To, co zrobiła Wisła Kraków, przeszło do historii. Cała Polska to zobaczyła

30 grudnia 2018 r. na zawsze zapisał się w historii Wisły Kraków. To właśnie wtedy światło dzienne ujrzało bodaj najbardziej kuriozalne oświadczenie w polskiej piłce klubowej. Wszystko to działo się w kontekście niedoszłego przejęcia Wisły przez tajemniczego inwestora - Vannę Ly, który nagle zapadł się po ziemię. Dziś mija dokładnie siedem lat od tamtych wydarzeń.
DLOKR
Fot. Jakub Porzycki / Agencja Wyborcza.pl

Wisła Kraków w 2018 r. znalazła się na skraju upadku. W wyniku fatalnej sytuacji finansowej skompromitowane i opanowane przez gang kiboli Towarzystwo Sportowe Wisła Kraków, do którego należał klub, postanowiło poszukać nowego inwestora. I znalazło. Zainteresowani kupnem byli Vanna Ly oraz Mats Hartling. Największą uwagę zwracał na siebie ten pierwszy - francuski inwestor kambodżańskiego pochodzenia, ukrywający się za czarną parasolką, z firmą-krzak w Luksemburgu. Do dziś wokół tej postaci krążą przeróżne legendy.

Zobacz wideo Kosecki nie certoli się w sprawie Legii: Klub się totalnie skompromitował

To był czarny moment w historii Wisły Kraków. Nagle pojawił się Vanna Ly

Panowie pojawili się w Krakowie 21 grudnia. Wieczorem obejrzeli przegrany mecz Wisły z Lechem Poznań, a następnego dnia spotkali się prezydentem miasta Jackiem Majchrowskim. Wtedy też ogłoszono, że właścicielami sekcji piłkarskiej Wisły zostały spółki Alelega Luxembourg S.a r.l. oraz Noble Capital Partners Ltd. Wydawało się więc, że zmiana właściciela jest nieunikniona. Los okazał się jednak bardzo przewrotny.

Do sfinalizowania umowy potrzebny był przelew w wysokości 12 milionów złotych na konto Wisły. Tymczasem inwestorzy nagle zapadli się pod ziemię. Minęły Święta Bożego Narodzenia, a pieniędzy dalej nie było. W międzyczasie trwały zmiany w zarządzie klubu. Do dymisji podała się ówczesna prezes Marzena Sarapata, a po. prezesa został Adam Pietrowski, który w całej tej historii odegrał dość komiczną rolę.

To oświadczenie nie miało prawa się pojawić. A jednak. "Jesteście poważnym klubem..."

To właśnie on miał kazać wydanie feralnego oświadczenia, jakie ukazało się w mediach społecznościowych Wisły 30 grudnia 2018 r. - NCP, Pan Adam Piotrowski oraz Wisła Kraków SA zostali poinformowani, że Pan Vanna Ly - dyrektor Alelega Luxembourg - poważnie zachorował w piątek 28 grudnia podczas lotu przez Atlantyk. Dlatego też nikt nie był w stanie się z nim skontaktować. Wyżej wymienione podmioty robią wszystko, co możliwe, aby zgodnie z planem pozytywnie zakończyć proces nabycia klubu. Tymczasem nasze myśli są z Panem Ly i jego rodziną - mogliśmy wówczas przeczytać.

Komunikat z miejsca stał się obiektem kpin i żartów. - Jesteście poważnym klubem, nie ośmieszajcie się... - apelowali kibice w komentarzach. Niedługo później pojawiły się informacje ze strony żony Vanny Ly, że ten rzekomo dostał... zawału serca. W Polsce mało kto dawał jednak temu wiarę. Wszyscy widzieli, że Wisła została oszukana, ale jej działacze konsekwentnie nie chcieli się do tego przyznać.

Z groteskowości całej tej sytuacji zdawała sobie sprawę nawet odpowiedzialna wówczas za media społecznościowe klubu Karolina Kawula. - Polecenie komunikacji tego kuriozalnego oświadczenia wydał wówczas Adam Pietrowski. Początkowo - patrząc na absurd treści - mocno zapierałam się, aby tego nie robić, odwlekałam publikację, ale usłyszałam, że to on podejmuje decyzje i mam wykonać zadanie, co z punktu widzenia posiadanych przez niego wówczas uprawnień było prawdą - opowiadała po latach w rozmowie z TVP Sport.

Finał tej historii był taki, jak większość się spodziewała. Vanna Ly w Polsce się już nie pokazał, żadnego przelewu Wisła nie dostała, a 2 stycznia umowę sprzedaży anulowano. Niedługo później klub ostatecznie udało się uratować. Przejęli go Jakub Błaszczykowski, Tomasz Jażdżyński i Jarosław Królewski. Ten ostatni do dziś jest jego prezesem.

Więcej o: