Reprezentacja Polski ma za sobą pierwszy mecz towarzyski podczas trwającego zgrupowania. Kadra Jana Urbana przegrała 0:2 z Ukrainą i raczej nie pozostawiła po sobie dobrego wrażenia. To też nie nastraja pozytywnie kibiców przed środowym sparingiem z Nigerią na Stadionie Narodowym. - To nie ja grałem z Ukrainą, tylko Polska grała z Ukrainą. W ostatnim czasie w ofensywie nie stwarzamy aż tak dużo okazji. Wynik na pewno nie obrazuje tego spotkania. Sytuacji mieliśmy więcej. Ale okej, Ukraina zdobyła bramki, więc dla nas pozostaje gorycz - uważa Robert Lewandowski.
W programie "Studio Mundialowe" trwała dyskusja o grze reprezentacji Polski w meczu z Ukrainą. Konrad Ferszter ze Sport.pl zapytał Dominika Wardzichowskiego, naszego wysłannika we Wrocławiu, czy kibice pokazali kadrze żółtą kartkę.
- Tak, kibice pokazali kadrze żółtą kartkę. Ważna scena: kibice około 80. minuty wychodzili ze stadionu. To jest taki obrazek, który zapamiętam po tym spotkaniu. Widziałem jakieś komentarze, że to najgorzej wydane pieniądze na jakąkolwiek rozrywkę, o ile w ogóle można nazwać to rozrywką. Szczerze mówiąc, byłem zaskoczony tą frekwencją, bo to, że prawie udało się wypełnić stadion we Wrocławiu, to i tak jest jakiś organizacyjny sukces. Choć nie wiem, czy to efekt tego, że Robert Lewandowski jednak przyjechał na to zgrupowanie - powiedział nasz dziennikarz.
- Jeśli tak reprezentacja będzie grać, to będziemy mieli problem z zapełnieniem stadionu w Bielsku-Białej, Tychach czy Kielcach, a nie tych największych obiektów. Patrząc na to, jak grała kadra, to wyglądało to bardzo słabo. To jest taka żółta kartka. Jedyne odpowiedzi, jakie mamy po tym spotkaniu, to są odpowiedzi negatywne - dodał Wardzichowski.
Zobacz też: To dopiero początek zabawy. Projekt multimilionera wchodzi na kolejny etap
Pojawił się też wątek Bartosza Kapustki, który pojawił się na murawie w drugiej połowie spotkania. - Jan Urban przegrał powołaniem Kapustki, on go dość jasno bronił. Piłkarz w takiej formie nie może grać w reprezentacji Polski. Ja akceptuję to, że selekcjoner wybiera zawodników, że Kapustka nie będzie czołową postacią w kadrze, ale wchodzi, gra z orzełkiem na piersi. Te podania w aut, liczba niecelnych podań... to było zatrważające. Nie chcę mówić, że on był największym problemem, bo raczej był nim mental, że po tym początku, gdzie graliśmy całkiem nieźle, kompletnie przestaliśmy się starać - podsumował Wardzichowski.