Mecze przeciwko "The Reds" i "The Citizens" od wielu lat elektryzują fanów piłki nożnej na całym świecie. Nie inaczej było podczas 25. kolejki Premier League. W hicie angielskiej ligi po kapitalnym widowisku lepszy okazał się Manchester City. W listopadzie 2025 roku Liverpool przegrał z City aż 0:3.
Liverpool zdominowany przez Manchester City
Pierwsza połowa spotkania w Anfield przebiegała pod dyktando gości, którzy zdominowali, głównie za sprawą Rodriego, grę w środku pola. Znacznie gorzej, bo nieskutecznie prezentowali się pod bramką Alissona.
Już w 2. minucie Brazylijczyk zatrzymał Erlinga Haalanda. Norweg nie strzelił w lidze już od spotkania z Brighton 7 stycznia i nie zrobił tego w pierwszej połowie meczu z Liverpoolem, choć miał jeszcze jedną szansę na 11 minut przed przerwą.
Bardzo aktywny w szeregach City był przede wszystkim Omar Marmoush. Egipcjanin nie wykorzystał "setki", będąc w 12. minucie sam na sam z Alissonem. Nawet jednak, gdyby zdobył gola, to nie zostałby on uznany, bo arbiter zasygnalizował spalonego. Pod koniec pierwszej części 27-latek spróbował szczęścia z dystansu, ale jego potężny strzał był niecelny.
Do przerwy gracze Manchesteru City mieli przewagę w najważniejszych statystykach. Dłużej utrzymywali się przy piłce (61 procent czasu przy 39 proc. gospodarzy) i mieli znacznie więcej strzałów (10:3). Co ciekawe, w pierwszych 45 minutach drużyna Arne Slota ani razu nie uderzyła celnie na bramkę Gianluigiego Donnarummy.
Pobudka "The Reds" po przerwie
Tuż po wznowieniu gry, Liverpool ruszył do śmielszych ataków. W 52. minucie gospodarze przeprowadzili świetną akcję, lecz próba Hugo Ekitike była minimalnie niecelna. Cztery minuty później Francuz fatalnie uderzył piłkę głową, czym zmarnował bardzo dobrą wrzutkę Mo Salaha. "The Reds" prezentowali znacznie lepszy futbol w pierwszych fragmentach drugiej połowy.
W 64. minucie kolejną kapitalną akcję rozegrało trio Cody Gakpo-Ekitike-Florian Wirtz, ale ten ostatni bez większego przekonania uderzył na bramkę. Zresztą strzał Niemca zablokował Marc Guehi. Liverpool nie ustawał w atakach, aż przyszła 74. minuta. Do wykonania rzutu wolnego z około 40 metrów podszedł Dominik Szoboszlai. Węgier nie miał litości dla Donnarummy i pozostałych graczy City, posyłając "bombę" z kapitalną rotacją. To już trzeci gol Szoboszlaia bezpośrednio z rzutu wolnego w tym sezonie.
Co za końcówka!
Kiedy wydawało się, że nic więcej na Anfield się nie wydarzy, w 84. minucie piłkę głową w polu karnym zgrał Haaland, a akcję wykończył Bernardo Silva. Co ciekawe, linię spalonego złamał strzelec gola dla Liverpoolu.
City poczuło krew! I znowu zaczęło dominować na boisku. Już w doliczonym czasie gry Alisson sfaulował Matheusa Nunesa. Sędzia Craig Pawson nie miał wątpliwości i wskazał "na wapno". W 93. minucie rzut karny na bramkę zamienił Erling Haaland, dzięki czemu przełamał swoją niemoc strzelecką w lidze.
Chwilę później Donnarumma świetną paradą zatrzymał strzał Alexisa Mac Allistera, a w ostatnich fragmentach meczu czerwoną kartkę zobaczył Szoboszlai za faul na Haalandzie. To był szalony wieczór na Anfield!
W tabeli Premier League Manchester City z 50 punktami zajmuje 2. miejsce, tracąc do liderującego Arsenalu 6 "oczek". Liverpool zaś jest na 6. lokacie. Drużyna Arne Slota uzbierała dotąd 39 punktów. W kolejnych meczach ligowych "The Reds" zmierzą się na wyjeździe z Sunderlandem, a zespół Pepa Guardioli podejmie Fulham. Oba spotkania zaplanowano na 11 lutego.