Jeden z najtrudniejszych sezonów w historii PlusLigi. Zagumny: Chcemy dopasować przepisy, żeby nie eliminować całych drużyn

W piątek zainaugurowany został nowy sezon PlusLigi. Jeden z najtrudniejszych w całej jej historii. - Z ponad czterdziestu klubów, którymi zarządzamy jako Polska Liga Siatkówki, przypadki do tej pory wystąpiły w trzech-czterech. Zawodnicy są świadomi i się pilnują. To jest najważniejsze i będzie kluczem do rozegrania sezonu - mówi nam Paweł Zagumny, prezes Polskiej Ligi Siatkówki.

- Jeden czy dwa zespoły nie będą problemem. On pojawi się, jak wyleci pięć, albo sześć całych drużyn. Jesteśmy przygotowani na różne rozwiązania. Jeśli zacznie się ich pojawiać więcej, będziemy musieli przerwać sezon i zastanowić się, w jakiej formule chcemy go dokończyć - mówi Sport.pl o starcie sezonu PlusLigi Paweł Zagumny, były zawodnik, a dziś prezes Polskiej Ligi Siatkówki

Zobacz wideo Drzyzga: Cieszy, że nie siedzieliśmy na kanapie. Wyjdzie nam to na zdrowie

Jakub Balcerski: Ma pan jeszcze czasem poczucie przed sezonem, że niedawno czekał pan na start rozgrywek jako zawodnik?

Paweł Zagumny: Nie, minęło już trochę czasu, a teraz mam zupełnie inne nastawienie i zadania. Grałem w lidze przez 22 sezony, więc co miałem zagrać i osiągnąć już za mną. Nie ciągnie mnie, żeby wrócić. A już zwłaszcza do przedsezonowych przygotowań, które były chyba najtrudniejsze z tego wszystkiego.

To teraz wszystkie kluby są pana?

Bez przesady. Naszą rolą jest tylko zarządzanie i sprawne prowadzenie tych rozgrywek.

Startuje pewnie najtrudniejszy sezon dla pana w roli prezesa, ale i jeden z najtrudniejszych w całej historii ligowego grania w Polsce, prawda?

Zeszły sezon też nie był łatwy, musieliśmy go zakończyć. Mam nadzieję, że nowy sezon rozpoczniemy i dokończymy. Życzyłbym sobie, żeby nie trzeba było dokonywać korekty kalendarza, albo żeby nie były to ogromne zmiany.

Co będzie sukcesem? Właśnie dokończenie sezonu? Słychać wiele głosów, że jeśli wylecą jedna czy dwie drużyny i pojawi się problem z ciągłością, to nie będzie łatwo.

Jeden czy dwa zespoły nie będą problemem. On pojawi się, jak po zakażeniach wyleci pięć, albo sześć całych drużyn. Jesteśmy przygotowani na różne rozwiązania. Mamy rezerwowe terminy na wypadek potrzeby przerw dla jednej drużyny. Jeśli zacznie się ich pojawiać więcej, będziemy musieli przerwać sezon i zastanowić się, w jakiej formule chcemy go dokończyć.

Startujemy najszybciej z największych europejskich lig. Włosi, Rosjanie czy Niemcy jeszcze czekają i pewnie będą nas obserwować? To się czuje?

Myślę, że nie do końca. W każdym z tych państw są różne przepisy wewnętrzne dotyczące bezpieczeństwa, inaczej funkcjonuje sanepid. Wszyscy mają inne wytyczne, a to mocno wpływa na rozgrywki. My nie patrzymy za bardzo na to, jak oni zamierzają wznawiać ligę i wątpię, żeby u nich było inaczej. To powinno funkcjonować podobnie nawet w piłce ręcznej, czy koszykówce. Dla nas najważniejsze są zmiany, które wprowadza Główny Inspektorat Sanitarny. To tam się rozstrzyga, czy gramy.

Jest kwestia, którą uważa pan za najważniejszą przed sezonem poza respektowaniem zasad bezpieczeństwa?

Mam nadzieję, że uda się dopasować przepisy tak, żebyśmy nie “eliminowali” całych drużyn, a osoby z zakażeniami i narażone na nie.

Patrząc na PlusLigę, mam wrażenie, że ona nie straciła na całym kryzysie tak, jak inne ligi. Najlepiej widać to przez transfery, a one skądś się biorą.

To dzięki sponsorom, którzy nam zaufali. Nie odwracali się zarówno od ligi, jak i klubów. Względem innych lig chyba faktycznie najmniej ucierpieliśmy i mam nadzieję, że tak pozostanie. Wiadomo, że nazwiska nie grają, ale mam nadzieję, że zawodnicy potwierdzą, że byli warci tych transferów i pieniędzy, które zostały na nich wydane. Na papierze liga wygląda bardzo ciekawie. Widzieliśmy jej przedsmak na Superpucharze w Arłamowie. Myślę, że jeszcze jeden-dwa zespoły do nich dołączą i pomiędzy nimi rozegra się walka o medale.

O Superpucharze i rozgrywanym wcześniej Pre Zero Grand Prix myślał pan tylko w roli pomocy marketingowej i sponsorskiej, czy także potencjalnego ryzyka, z którym mogły się wiązać te turnieje?

Możemy powiedzieć, że zaczęliśmy ze wszystkim już o dwa miesiące wcześniej, bo to na Lidze Letniej ukształtowaliśmy procedury, które później wdrożyliśmy na halę. Jak pokazał czas, drużyny dobrze się izolowały. Z ponad czterdziestu klubów, którymi zarządzamy jako Polska Liga Siatkówki, przypadki do tej pory wystąpiły w trzech-czterech. Zawodnicy są świadomi i się pilnują. To jest najważniejsze i będzie kluczem do rozegrania sezonu.

O sezonie myśli pan tylko w kontekście organizacji i spraw dotyczących bezpieczeństwa, czy udaje się znaleźć miejsce dla walorów sportowych?

Wiadomo, co się dzieje za oknem i że wszyscy teraz mówią o epidemii. Sport w takiej sytuacji musiał zejść na drugi plan. Staramy się go przywrócić - robiliśmy to już latem i teraz przy Superpucharze. Po starcie ligi mam nadzieję, że te hale się otworzą i kibice będą mogli jeszcze liczniej wchodzić na mecze. Jeśli nie, na pewno pojawią się licznie przed telewizorami.

Jako liga mogliście prowadzić jakieś dodatkowe rozmowy w sprawie tego, żeby kibiców było jeszcze więcej?

Obecnie obowiązuje ten wszystkim znany przepis o 50% pojemności hali. Tak zaczniemy sezon, a potem będziemy czekać na kolejne wytyczne. To, co mamy teraz jest zadowalające. A czy dalej będziemy zmniejszać, czy zwiększać liczbę kibiców? To nie zależy od nas.

Ktoś ma najwięcej do stracenia na tym sezonie? Największe problemy mogą dotyczyć tych największych, którzy sporo inwestowali przed ligą, czy takie jak Stal Nysa, które wchodzą do rozgrywek i nie mają najłatwiejszego startu?

Wszyscy jadą na tym samym wózku. Jeśli rozegramy mecze do końca, wszystko rozstrzygnie się sportowo. Jeśli nie, każdy ma swoją strategię, umowy ze sponsorami i kwestie finansowe odegrają bardzo ważną rolę w sprawie ich przyszłości. Teraz startujemy od zera, tak samo jak liga. Też mamy umowy, musimy się z nich wywiązać, więc dla każdego idealnie byłoby, gdyby ta liga grała bez przerwy.

Liga kobieca startuje tydzień później. Będziecie wyciągać jakieś wnioski po tym, co wydarzy się przy starcie PlusLigi?

Wnioski możemy sobie wyciągnąć, ale to nie my ustalamy te regulacje powodujące kwarantannę przy zakażeniach i ustalające standardy bezpieczeństwa. One są na nas narzucane i po prostu musimy się do nich dostosowywać, więc wnioski nie są tutaj istotne.

U kobiet pojawił się nowy sponsor tytularny, firma Tauron. To nowe życie dla tych rozgrywek?

To w pewnym stopniu zapewnia stabilizację finansową klubów, a marketingowo wiemy, że duże marki przyciągają duże marki. Nie powiedzieliśmy ostatniego słowa. Wciąż zachęcamy potencjalnych sponsorów do wspierania polskiej siatkówki, która spośród dyscyplin zespołowych jest tą najbardziej utytułowaną.

Przeczytaj także: