Wielka burza wokół klubu reprezentantów Polski. "Oszczercze uwagi"

Sebastian Szymański od kilku tygodni jest piłkarzem Stade Rennais. W Bretanii dołączył do Przemysława Frankowskiego, który barwy tego klubu reprezentuje od początku sezonu. Zespół zajmuje miejsce premiowane grą w Europie, ale media donoszą o kryzysie związanym z trenerem. Chodzi o pieniądze, a w tle są milionowe transfery do Liverpoolu oraz Arabii Saudyjskiej. Klub wydał ostre oświadczenie.
Przemysław Frankowski
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Stade Rennais stało się polską kolonią w Ligue 1. W tym francuskim klubie występuje bowiem dwóch reprezentantów Polski. Przemysław Frankowski przed sezonem został wypożyczony z Galatasaray. W zimowym okienku do klubu ze stolicy Bretanii trafił Sebastian Szymański - wykupiony za 9,5 miliona euro z Fenerbahce.

Zobacz wideo Legia na dnie. Kosecki nie wytrzymał: Panowie piłkarze, nie przychodźcie do tego klubu

Stade Rennais w Ligue 1 radziło sobie dobrze. Dzięki temu zajmuje obecnie szóste miejsce w tabeli, ale ostatnie tygodnie są pechowe. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym był remis z walczącym o utrzymanie Le Havre. Potem przyszły dotkliwe porażki. 0:2 z Lorient, 0:4 z Monaco w lidze oraz 0:3 z Olympique Marsylia w Pucharze Francji.

Polacy stracą trenera? Wielka kombinacja

Wokół drużyny narasta napięcie, ale związane jest ono również z doniesieniami francuskiej prasy. Chodzi o trenera Rennes, Habiba Beye. Jego kadencja jest prawdziwym rollercoasterem. W październiku wydawało się, że już zaraz pożegna się z klubem, ale w kolejnych siedmiu meczach Rennes zdobyło 18 punktów. Ostatnie słabe wyniki i fatalna postawa zespołu sprawiają jednak, że pozycja Beye'a znacząco osłabła.

Zobacz też: To nie żart. Mbappe wysyła komornika. Żąda gigantycznej kwoty

Senegalczyk szykuje się do odejścia, ale według mediów chce zjeść ciastko i mieć ciastko. Jego kontrakt obowiązuje do końca sezonu, ale znajduje się w niej klauzula przedłużająca umowę, jeżeli Rennes awansuje do europejskich pucharów. Szóste miejsce jest premiowane grą w eliminacjach Ligi Konferencji (a może dać Ligę Europy, jeśli któraś z wyżej notowanych ekip zdobędzie Puchar Francji), więc jeżeli miałby odejść, należałaby się mu odprawa za półtora sezonu.

Jak podaje regionalny dziennik "Ouest-France", Beye ma też domagać się udziału w zyskach ze sprzedaży Jeremy'ego Jaqueta oraz Kadera Meite, na których Rennes zarobiło niemal 100 milionów euro. Szkoleniowiec przypisuje sobie zasługi za ich postawę, dzięki której zostali sprzedani do Liverpoolu i Al-Hilal. 

Stade Rennes reaguje. "Oszczerstwa"

Doniesienia te zostały ostro skomentowane przez Stade Rennais. "Klub odnotował oszczercze uwagi, jakie pojawiły się w niektórych mediach pod adresem klubu i jego trenera Habiba Beye'a, w szczególności dotyczące domniemanych interesów związanych z transferami naszych zawodników Jeremy'ego Jacqueta i Kadera Meite" - czytamy w oficjalnym oświadczeniu klubu.

Plotki dotyczące trenera Beye'a zostały zdementowane. "Władze klubu stanowczo zaprzeczają tym oskarżeniom. W przededniu podróży na ważny mecz takie próby destabilizacji są nieprzyzwoite i nieuczciwe. Stade Rennais FC jako całość –-zawodnicy, trener, sztab i zarząd - robi wszystko, co możliwe, aby odzyskać pozytywną dynamikę i osiągnąć swoje cele" - komunikat kończy się zapowiedzią powrotu do dobrej formy.

Następne mecze będą jednak wielkim testem zarówno dla Habiba Beye'a, jak i całego Stade Rennes. W sobotę 7 lutego drużyna Przemysława Frankowskiego i Sebastiana Szymańskiego zagra z wiceliderem z Lens. W przyszłym tygodniu natomiast do Bretanii przyjedzie Paris Saint-Germain. 

Więcej o: