Los Angeles FC przystępowali do rywalizacji z Vancouver Whitecaps jako zdecydowani faworyci. Wygrali bowiem rundę zasadniczą Konferencji Zachodniej, tymczasem zespół z Kanady do play-off dostał się poprzez wygrany baraż z Portland Timbers. Jednak rzeczywistość okazała się nie być taka prosta dla drużyny z "Miasta Aniołów". Pierwszy mecz u siebie wygrali co prawda dość pewnie 2:1. Ale już w Vancouver zostali niespodziewanie rozbici 0:3 i musieli rozegrać decydujące spotkanie, ponownie w Los Angeles (rywalizacja toczy się do dwóch zwycięstw).
Waga spotkania była zatem ogromna, bo brak awansu byłby gigantyczną porażką ubiegłorocznych wicemistrzów kraju. Kanadyjski zespół nie miał jednak zamiaru niczego ułatwiać i stawił LAFC zdecydowany opór. Żadna z drużyn nie była w stanie złamać rywala przez godzinę meczu, aż w końcu w 62. minucie sprawy w swoje nogi wziął Mateusz Bogusz.
Reprezentant Polski wykorzystał błąd jednego z graczy rywali, który głową przypadkowo podał w jego stronę. Bogusz dopadł do piłki przed obrońcami Whitecaps i na pełnej prędkości minął efektownie defensywę przeciwników, a w sytuacji sam na sam z bramkarzem Yohei Takaoką pokazał mnóstwo zimnej krwi i precyzyjnym strzałem posłał futbolówkę do siatki. Dał swej drużynie bezcenne prowadzenie. - Polish power! - wykrzyczał po tym golu komentator.
Prowadzenie, które LAFC dowiozło do samego końca. Bogusz strzelił już szesnastego gola w tym sezonie MLS (a dwudziestego w ogóle, biorąc pod uwagę inne rozgrywki) i został bohaterem, a jego drużyna awansowała do półfinału Konferencji Zachodniej. Po meczu Polak celebrował m.in. z samym Olivierem Giroud, który jest piłkarzem LAFC od lipca tego roku. Doceniła go też sama liga, jako że został on wybrany zawodnikiem meczu. W pełni zasłużenie zresztą, bo potwierdził po raz kolejny, iż potrafi być kluczowy dla drużyny także w tych najważniejszych momentach.
W półfinale gracze z Los Angeles zmierzą się z Seattle Sounders, którzy ograli dwukrotnie Houston Dynamo (1:0 i 2:1). Błysk Bogusza może cieszyć Michała Probierza, jako że powołał go na listopadowe mecze Ligi Narodów z Portugalią (15 listopada) oraz Szkocją (18 listopada).