąć pomiędzy najsilniejszymi zespołami na świecie - wskazał Lavarini. - Mieliśmy swoje szanse i to działało na dziś. Ale jutro jest kolejny dzień i znów trzeba swoje udowodnić. Myślimy o miłych uczuciach z tych trzech tygodni: pasji, miłości do sportu, pewności siebie, którą zbudowaliśmy. Teraz tak jest i trzeba być dumnym z tego, co udało się osiągnąć, ale w przyszłym roku zaczynamy od nowa. Musimy wierzyć, że to, co zrobiliśmy tym turniejem da nam jeszcze więcej przytomności i uświadomi, jak ważna jest praca, czy wiara - dodał Włoch.

11.10.2022, Gliwice, po meczu Polska - Serbia. Maria Stenzel i Magdalena Stysiak.Polki przegrały mecz, ale wygrały szacunek ludzi. Zerwana łatka

Lavarini zauważył najważniejszy skutek sukcesu na MŚ. "Po to tu jestem"

Jakie trener Polek ma pierwsze wnioski po całym turnieju? - Przemyślimy wszystko na chłodno tak, jak zawsze, ale nie mam żadnych złych uczuć odnośnie tego, jak pracowaliśmy w tym sezonie i na tych mistrzostwach. Było chyba tylko kilka osób, które pomyślałyby, że będziemy w stanie zagrać na takim poziome, a w konsekwencji wygrać z takim rywalem, jak USA, czy Serbki. Poradziliśmy sobie na tym turnieju i zrobiliśmy o wiele więcej odpowiednio, niż mogliśmy zrobić źle - tłumaczył Lavarini.

Po odpadnięciu z mistrzostw świata w najnowszym rankingu FIVB zajmują dziesiąte miejsce. Niedaleko im nawet do siódmej pozycji, co jest świetną informacją w kontekście walki o wyjazd na igrzyska w Paryżu. - To nie jest ważne, to jest kluczowe. Bo przyszedłem tutaj, żeby pracować z ważną reprezentacją, która ma ogromne perspektywy przed sobą. Szczerze mówiąc, dla mnie najważniejsze jest to, żeby pojechać na igrzyska. Najszybciej jak się da. Jestem pewny, że te mistrzostwa to dla nas krok, który jest jak skarb. Musimy go trzymać i chronić przez kolejny rok. Taki rozwój i ewentualny awans na igrzyska to zdecydowanie coś, po co tu jestem - zaznaczył. 

Lavarini musiałby oceniać Stysiak, jak Federera i Nadala. Woli pochwalić zespół. "Było w nas wiele siły"

W zespole po tie-breaku z mistrzyniami świata na pewno w oczy rzucała się Magdalena Stysiak, która sama "zrobiła" w nim jedenaście punktów, a łącznie w meczu aż 40. - Gdy mówię o indywidualnościach, to mówię o tenisistach, jak Roger Federer, czy Rafael Nadal. Tam możesz ich oceniać, w siatkówce trudniej oceniać poszczególne zawodniczki. Jeśli coś dziś pokazaliśmy, to, że ten wynik był możliwy dzięki wysiłkowi całej grupy, a nie tylko jednej zawodniczki - powiedział jednak Lavarini.

Polska - Serbia, siatkówka, MŚ siatkarekKapitan Polek bez łez po odpadnięciu z MŚ. "Pewnie powinnam być smutna. A jestem wkurzona, ale też dumna"

- Wiedzieliśmy, że możemy zagrać dobry turniej i to sobie udowodniliśmy. Poprawialiśmy się, czasem wolniej, czasem szybciej, ale zaczęliśmy pokładać wiarę w naszych umiejętnościach. Były w stanie to zrobić także dzięki polskim kibicom. Każdy dzień na tych mistrzostwach był dla nas wyjątkowy. Przy każdym czuło się wsparcie ludzi, pełnych pasji do tego sportu. Było w nas wiele siły, ale stawaliśmy się jeszcze lepsi co mecz - zaznaczył.

"Czułem, że jestem we właściwym miejscu. I wiem, że będę miał okazję cieszyć się kolejnymi wyzwaniami"

Czy Polki zaskoczyły swojego trenera? - Nie. Zrobiły to, co mogły i miały zrobić. To, co mnie zaskoczyło to wcale nie siatkarskie spojrzenie. Zawsze miałem świadomość, że mogą się na ten poziom wspiąć. To, co mnie zaskoczyło, to jak stały się zespołem, połączyły siły. Na początku wielu rzeczy tu nie rozumiałem: języka, stylu życia, reakcji na różne rzeczy, czy relacji. Nie czułem, że jesteśmy takim zespołem jak teraz. Nie miałem też złych przeczuć, ale wiedziałem, że czegoś brakuje. Potem niesamowicie sobie pomagały, wspierały się i szły za sobą, mając w zasięgu wzroku ten cel. To było bardzo pozytywne zaskoczenie - przyznał Lavarini.

Szkoleniowiec zakończył sezon pięknym meczem w miejscu, gdzie wszystko się zaczęło. Zarówno ogłoszenie go jako trenera polskiej kadry, jak i jego pierwszy sparing z niemieckimi siatkarkami miały miejsce właśnie w Arenie Gliwice. - To zauważyłem, faktycznie to dla mnie wyjątkowe miejsce. Gdy tu wchodzę, widzę, jak wielka, fantastyczna jest ta hala i od pierwszego sparingu z Niemkami w maju chciałem tu wrócić. Wolałbym tu oczywiście zagrać dwa mecze, a nie tylko jeden, ale na początku nic nie było wiadomo. Mówiliśmy o przejściu pierwszej fazy, a potem pojawiały się same niewiadome. A przeszłyśmy obie fazy grupowe i w ćwierćfinale walczyliśmy do ostatniej piłki o półfinał. To uczucie i chęć powrotu do Gliwic towarzyszyła mi przez cały ten okres - zdradził Stefano Lavarini.

Polska - Serbia, MŚ siatkarek, siatkówkaDziewczyny, było pięknie! Polki pokazały, jak się przechodzi do historii

- Czego się nauczyłem? Muszę się uspokoić i pomyśleć. Pracując z taką intensywnością, z rutyną i przyzwyczajeniami, rzadko mam czas na chwilę zostać sam z myślami. Na pewno już po Lidze Narodów miałem poczucie, że jestem szczęśliwy z tego, że tu jestem. To chciałem powiedzieć. Czułem, że jestem we właściwym miejscu, kraju, otoczony odpowiednimi ludźmi i miejscami. Wiedziałem i wiem, że będę miał okazję cieszyć się kolejnymi wyzwaniami w następnych latach - podsumował Włoch.

Więcej o: