W poprzednich latach Pogoń Szczecin i Lech Poznań były drużynami regularnie bijącymi się o europejskie puchary. "Kolejorz" nawet potrafił dwukrotnie zdobyć mistrzowski tytuł, co "Portowcom" nigdy w historii się nie udało. Dziś obie ekipy znajdują się na dwóch różnych biegunach - Poznaniacy grają o kolejnego "majstra", a Szczecinianie walczą o ligowy byt. W dniu obchodów 78. urodzin Pogoni doszło do bezpośredniego starcia tych zespołów.
Lech przyjechał do Szczecina wyraźnie osłabiony. Zespół Nielsa Frederiksena trapią nie tylko stare i dobrze znane urazy Antonio Milicia, Radosława Murawskiego czy Gisliego Thordarsona, ale pojawiają się także kolejne kontuzje ważnych graczy. Bartosz Mrozek z powodu kontuzji ręki został w domu, a w kadrze meczowej zabrakło również Mateusza Skrzypczaka. Tym samym między słupki bramki "Kolejorza" wskoczył debiutujący w niebiesko-białych barwach Płamen Andrejew, a u boku Wojciecha Mońki na środku defensywy wystąpił Robert Gumny.
W Pogoni z kolei panowały lepsze nastroje niż to bywało dotychczas. "Portowcy" ograli przed tygodniem Piasta Gliwice 2:0, a teraz chcieli utrzeć nosa Poznaniakom - zwłaszczazwłaszcza że obchodzili 78. urodziny klubu. Do wyjściowej jedenastki wrócił Kamil Grosicki, który zastąpił Karola Angielskiego, a na środku obrony pojawił się Dimitrios Keramitsis. Ze składu wypadł Mads Agger, za to miejsce na boisku od pierwszej minuty utrzymał 16-letni Natan Ława.
Pierwszy kwadrans należał do piłkarzy Lecha, a konkretnie do duetu Luis Palma - Mikael Ishak. To właśnie ich akcja mogła przynieść gola otwierającego wynik. Honduranin wgrał miękko w pole karne z głębi pola, a Szwed stanął oko w oko z Valentinem Cojocaru. Wojnę nerwów jednak wygrał rumuński golkiper Pogoni.
Kapitan "Kolejorza" zresztą w 19. minucie po raz kolejny przegrał pojedynek z bramkarzem gospodarzy. Tym razem wyśmienitym podaniem prostopadłym do Ishaka popisał się Walemark, ale najlepszy snajper poznańskiego klubu uderzył zbyt lekko po ziemi, żeby zaskoczyć Rumuna.
Trzy minuty później w rywalizacji Cojocaru - Ishak było już 3:0 dla tego pierwszego. Zawodnik mistrzów Polski miał sporo miejsca przed polem karnym, lecz uderzył w środek bramki. Golkiper Pogoni wyłapał piłkę na raty i utrzymał bezbramkowy remis. W międzyczasie jego koledzy z pola nie stwarzali sytuacji pod bramką Płamena Andrejewa, który był bezrobotny.
Lechici dopięli swego w 35. minucie gry. Piłka spadła przed pole karne, gdzie samotnie ustawiony był Antoni Kozubal. Młodzieżowy reprezentant Polski oddał strzał, a futbolówka odbiła się od Jana Biegańskiego. To kompletnie zmyliło Cojocaru, który w końcu skapitulował.
"Portowcy" odpowiedzieli uderzeniem Natana Ławy z 15. metra, jednak dobrą interwencję zaliczył Michał Gurgul, odbijając strzał 16-latka na rzut rożny. I to było wszystko, co potrafiła zrobić pod bramką Lecha ekipa Thomasa Thomasberga. Do przerwy było 1:0 dla "Kolejorza" i trzeba było jasno powiedzieć, że tylko nieskuteczność Ishaka sprawiła, że starcie to nie zamknęło się w pierwszej połowie.
Po zmianie stron Ishak znów nie zdołał wbić piłki do bramki, ponownie przegrywając pojedynek z Cojocaru. Szansę miał jeszcze Walemark, ale po podaniu Palmy uderzył z kilku metrów nad poprzeczką. Szwedzki skrzydłowy po chwili mógł się zrehabilitować, lecz po przełożeniu na lewą nogę i oddaniu strzału, lepszy okazał się rumuński bramkarz Pogoni.
62. minuta przyniosła drugie trafienie dla mistrzów Polski. Ali Gholizadeh przeprowadził akcję prawą stroną boiska, zagrał w pole karne do Luisa Palmy, a ten pewnym uderzeniem po ziemi pokonał Cojocaru. To zresztą była ostatnia akcja Honduranina w tym meczu, bo po kilkunastu sekundach został zmieniony. Gholizadeh z kolei po chwili do asysty mógł dołożyć gola po świetnym podaniu Ishaka. Ponownie jednak golkiper gospodarzy spisał się świetnie w sytuacji sam na sam.
Niespodziewanie w 81. minucie kontakt złapali gospodarze. Kellyn Acosta dośrodkował z prawej strony, a piłka spadła pod nogi Paula Mukairu. Ten po przyjęciu uderzył nad głową Andrejewa i dwóch próbujących interweniować obrońców Lecha. Zapowiadała się niezwykle ciekawa końcówka.
W doliczonym czasie gry kontuzji nabawił się Andrejew, a Lech nie miał już w zanadrzu żadnych zmian. Trwała walka fizjoterapeutów o to, by doprowadzić Bułgara do pełni sprawności. Ostatecznie 21-latek pozostał między słupkami, ale wyraźnie utykał do samego końca spotkania. Wynik nie uległ już zmianie.
Dzięki zwycięstwu nad Pogonią Lech umocnił się na pozycji lidera Ekstraklasy. Poznaniacy mają trzy punkty przewagi nad drugim Górnikiem Zabrze. "Portowcy" z kolei zajmują 14. lokatę z zapasem trzech oczek nad strefą spadkową. Piłkarze ze Szczecina będą z niepokojem spoglądać na mecze z udziałem Piasta Gliwice i Arki Gdynia.
Pogoń Szczecin 1:2 Lech Poznań (81' Mukairu - 35' Kozubal, 62' Palma)
Zobacz też: Czarna lista Pereza. Oni mają opuścić Real, osiem nazwisk