Widzew Łódź długo remisował bezbramkowo z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza. Dopiero w końcówce decydującą bramkę zdobył Sebastian Bergier. Łodzianie walczą o utrzymanie w PKO Ekstraklasie, ale ich postawa w ostatnim spotkaniu z pewnością nie może napawać optymizmem kibiców. Czterokrotni mistrzowie Polski cały czas pozostają w strefie spadkowej. Obecnie plasują się na przedostatniej pozycji z dorobkiem 33 punktów. Strata do kilku drużyn znajdujących się przed Widzewem wynosi zaledwie punkt. Nie zmienia to faktu, że rywalizacja o ligowy byt zapowiada się na trudną, patrząc na obecną grę zespołu.
Z wielkim niepokojem na występy Widzewa patrzy Andrzej Grajewski, były właściciel klubu. Ostro skomentował grę Łodzian w rywalizacji z zamykającą tabelę Termalicą.
- Nie ukrywam, że serce mi krwawi i bolą mnie zęby, kiedy w ostatnim czasie oglądam "popisy", a właściwie powinienem powiedzieć bez ogródek: nieudolność piłkarzy Widzewa - podkreślił Grajewski w rozmowie z "Expressem Ilustrowanym".
- Oczywiście jestem całym sercem za łódzkim klubem, chcę jego utrzymania w Ekstraklasie, ale nie mogę udawać, że problemu nie ma. On jest i to na dodatek duży - dodał.
Grajewski zwrócił także uwagę na fakt, że latem i zimą do Widzewa ściągnięto sporo piłkarzy, wydając niebotyczne jak na polskie warunki kwoty. Tymczasem potwierdza się, że nazwiska nie grają. Obecnie drużynę prowadzi Aleksandar Vuković, a to już czwarty szkoleniowiec w tym sezonie.
- Za olbrzymie pieniądze zbudowano coś, co niemal co tydzień podnosi ciśnienie fanom czterokrotnych mistrzów Polski. To wydaje się nieprawdopodobne, ale jednak wydarzyło się w Łodzi. Poziom tego spotkania mocno rozczarował, a dobrej gry było jak na lekarstwo - skwitował Grajewski.
Były właściciel Widzewa podkreśla, że wierzy w utrzymanie, ale do tego jest potrzebny "widzewski charakter". Rywale natomiast, co oczywiste, też nie odpuszczą.