Niewiarygodne, co zrobił Neuer. Real potrzebował 34 sekund!

Tego nie spodziewali się chyba nawet najwięksi optymiści wśród kibiców Realu Madryt! "Królewscy" w rewanżowym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium strzelili gola już w 34. sekundzie.
Fatalny błąd Neuera
Screen - Canal+ Sport

W pierwszym spotkaniu ćwierćfinałowym Real Madryt przegrał z Bayernem Monachium 1:2. Goście prowadzili już 2:0, więc "Królewscy" mogli cieszyć się z faktu, że chociaż częściowo udało im się odrobić straty. Ekipa z Monachium z kolei powinna była dziękować za bardzo dobry wynik Manuelowi Neuerowi, który dokonywał wielkich rzeczy w bramce. Na początku rewanżu jednak doświadczony niemiecki bramkarz się nie popisał. 

Zobacz wideo Kosecki o Lewandowskim: Robert powinien zostać w reprezentacji i walczyć

Neuer podał Gulerowi, a ten kapitalnie uderzył

Real starał się pressować na defensywę Bayernu. Neuer otrzymał piłkę i podał ją wprost pod nogi Ardy Gulera, który miał stosunkowo daleko do bramki. Turek jednak nie zastanawiał się i kapitalnie przymierzył, strzelając gola już w 34. sekundzie spotkania! To był szok dla kibiców w Monachium. 

Neuer miało prawo być na siebie wściekły, bo jeszcze tydzień temu zebrał mnóstwo pochlebnych opinii, a teraz mocno pomógł Realowi w odrabianiu strat.

Z drugiej strony trzeba też docenić odwagę oraz precyzję Gulera. Ten po raz kolejny potwierdził, że nie boi się wyzwań, bo nie tak dawno w spotkaniu ligowym trafił do siatki z połowy boiska.

W szóstej minucie było już jednak 1:1. Tym razem nie popisał się... bramkarz Realu - Andrij Łunin. Ukrainiec źle zachował się przy rzucie rożnym, a piłkę do siatki skierował Aleksandar Pavlović. Bayern tym samym wrócił na prowadzenie w dwumeczu. 

Ostatnia szansa dla Realu prysła

Później spotkanie dalej toczyło się w niesamowitym tempie. Po 45 minutach przyjezdni prowadzili 3:2, ale w drugiej połowie mistrzowie Niemiec przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść, strzelając dwa gole. Ten sezon dla "Królewskich" jest już raczej nie do uratowania. Dawno odpadli bowiem z Pucharu Króla, a w La Liga najprawdopodobniej będą musieli uznać wyższość FC Barcelony.

Więcej o: