Koronawirus panoszy się w polskiej siatkówce. Kluby nie chcą reżimu. Walkower za gotowanie?

- Kluby właśnie uczą się pokory - mówi dr Jarosław Krzywański. To on tworzył zalecenia dla PlusLigi na sezon w pandemii koronawirusa. Czy nieprzestrzeganie wytycznych powinno być karane walkowerami?

Krzywański to jeden z najważniejszych lekarzy polskiego sportu. Na co dzień dba o zdrowie kadry naszych lekkoatletów, a od wybuchu epidemii pomaga w niej funkcjonować przedstawicielom niemal wszystkich dyscyplin. Wiosną był ekspertem Ministerstwa Sportu, gdy otwierało ono dla olimpijczyków Centralne Ośrodki Sportu. Niedawno opracował zalecenia dla PlusLigi. A teraz patrzy, jak rekomendacje za nic mają kolejne kluby. W niedzielę odwołano mecze Vervy Warszawa ze Stalą Nysa i Skrą Bełchatów, ponieważ pozytywny wynik miały testy kilku osób z Vervy.

Łukasz Jachimiak: Potrzebny jest reżim dom-trening-dom: tak Pan mówił, tworząc zalecenia dla siatkarskiej PlusLigi na sezon w pandemii. Co Pan myśli, kiedy COVID dopada sześć osób z Vervy Warszawa, a jej gracze niedawno wybrali się do restauracji na wspólne gotowanie?

Jarosław Krzywański, lekarz Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej w Warszawie: To nie tylko problem klubu Verva, bo w PlusLidze dopiero co mieliśmy też sytuację zakażeń w Suwałkach. Trzeba jasno powiedzieć, że kluby właśnie uczą się wirusa SARS-CoV-2 i pokory. Możemy przygotować najlepsze na świecie rekomendacje i procedury, ale przecież trzeba ich jeszcze przestrzegać. Niestety, wszyscy entuzjastycznie rzucili się na to, że wreszcie gramy i zapomnieli, w jak trudnej rzeczywistości funkcjonujemy. Poza tym sportowcy to młodzi, zdrowi ludzie, którzy chorując na COVID, mają bardzo skąpe objawy. Zazwyczaj to tylko ból mięśni, katar, gorączka - zbyt mało, żeby szybko się zorientować, co się dzieje. Część przypadków jest traktowana jako zwykłe przeziębienie, a gdy potem okazuje się, że to COVID-19, to pacjent „0” zdążył zakazić koleżanki czy kolegów z drużyny.

Dzieje się i tak, że klub zleca zawodnikom testy, podejrzewając COVID , ale nie izoluje ich, tylko zakłada, że wynik będzie negatywny, prawda?

- Tak, jest problem braku cierpliwości w oczekiwaniu na wynik testów. Niestety, każdy ma swój interes. My, lekarze, mamy zdrowotny, a trenerzy i właściciele klubów mają sportowy. Zawodnik na wynik testu czeka czasami dwie-trzy doby. I często jest problem z podjęciem decyzji o izolowaniu takiego zawodnika. Bo to jest strata. Bo liga gra. Ja to nawet w pewnym sensie rozumiem. Ale zawsze powtarzam, że za takie podejście płacimy zbyt wysoką cenę. Pewnie w końcu przyjdzie opamiętanie i sytuacja się ustabilizuje.

Nie jest pan tego pewny.

- Bo z jednej strony błędy klubów w podejściu do koronawirusa nie skutkują negatywnym wpływem na zdrowie zawodników. Oni w większości chorobę przechodzą łagodnie. Ale jednak epidemia w drużynie powoduje kłopoty innej natury - organizacyjnej i finansowej. Kluby powinny to wreszcie zauważyć. Widzimy to nie tylko w siatkówce. Proszę spojrzeć na piłkarską Pogoń Szczecin.

Trudno nie zauważyć drużyny z aż 30 osobami chorymi na to samo.

- No właśnie. Nie jest łatwo, żeby zakażeniu uległo 30 osób. Pacjent zero musiał długo chodzić i zakażać. A nawet mogło to być dwóch-trzech ludzi. Piłka nożna to nie jest sport halowy, tu wirus ma trudniejsze warunki do rozprzestrzeniania, a jednak do niego doszło.

Aż tyle zachorowań w Pogoni to dowód, że chociaż jesienią 2020 roku mamy o wiele więcej przypadków koronawirusa niż wiosną, to podchodzimy do pandemii o wiele mniej poważnie niż kilka miesięcy temu, gdy z powodzeniem uruchamiano Centralne Ośrodki Sportu, pod pańskim nadzorem?

- Oczywiście, że nie podchodzimy poważnie do pandemii. To każdy z nas widzi w swoim otoczeniu. Ludzie zachowują się nieodpowiedzialnie w restauracjach, sklepach, kościołach, w komunikacji publicznej. Siatkówki i całego sportu szczególnie bym więc nie wyróżniał. Ale zawodnicy ewidentnie nie wzięli sobie do serca tego, że trzeba uważać, że pod pewnymi względami są osobami wybranymi i oczekuje się od nich wzorcowych zachowań.

Co można zrobić, żeby to się zmieniło? Tylko pokazywać przypadki kolejnych klubów?

- Pomimo tych przypadków system w siatkówce działa. Zakażenia są dosyć szybko wychwytywane i - takie mam wrażenie - każdy kolejny problem jest lepiej zarządzany.

Testem dla systemu będzie chyba teraz decyzja w sprawie Stali Nysa. To miał być niedzielny rywal Vervy, Stal w sobotę trenowała w Warszawie i zdaje się, że mijała się z Vervą w hali Torwar. A skoro tak, to chyba cała Stal powinna zostać przebadana?

- Do Stali poszła informacja, że tak może być. Trzeba sprawdzić, czy był bezpośredni kontakt między drużynami, czy zespół z Nysy korzystał z tej samej szatni, pryszniców itd. Mamy procedury na takie przypadki. Jeżeli okaże się, że kontakt był ograniczony, to zawodników Stali na razie trzeba tylko obserwować. Teraz jeszcze nie ma sensu ich badać. Trzeba zaczekać sześć dni od ich potencjalnego kontaktu z wirusem. Czyli do piątku.

I do piątku, na wszelki wypadek, cała Stal powinna być na kwarantannie?

- Teoretycznie tak - jeśli taki kontakt z osobami zakażonymi był. Jeśli go nie było, to nie ma takiej konieczności. Trudno jest trzymać bezobjawowych ludzi na kwarantannie przez tyle dni. To nie są proste decyzje i każda sytuacja wymaga osobnej analizy. System kontroli jest oparty na skrupulatnym monitoringu, wywiadzie i na każdorazowej ocenie sytuacji, bo każdy przypadek jest inny. A najważniejsze, żeby kolejne przypadki nas czegoś uczyły.

Chyba nie uczą. Jeszcze przed startem PlusLigi COVID miało 16 osób z Trefla Gdańsk. Teraz liga nie zdążyła się rozpędzić, a wyhamowują ją choroby w kolejnych drużynach.

- Po Treflu się wyciszyło, był spokój. Wszyscy zawodnicy z ligi byli testowani i było optymistycznie. Pojawił się przypadek czy dwa, wszystko było bardzo dobrze zarządzane. Nie można powiedzieć, że system zupełnie nie działał. Teraz mamy problem, bo nastąpiły błędy typowo ludzkie.

Wróćmy do Vervy i gotowania. Czy w takiej sytuacji nie powinno być walkowerów dla rywali warszawskiego klubu?

- Przyznam szczerze, że nie wiem, o co chodzi z tym gotowaniem.

W mediach społecznościowych można zobaczyć, jak siatkarze bez masek i bez zachowania dystansu integrują się w restauracji przy gotowaniu.

- No dobrze, ale to przecież siatkarze, którzy codziennie ze sobą trenują.

Ale oni w restauracji znaleźli się w towarzystwie również ludzi spoza swojej grupy.

- Nie chcę tego komentować. Bo nie o to chodzi, żeby komuś dołożyć i całą sytuację dodatkowo komplikować. Przedstawiciel Vervy jest ze mną w kontakcie, wiem, że nie jest im łatwo.

Ale jak Pan może im teraz pomóc?

- Ustaliliśmy co robić. Założyliśmy, że kontakt z pierwszym zakażonym był w poniedziałek i z lekarzem klubu precyzyjnie określiliśmy strategię działania na najbliższe dni. Zalecenie było, żeby nie grali też środowego meczu i spotkanie ze Skrą zostało przełożone. Trzeba zakażonych zawodników odizolować i wkrótce jeszcze raz przebadać wszystkich. Procedury medyczne w klubie są realizowane prawidłowo. Niestety, współczynnik reprodukcji wirusa w Polsce wynosi aktualnie 1,3. To oznacza, że epidemia trwa i sportowcy są narażeni na zakażenia.

Jaki był wskaźnik gdy otwieraliśmy COS-y?

- Był na poziomie 1. Sytuacja była dużo lepsza.

Zapytałem o walkowery, bo Michał Kubiak dopiero co opowiedział w "Prawdzie siatki", że w Japonii zasada na sezon w pandemii jest prosta: jeśli w klubie jest pięć chorych osób, to klub wypada z gry na dwa tygodnie i swoje mecze przegrywa walkowerem. Taki przepis zmusza wszystkich, żeby się bardzo pilnowali. Tam naprawdę wprowadzono reżim dom-trening-dom.

- Dokładnie o tym mówią rekomendacje, które napisaliśmy. Takie rozwiązanie było zalecane. Ale nie mamy narzędzi, żeby do tego zmusić. I chyba nawet władze PlusLigi ich nie mają. Kluby muszą zrozumieć, że one tracą najwięcej. Choćby na testowanie. Bo to nie są małe pieniądze.

Jakie konkretnie?

- Średnio 350-500 złotych za test. A to trzeba pomnożyć przez wszystkich zawodników i ludzi ze sztabu raz i później jeszcze raz dla tych, którzy byli chorzy, żeby sprawdzić, czy już są zdrowi. Namawiam do tego, o czym mówiłem od początku - trzeba się zamknąć, przeczekać, izolować, poświęcić czas tylko na sport i nie płakać z tego powodu. Nie mówmy o ograniczaniu praw, o zakazach, tylko powalczmy, żeby to normalnie działało.