Gigantyczna sensacja w Ekstraklasie? "To realny scenariusz"

- Jeśli na koniec sezonu Śląsk i Jagiellonia będą na górze, to dlaczego mają nie grać o Ligę Mistrzów? To znaczy, że byli lepsi od innych i zasługują na grę w europejskich pucharach. To jest weryfikacja tego, czy zasługują, czy nie. Proste - mówi Sport.pl jeden z najbardziej znanych bramkarzy w historii naszej ligi Marian Kelemen.

Śląsk i Jagiellonia jeszcze w poprzednim sezonie, niemal do ostatniej kolejki walczyły o utrzymanie. Ale w tym sezonie to już inne zespoły. Nad Dolnym Śląskiem i Podlasiem znów zaświeciło słońce. 

Zobacz wideo Tajny plan Probierza. "Rozpuszczanie mgły, żeby namieszać w głowie przeciwnika"

Marian Kelemen wspomina. "Polska liga zawsze była specyficzna"

W piątkowy wieczór w Białymstoku dojdzie do starcia obu ekip, które przewodzą ligowej tabeli. Postanowiliśmy więc porozmawiać z jednym z najbardziej cenionych golkiperów ekstraklasy w XXI wieku - Marianem Kelemenem.

Kelemen przyjechał do Polski w 2010 r. Był już doświadczonym bramkarzem – w grudniu 2009 r. skończył 30 lat. Mimo tego w ekstraklasie zdołał rozegrać 200 meczów i występował w niej blisko osiem sezonów. W barwach Śląska (2010-2014) i Jagiellonii (2016-2019) należał do najlepszych bramkarzy ligi. W obu klubach wspominają go z sentymentem.

Filip Macuda: Co słychać u Mariana Kelemena?

Marian Kelemen: Pozostałem przy piłce. Zajmuję się managementem sportowym.

Czyli zakładam, że śledzi pan nadal polską piłkę? 

- Oczywiście, jak tylko mam czas, to oglądam niektóre mecze. Czasami przyjadę do Polski, przyjdę na stadion. Czasami obejrzę w telewizji. Chętnie śledzę to, co się dzieje.

Jak pan wspomina początki w Polsce?

- Adaptacja w Polsce nie była taka trudna. Język polski i słowacki są bardzo podobne - tak, jak mentalność obu narodów. Doszło też to doświadczenie, że to nie był mój pierwszy raz za granicą. Grałem wcześniej w Turcji, Grecji, na Łotwie, czy Hiszpanii. Zaaklimatyzowałem się bardzo szybko.

Trafił pan do Śląska, który dopiero za jakiś czas miał osiągnąć swoje największe sukcesy.

Przyjechałem w sezonie 2009/2010. To była zima, podpisałem kontrakt w styczniu. Śląsk walczył wtedy o utrzymanie. Pamiętam, że bardzo dużo meczów kończyliśmy remisami, ale udało się zostać w ekstraklasie. W następnym sezonie wywalczyliśmy już wicemistrzostwo. To była bardzo poukładana drużyna. Mieliśmy piłkarzy z jakością. Nie brakowało nam doświadczenia – to była dobra układanka. 

Wicemistrzostwo, a później mistrzostwo Polski zdobyliście z Orestem Lenczykiem. Wcześniej waszym trenerem był Ryszard Tarasiewicz.

Obaj mieli bardzo duży wpływ – dobrze wspominam i trenera Tarasiewicza, i trenera Lenczyka. Nasze sukcesy nie byłyby możliwe bez nich.

Rozmawiałem kiedyś z Łukaszem Madejem, ówczesnym piłkarzem Śląska, że kluczowym momentem w mistrzowskim sezonie był… zremisowany mecz z Podbeskidziem, a w zasadzie to, co zdarzyło się po nim. Wysiedliście z autokaru i zobaczyliście, że Legia też straciła punkty. To był przełom dla tamtej drużyny?

Trudno mi powiedzieć. Pierwsza połowa sezonu była bardzo dobra. Mieliśmy przewagę kilku punktów, dobrze graliśmy w piłkę. Na wiosnę to wyglądało trochę gorzej. Końcówka sezonu była za to wyśmienita. Pamiętam, że Legia przegrała w przedostatniej kolejce na wyjeździe z Lechią Gdańsk 0:1. My za to wygrywaliśmy swoje mecze. Czy to Podbeskidzie było przełomowe? Być może Łukasz ma rację. 

Da się porównać obecny Śląsk do tego, w którym grał pan? 

Nie wiem, chyba nie da się tego porównać. Wszystko pokaże koniec sezonu i to, na którym miejscu Śląsk skończy.

A co było największą siłą waszego, mistrzowskiego Śląska? 

Drużyna, bardzo dobra drużyna. To była świetna mieszanka młodych zawodników z dużym doświadczeniem. Nazwiska tych chłopaków mówią same za siebie: Piotrek Celeban, Kaźmierczak, Fojut, Sztylka, Mila. Każda jednostka dążyła do tego, żeby zdobyć mistrzostwo. Bardzo dobrze się rozumieliśmy. Nawet po meczach potrafiliśmy długo siedzieć i analizować to, co się wydarzyło. Żyliśmy ze sobą bardzo dobrze.

Ma pan kontakt z kimś z Wrocławia?

Z niektórymi jestem ciągle w kontakcie. Te znajomości zostały. 

Chyba tęsknił pan za polską piłką. Kiedy odchodził pan ze Śląska, mało kto mógł się spodziewać, że będzie można pana jeszcze zobaczyć w naszej lidze. 

To była taka niespodzianka. Byłem kapitanem w Michalovcach – w drużynie, w której się wychowałem – nie myślałem nawet, że jeszcze wyjadę za granicę. Przyzwyczaiłem się do spokojnego życia, swojego domu, do tego urodziła mi się córka. Naprawdę się nie spodziewałem. Przyszła oferta z Jagiellonii i postanowiłem, że spróbuję. Nie żałuję.

W Białymstoku przeżył pan coś podobnego, co we Wrocławiu – walkę o mistrzostwo Polski. Czego zabrakło, żeby zdobyć drugi w swojej karierze tytuł? 

Tej kropeczki nad i. W pierwszych dwóch sezonach graliśmy do ostatniej kolejki. Zabrakło nam jednego strzału do mistrzostwa. Zremisowaliśmy z Lechem Poznań 2:2. Chyba Piotrek Tomasik miał okazję w tym spotkaniu. Przez cały sezon prezentowaliśmy się bardzo dobrze. Później – już w kolejnym sezonie – pamiętam, że graliśmy w ostatniej kolejce z Wisłą Płock. Musieliśmy wygrać i liczyć, że Lech wygra z Legią. My swoje zrobiliśmy, ale ten drugi mecz został przerwany i był walkower dla Legii. Trochę żal, bo dwa razy byliśmy naprawdę bardzo blisko. Mogliśmy przejść do historii klubu i miasta. Daliśmy z siebie wszystko, ale się nie udało.

Trenerem Jagiellonii był wtedy Michał Probierz, obecny selekcjoner reprezentacji Polski. Jak pan wspomina współpracę z tym szkoleniowcem?

Bardzo miło. Świetnie się rozumieliśmy – nie miał problemu z kontaktami z piłkarzami. Nieważne, czy ze starszymi, czy z młodszymi – umiał pożartować. Bardzo dobrze wspominam czas spędzony z trenerem Probierzem.

Zdobył pan mistrzostwo i superpuchar Polski. Jest żal, że w dorobku brakuje pucharu? Było blisko.

To był mój ostatni mecz w Jagiellonii. Z Lechią Gdańsk na Stadionie Narodowym… no taka jest piłka. Nie udało się (uśmiech).

Patrząc na ten sezon – zarówno Rafał Leszczyński ze Śląska Wrocław, jak i Zlatan Alomerović z Jagiellonii należą do czołówki ligowych bramkarzy. To już jest poziom Mariana Kelemena z 2012 r.? Był pan wtedy gwiazdą ligi.

To moi koledzy – uważam, że i Leszczyński i Alomerović mają wielki wkład w to, w którym miejscu są teraz Śląsk i Jagiellonia. Tak jak pan powiedział – to jedni z najlepszych bramkarzy w Polsce. Nie chciałbym ich porównywać. Zobaczymy, co przyniesie koniec sezonu. Mam nadzieję, że będą w dobrej formie do ostatnich meczów.

Nasza liga się rozwinęła? Jest silniejsza niż w tych pańskich czasach?

Polska liga zawsze była specyficzna i trudna. Nigdy nie wiesz, kto może wygrać i jest bardzo wyrównana. Ta liga idzie do przodu. Rozwija się marketingowo, telewizyjnie, widać to na każdym kroku. Myślę, że w przyszłości może być to jedna z najciekawszych lig do oglądania w Europie.

Spodziewał się pan, że dwa pana byłe kluby będą walczyć o mistrzostwo Polski? 

Bardzo się z tego cieszę. Czy jest to dla mnie niespodzianka? Nie. W porządku – jak popatrzysz na poprzedni sezon, to wiadomo, że i Śląsk i Jagiellonia prawie do końca walczyły o utrzymanie. Uważam, że jeden i drugi klub mają taką markę, świetnych kibiców, piękne stadiony i powinny walczyć o najwyższe cele. Dodatkowo w obu tych klubach widać ciężką pracę, pomysł na grę i konsekwentnie pracują na ten wynik, który osiągają. Zasługują na to.

Zna pan smak gry w europejskich pucharach. Złośliwi mówią, że i Śląsk, i Jagiellonia nie są gotowe na rywalizację w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Co pan uważa o takich głosach? 

Patrzę na to jak na tabelę. Jeśli na koniec sezonu będą na górze, to dlaczego mają nie grać o Ligę Mistrzów? To znaczy, że byli lepsi od innych zespołów i zasługują na grę w europejskich pucharach. To jest weryfikacja tego, czy zasługują, czy nie. Proste!

Co jest największym atutem Śląska, a co Jagiellonii?

To są różne zespoły. Śląsk Wrocław ma na przykład Exposito i Nahuela, Jagiellonia też ma dobrych piłkarzy jak Pululu czy Imaz. Duży udział w sukcesie obu klubów mają trenerzy. Jacek Magiera i Adrian Siemieniec świetnie to poukładali. Śląsk w większości meczów na jesieni potrafił wygrywać dzięki golom Exposito, który był na fali. Jagiellonia gra inaczej – bardzo atrakcyjnie. To są różne style, różne filozofie, systemy. Widać, że w obu drużynach jest dobra atmosfera.

Kto będzie faworytem piątkowego meczu? Zakładam, że włączy pan telewizor. 

Powiem więcej – będę na miejscu, obejrzę ten mecz z trybun! Spodziewam się, że to będzie szlagier kolejki. Powinniśmy zobaczyć ciekawe widowisko, ale nie pokuszę o to, kto wygra ten mecz. Liga jest wyrównana.

Wymarzony scenariusz to oba zespoły na czele ligi na koniec sezonu?

To jest realny scenariusz. Bardzo by mnie to cieszyło, bo w tych klubach spędziłem piękny czas i odegrałem jakąś rolę.

Wkrótce baraże Euro 2024. Kto wyjdzie zwycięsko ze starcia pana starych znajomych: Michał Probierz, czy Konstantin Vassiljev?

Uważam, że faworytem jest Polska i myślę, że nie będzie żadnej niespodzianki. W Europie nie ma już słabych zespołów, ale nie powinno być żadnych przeszkód, by wasza reprezentacja awansowała.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.