Absolutny dreszczowiec w finale Pucharu Króla! Zdecydowały rzuty karne

Sensacyjnie rozpoczął się finał Pucharu Króla, bo już po 14 sekundach faworyt, czyli zespół Atletico Madryt, przegrywał z Realem Sociedad! Kolejny cios zadał mu własny bramkarz. Wydawało się, że piłkarze Diego Simeone mogą się już nie podnieść. A jednak! Rozstrzygnięcie rywalizacji nastąpiło dopiero w serii rzutów karnych.
Mecz Atletico - Real Sociedad
screen

W niedzielę na hiszpańskich kibiców czekał finał Pucharu Króla. Przed sezonem z pewnością wiele osób spodziewało się zobaczyć w nim konfrontację FC Barcelony, obrońców tytułu, z Realem Madryt. A jednak. Pierwsza z ekip odpadła w półfinale, a druga już w 1/8 finału. Dlatego też o trofeum bezpośrednio walczyły... Atletico Madryt i Real Sociedad. 

Zobacz wideo Żelazny o Miliku: Niestety Arek jest już byłym piłkarzem...

Cios na początku i cios na końcu. Tak potoczyła się pierwsza połowa dla Atletico Madryt

Faworytem do zgarnięcia głównej nagrody była drużyna Diego Simeone. Nie tylko znajduje się wyżej w tabeli La Liga (jest czwarta, a przeciwnicy są na siódmej pozycji), co pokazuje, że ma lepszy sezon, ale i pokonała już w tej kampanii Real Sociedad (3:2), a także zremisowała z nim (1:1). Wydawało się, że będzie też dodatkowo podbudowana awansem do półfinału Ligi Mistrzów

W tym ostatnim szczególe rywale widzieli swoją szansę. Chcieli szybko zaatakować i zaskoczyć nieco zmęczonego rywala. I plan zrealizowali perfekcyjnie. Już po 14 sekundach prowadzili 1:0! Potrzebowali do tego ledwie trzech podań. Goncalo Guedes dośrodkował z lewej strony boiska na głowę Ander Barrenetxea, ten wyskoczył wyżej od pilnujących go rywali i wpakował piłkę do siatki. - Co tutaj się wydarzyło?! Ale się to zaczyna - krzyczeli zszokowani komentatorzy. 

Zszokowani byli też piłkarze Atletico, których uspokajał Simeone. Błyskawicznie chcieli odrobić stratę, ale w 17. minucie mogli przegrywać już 0:2. Uratował ich Juan Musso. Niespełna 120 sekund później dopięli swego i doprowadzili do remisu. Strzelcem gola była Ademola Lookman. Wykorzystał podanie od zawsze czujnego w okolicach pola karnego Antoine'a Griezmanna i huknął na bramkę. 

Zobacz też: Ależ sensacja w I lidze! Nie wygrali meczu od sierpnia, a teraz dwa zwycięstwa. 

W kolejnych minutach gra się wyrównała. Groźniejsi byli jednak piłkarze z San Sebastian. Tuż przed przerwą znów wyszli na prowadzenie. A pomógł w tym... Musso. Interweniował w polu karnym po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, ale zamiast w piłkę trafił w Guedesa i posłał go na deski. Sędzia od razu zauważył faul, pokazał żółtą kartkę bramkarzowi i wskazał na 11. metr. Z okazji skorzystał Mikel Oyarzabal - spokojnie i pewnie wbił piłkę do siatki. Golkiper nie wyczuł jego intencji i rzucił się w przeciwny róg.

Julian Alvarez przywrócił nadzieje Atletico. Rzuty karne zadecydowały

Po pierwszej połowie jedną rękę na trofeum położyli więc zawodnicy Realu, czego z pewnością większość kibiców się nie spodziewała. Mieli gigantyczną szansę, by po raz czwarty w historii, a pierwszy od sześciu lat, wygrać Puchar Króla. Musieli tylko wytrzymać nawałnicę Atletico w drugiej odsłonie spotkania, bo to, że do niej dojdzie, było właściwie pewne.

Piłkarze Simeone byli niezwykle zdeterminowani i przejęli inicjatywę. Do ataku zespół próbował pobudzić Lookman czy Julian Alvarez, ale brakowało dokładności. Najbliżej zdobycia bramki był Koke. W 66. minucie huknął na bramkę Realu, ale golkiper obronił strzał. Był to dopiero pierwszy celny strzał Atletico w drugiej połowie. Simeone robił, co mógł, zmieniał piłkarzy, wpuścił nawet Alexandra Sorlotha, ale na nie wiele się to zdało. 

W 83. minucie przyszło długo wyczekiwane przełamanie! Dał je Alvarez. Huknął piekielnie na bramkę z linii pola karnego. Był to strzał absolutnie nie do obrony. Już chwilę później kapitalną szansę, by rozstrzygnąć ten mecz przed dogrywką, miał Alex Baena. Pomylił się jednak i z bliskiej odległości posłał piłkę wysoko nad poprzeczką. - Czy to była piłka meczowa? - zastanawiali się komentatorzy. Kolejne mieli Sorloth i Johnny Cardoso, ale ich również nie wykorzystali.

Doszło więc do dogrywki. W niej żadna z drużyn nie zdołała zadać decydującego ciosu i o triumfie rozstrzygnęły rzuty karne. W serii "jedenastek" lepsi okazali się piłkarze Realu Sociedad. Bohaterem został bramkarz Unai Marrero, który obronił strzały Sorlotha i Alvareza. Golkiper Atletico skutecznie interweniował tylko raz - przy uderzeniu Oskarssona.

Atletico Madryt - Real Sociedad 2:2 (1:2), 3:4 w rzutach karnych

Strzelcy goli: Ander Barrenetxea (1'), Ademola Lookman (19'), Mikel Oyarzabal (45+1'), Julian Alvarez (83')

Więcej o: