Polki przegrały mecz, ale wygrały to, co jest najcenniejsze

Mistrzynie świata Serbki już uśmiechały się na myśl o końcu meczu, gdy prowadziły z Polkami 2:1 i 23:19 w ćwierćfinale MŚ. Ale awans do strefy medalowej wydarły drużynie Stefano Lavariniego dopiero po tie-breaku granym na przewagi. Rośnie nam piękna drużyna. Uciekła jej wielka szansa na rewelacyjny wynik, ale właśnie wygrała coś po ludzku najcenniejszego.

W 2003 roku Turczynki wjechały do hali w Ankarze z kwiatami na szyjach. Przed finałem mistrzostw Europy z Polkami już dekorowano miejscowe bohaterki. Skończyło się laniem od "Złotek", jak później nazwano złotą drużynę Andrzeja Niemczyka. W 2005 roku nasz zespół obronił tytuł, wygrywając wszystkie mecze ME w Chorwacji. W tamtym czasie to damska reprezentacja sprawiała, że nasza siatkówka mogła być dumna. Ale nawet tamta kadra nie zrobiła czegoś takiego, czego właśnie dokonała ekipa Stefano Lavariniego.

Zobacz wideo Polskie siatkarki zadziwiły świat. Sensacja. "Nie spodziewały się"

Tego nie było nawet za kadencji Niemczyka

Serbki to mistrzynie świata. Z podium nie schodzą niezależnie od turnieju - są aktualnymi medalistkami również igrzysk olimpijskich i mistrzostw Europy. Tydzień temu w drugiej fazie MŚ 2022 nie dały Polkom szans, pokonały je 3:0. Teraz w ćwierćfinale prowadziły 2:1 i 23:19. Już się uśmiechały, bawiły, były pewne, że to koniec. A chwilę później przegrały tę partię 24:26, bo Polki się nie poddały.

Wielka szkoda, że w tie-breaku było 16:14 dla Serbek, a nie dla naszych siatkarek. Bo nasze siatkarki zagrały w tym turnieju spektakularny mecz z mistrzyniami olimpijskimi z USA i pokonały je 3:0, a teraz w spektakularny sposób walczyły o jeszcze więcej, niż już sobie wywalczyły.

Ćwierćfinał mistrzostw świata to wielki sukces. W ósemce nasza drużyna znalazła się po raz pierwszy od 60 lat. Za trenera Niemczyka Polki nigdy nawet nie zagrały ani w mistrzostwach świata, ani na igrzyskach olimpijskich. A teraz wspaniale walczyły o strefę medalową i dzięki tej walce awansowały w światowym rankingu, czym zwiększyły swoje szanse na awans na igrzyska w Paryżu w 2024 roku.

Oczywiście to wszystko znaczy o wiele mniej, niż znaczyłoby zwycięstwo nad Serbią dające awans do półfinału MŚ. Polki w kilka miesięcy pracy z Lavarinim zrobiły taki postęp, że już teraz stać je na bicie się z gigantami o najwyższe cele i szkoda, że nie zostały w grze o medal. Ale tak naprawdę to jak one walczą i co mogą, sprawia, że w oczach bardzo wielu ludzi wygrały więcej niż myślą.

Kibice nie przychodzili, mimo tanich biletów. Polki wszystko odmieniły

Tydzień temu na meczu z tymi samymi Serbkami w drugiej fazie mistrzostw pojawiło się tylko 4385 widzów. Teraz ćwierćfinał z trybun obejrzało prawie dwa razy więcej kibiców (dokładnie 7923 osoby). W kilka dni Polki sprawiły, że z kas poznikały bilety nawet na mecze ze średniakami, jakimi są zespoły Kanady i Niemiec. Po ponad dziewięć tysięcy widzów w Łodzi było wynikiem ponad trzy razy lepszym niż 3003 kibiców obecnych w hali w Gdańsku dwa tygodnie temu na pierwszym domowym meczu Polek podczas tych mistrzostw, z Tajlandią.

Siatkarki Lavariniego zaczynały turniej nie mogąc przyciągnąć na trybuny kibiców, mimo że bilety na ich mecze można było kupić już za 29 złotych, a nie za 200, jak na niedawne spotkania Polaków na MŚ też rozgrywanych w naszym kraju. Oczywiście te siatkarki kończą turniej z niedosytem, jeśli chodzi o wynik sportowy. Ale też kończą go z wynikiem powyżej przewidywań jeśli chodzi o uznanie w oczach zwykłych ludzi.

Jedno zdanie Wołosz mówi wszystko

W kilkanaście dni kadra, którą przez lata wielu kojarzyło z wewnętrznymi konfliktami i aferami, wygrała duży szacunek. Ta drużyna pokazała pazur, udowodniła, że potrafi być zjednoczona, spójna, że nikogo i niczego się nie boi. To jest piękne zerwanie łatki, bo - powiedzmy sobie szczerze - polskie siatkarki miały łatkę ekipy, której przez różne pozasportowe historie kibicować było trudniej.

Po przegranym dreszczowcu z mistrzyniami świata nasza liderka Magdalena Stysiak (świetny mecz, aż 40 punktów!) przemówiła do kibiców, zapewniając, że w przyszłym sezonie będzie jeszcze lepiej (odbędą się między innymi mistrzostwa Europy). A na gorąco przed kamerą TVP Sport ważne słowa wypowiedziała druga liderka, rozgrywająca Joanna Wołosz. - Nigdy nie kończyłam sezonu kadrowego z taką pozytywną energią - stwierdziła.

Wołosz gra w kadrze od 2010 roku, jest w tym momencie naszą najstarszą, najbardziej doświadczoną i też najbardziej utytułowaną siatkarką. To jedno zdanie, które wypowiedziała, mówi wszystko. To jest początek, to fundament pod wielkie rzeczy. Teraz Polska również w siatkówce kobiet!

Więcej o: