Michał Probierz zobaczył prawdziwe objawienie sezonu, a cała Polska murawę typu g***o

Jakub Seweryn
Murawa jak "g...o", cytując byłego reprezentanta Polski Wojciecha Kowalczyka, tym razem nie przeszkodziła Jagiellonii Białystok w pewnym zwycięstwie nad Śląskiem Wrocław 3:1 w meczu na szczycie 24. kolejki ekstraklasy. Jaga objęła prowadzenie w ekstraklasie nawet w ulubionej dla dyrektora sportowego Śląska tabeli na transfermarkcie, a obecny na meczu selekcjoner Michał Probierz mógł zobaczyć, jak błyszczy prawdziwe objawienie sezonu 2023/24.

Kiedy wicelider podejmuje lidera, zawsze mowa jest o meczu na szczycie. Nie inaczej było w piątek wieczorem w Białymstoku, gdzie druga w tabeli Jagiellonia Białystok grała z prowadzącym Śląskiem Wrocław. Jednak konia z rzędem temu, kto przed sezonem przewidywałby taki scenariusz nie na początku rozgrywek, a aż w 24. kolejce. Jagiellonia i Śląsk, choć prezentują diametralnie różne style gry, pokazują w tym sezonie, że na szczyt można się wspinać na różne sposoby, nawet nie będąc jednym z najbogatszych klubów w stawce. 

Zobacz wideo Tajny plan Probierza. "Rozpuszczanie mgły, żeby namieszać w głowie przeciwnika"

Murawa w Białymstoku dalej jak "g...o" i "strach wyprowadzić na nią psa", ale Jagiellonia znalazła sposób

"Śmieję się z ligowych piłkarzy, że ich technika uprawnia ich jedynie do stanowiska technik-malarz, a jak już się udało w Jagiellonii zebrać grupę ludzi, którym piłka nie przeszkadza, to daje się im murawę typu g...o" - pisał w piątek na portalu Weszło były reprezentant Polski Wojciech Kowalczyk w artykule o tytule "Wicelider podejmuje lidera, a murawa taka, że strach wyprowadzić psa". 

No i cóż, trudno mu nie przyznać racji. Murawa w Białymstoku jest zła, w pewnych miejscach bardzo zła, a w niektórych miejscach to w ogóle nie jest murawa. W porównaniu do poprzednich meczów zmieniło się tylko jedno - nie przeszkodziła ona Jagiellonii w odniesieniu pewnego zwycięstwa. Jaga strzeliła na "gorszej" połowie trzy gole, wszystkie po strzałach piłkarzy, którzy teoretycznie mieli grać na piaskownicy przy ławkach rezerwowych. Michal Sacek i Dominik Marczuk jednak przez cały czas ścinali do środka, robili przewagę nawet w polu karnym i strzelili wszystkie bramki dla nowego lidera ekstraklasy. 

Tymczasem władze Stadionu Miejskiego dumnie ogłosiły w tygodniu, że będą wymieniały najgorsze fragmenty murawy już po 11 marca. I choć 1000 metrów kwadratowych nowych muraw jako liczba brzmi efektownie, to jest tak naprawdę tylko 15 procent boiska. Więc tyle, żeby zakryć przed wyborami samorządowymi koszmarne fragmenty przy ławkach rezerwowych, najbardziej widoczne w telewizji.

Ale że piątkowy mecz Jagiellonii ze Śląskiem Wrocław był transmitowany także w TVP Sport, zdecydowanie więcej widzów miało okazje zobaczyć "dzieło" operatora obiektu - firmy Stadion Miejski.

Selekcjoner na hicie, obserwacje pod kątem przyszłości. Młodzi Polacy błyszczeli

Mecz na szczycie ekstraklasy, to na trybunach w Białymstoku nie mogło zabraknąć selekcjonera reprezentacji Polski Michała Probierza. I choć mowa o dwóch najlepszych drużynach tego sezonu, to poza powoływanym już przez Probierza Bartłomiejem Wdowikiem trudno szukać w obu zespołach potencjalnych kadrowiczów już na marcowe baraże.

Można się spodziewać, że Probierz szukał już pod kątem przyszłości, a tu w obu klubach można znaleźć zawodników aspirujących do powołania. Ze świetnej strony pokazał się w piątek Dominik Marczuk, skrzydłowy Jagiellonii, który dwukrotnie pokonał Rafała Leszczyńskiego. W Śląsku młodzieżowy obrońca Łukasz Bejger raczej tego meczu do udanych nie zaliczy, ale za to świetnie spisujący się w tych rozgrywkach skrzydłowy Piotr Samiec-Talar elegancką główką zdobył honorową bramkę dla wrocławian. 

Michał Probierz na co dzień jest mieszkańcem Białegostoku, ale jako selekcjoner więcej czasu spędza choćby w Warszawie. Nie inaczej będzie i tym razem. Opiekun kadry już w sobotę rano rusza dalej w Polskę, a w niedzielę będzie na meczu Widzewa Łódź z Legią Warszawa. Powołania na baraże ogłosi 14 marca późnym wieczorem. 

To jest objawienie sezonu w ekstraklasie. 6 goli i 10 asyst, a Jagiellonia ściągnęła go za grosze!

6 goli i 10 asyst (liczby za transfermarkt) - taki bilans po dublecie przeciwko Śląskowi Wrocław ma w tym sezonie 20-letni Dominik Marczuk, skrzydłowy Jagiellonii Białystok. Białostoczanie pozyskali go latem ze Stali Rzeszów, której musieli zapłacić tylko skromny, pięciocyfrowy ekwiwalent za wyszkolenie. 

Tymczasem młodzieżowy reprezentant Polski śmiało kandyduje do miana najlepszego transferu oraz objawienia sezonu 2023/24 i trudno bez niego wyobrazić sobie drużynę Adriana Siemieńca. W tej formie powołanie od Michała Probierza do pierwszej reprezentacji jest kwestią czasu, choć pewnie nie nastąpi już teraz. 

Kibice w Białymstoku zamarli. Jagiellonia mogła "powtórzyć Puszczę", ale wyciągnęła wnioski

Gdy po raz ostatni Jagiellonia Białystok wygrywała do przerwy 3:0 w meczu ekstraklasy, grając do tego momentu świetny futbol i deklasując swojego przeciwnika, to... zremisowała 3:3. Miało to miejsce na koniec rundy jesiennej, gdy w Krakowie zespół Adriana Siemieńca w głupi sposób stracił punkty przeciwko Puszczy Niepołomice. 

Teraz kibicom z Białegostoku zadrżały serca, gdy już w 54. minucie, czyli już dziewięć minut po przerwie, gola dla Śląska strzelił Piotr Samiec-Talar. Dalej była niewykorzystana sytuacja Kristoffera Hansena niczym ta Dominika Marczuka w Krakowie oraz żółta kartka dla Tarasa Romanczuka, który przeciwko Puszczy wyleciał z boiska za dwa napomnienia. 

Jednak Jagiellonia ewidentnie wyciągnęła wnioski z tamtego meczu, bo pod bramką Zlatana Alomerovicia nie wydarzyło się już wiele więcej, a to białostoczanie byli blisko strzelenia czwartej bramki i podwyższenia wyniku. Efekt? Pewne zwycięstwo Jagi 3:1 i objęcie przez nią prowadzenia w ekstraklasie. 

Jagiellonia liderem już także na Transfermarkcie. Ale na jak długo?

Efektowna piłka Jagiellonii w piątek wieczorem zwyciężyła nad szukającym wiosną nowej tożsamości Śląskiem Wrocław. Trudno nie odnieść wrażenia, że gdy Jacek Magiera zaczął odchodzić od tego, co jesienią dawało mu regularnie punkty na rzecz bardziej ofensywnej gry, Śląsk nie jest ani specjalnie lepszy w ataku, ani nie jest już tak dobry w obronie. 

Zwycięstwo 3:1 dało Jagiellonii pozycję lidera oraz lepszy bilans meczów bezpośrednich nad wrocławianami. To oznacza, że Jaga prowadzi już także w tabeli na transfermarkcie, na którą powoływał się dyrektor sportowy Śląska David Balda. 

Jak długo to potrwa? Już w przyszłej kolejce białostoczan czeka trudne wyjazdowe starcie z Radomiakiem Radom, podczas gdy Śląsk podejmie u siebie Puszcze Niepołomice. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.