Reprezentacja Polski po remisie z Holandią była niezwykle zmotywowana na spotkanie z Finlandią. Nie było wątpliwości, że piłkarze Jana Urbana chcą się zrewanżować za to, co się stało w czerwcu w Helsinkach. Szukając stabilizacji, nowy selekcjoner nie dokonał żadnej zmiany w składzie w porównaniu do meczu w Rotterdamie. I to się opłaciło.
Reprezentacja Polski rozpoczęła spotkanie z Finlandią bardzo dobrze. Szybko mogliśmy wyjść na prowadzenie, natomiast dogodnej sytuacji nie wykorzystał Nicola Zalewski, który fatalnie spudłował. Potem kolejne szanse miał Przemysław Wiśniewski, z którym nie mogli sobie poradzić rywale podczas stałych fragmentów gry. Pierwszego gola strzelił za to w 27. minucie nie kto inny jak Matty Cash, dla którego było to trzecie trafienie w czwartym ostatnim meczu kadry.
Nasza drużyna wykorzystała dekoncentrację rywali i w doliczonym czasie pierwszej połowy podwyższyła prowadzenie. Do siatki trafił Robert Lewandowski, który wykorzystał wyborne podanie Piotra Zielińskiego i pewnie pokonał bramkarza. Na początku drugiej odsłony gola strzelił Kamiński, który po dwójkowej akcji z Lewandowskim z bliska umieścił piłkę w siatce. Kiedy wydawało się, że takim wynikiem zakończy się to spotkanie, to honorową bramkę dla rywali zdobył nie kto inny jak Benjamin Kallman.
Dzięki niedzielnemu zwycięstwu reprezentacja Polski umocniła się na drugiej lokacie w grupie G. Liderem pozostaje Holandia, która ma jednak tyle 10 punktów, czyli tyle samo co nasza drużyna, natomiast jeden mecz rozegrany mniej. Trzecia jest Finlandia, mając siedem punktów. Czwarta jest Litwa (3 pkt), natomiast tabelę zamyka Malta (2 pkt).
Reprezentacja Polski rozegra kolejne spotkania już za miesiąc. Najpierw 9 października czeka nas towarzyska rywalizacja z Nową Zelandią, a trzy dni później wyjazdowe starcie z Litwą już w el. MŚ.