Z zarzutów starał się oczyścić 10 lat. "Byłem w totalnym szoku. Ktoś zabrał mi marzenia"

Bartłomiej Kubiak
- Nie było we mnie ani chwili zwątpienia, cały czas miałem zaciśnięte zęby i wiedziałem, że muszę zrobić wszystko, by udowodnić swoją niewinność - mówi Radosław Trochimiuk, który w 2011 roku został zatrzymany przez CBA i oskarżony o korupcję w polskim futbolu, ustawienie meczu w trzeciej lidze. Niesłusznie, ale udowadniał to przez blisko 10 lat.

- Akurat jestem po meczu, wrzucam torby do bagażnika, możemy pogadać - wita nas z entuzjazmem sędzia Radosław Trochimiuk. - Co to był za mecz? - dopytujemy od razu. - Wissa Szczuczyn - Unia Skierniewice. Gospodarze wygrali 3:1, czyli mała sensacja, bo Wissa to ostatnia drużyna w trzeciej lidze, a Unia to wicelider. - Trudny do sędziowania? - pytamy. - Pierwsza połowa dość łatwa, ale druga już bardziej wymagająca, było sporo kontaktowej gry. Piłkarsko Unia była lepsza, ale Wissa nadrobiła zaangażowaniem, wygrała zasłużenie - dodaje Trochimiuk.

Zobacz wideo To może być nowa gwiazda reprezentacji Polski. "Euforia wśród kibiców"

Polska nie będzie rozstawiona? PZPN straci miliony złotych"Gościu, przynosisz wstyd". Fala hejtu wylała się na kapitana reprezentacji

Z Trochimiukiem po raz pierwszy rozmawialiśmy pół roku temu. Zaraz po tym, jak Sąd Okręgowy w Poznaniu prawomocnie uniewinnił go w procesie korupcyjnym. - Na początku w ogóle nie wiedziałem, o co chodzi, o jaki mecz, czego w ogóle dotyczy moje zatrzymanie. Dopiero po przewiezieniu do prokuratury we Wrocławiu usłyszałem, że chodzi o mecz trzeciej ligi: OKS Olsztyn - Drwęca Nowe Miasto Lubawskie z rundy jesiennej sezonu 2004/05. Jeden z kilkuset, które sędziowałem w drodze do ekstraklasy. Który ani w żaden sposób nie utkwił mi w pamięci, ani - jak się później okazało - w ogóle o niczym nie decydował.

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

Trochimiuk we wrocławskiej prokuraturze usłyszał zarzut przyjęcia 5 tys. zł łapówki za ustawienie tamtego spotkania. - Byłem w totalnym szoku. Już od momentu samego zatrzymania, kiedy ktoś rano zapukał do drzwi, aż do usłyszenia zarzutów, kiedy ktoś próbował wmówić mi coś, czego nigdy w życiu nie zrobiłem. Jeszcze w takim momencie, po 13 latach wyrzeczeń. Masy wyrzeczeń, bo kiedy moi koledzy chodzili na piwo, ja chodziłem trenować. I choć cały czas dodatkowo pracowałem - bo to zawodowstwo wśród sędziów nie było wtedy jeszcze na takim poziomie, jak teraz - to moim celem zawsze była ekstraklasa.

- I kiedy w końcu mi się to udało, kiedy dogoniłem marzenia, ktoś mi je w jednym momencie zabrał. To był zwrot o 180 stopni, wszystko runęło jak domek z kart. Wiadomo, że ludzie miewają w życiu większe problemy, ale to i tak było dla mnie strasznie bolesne. Od początku wiedziałem, że nic złego nie zrobiłem, że jestem niewinny - tłumaczył.

"Jak ktoś potrafił sędziować bez VAR-u, to i z VAR-em sobie poradzi"

Trochimiuk z zarzutów starał się oczyścić 10 lat. - Nie było we mnie ani chwili zwątpienia, cały czas miałem zaciśnięte zęby i wiedziałem, że muszę zrobić wszystko, by udowodnić niewinność. To były czasy, kiedy zawodowstwo wśród sędziów praktycznie nie istniało. Zostałem w swoim rodzinnym Przasnyszu. Na co dzień pracowałem w szwedzkiej firmie energetycznej ABB. Żyłem dość dobrze, byłem kierownikiem działu, miałem pod sobą około 30 osób, więc to też nie było tak, że moje życie totalnie się zawaliło - wspomina teraz Trochimiuk.

Kiedy rozmawialiśmy w marcu po wyroku sądu, był w dobrym nastroju. Ale teraz w jego głosie słychać jeszcze większy entuzjazm. - Mam dużo energii, bo wszystko na razie idzie zgodnie z założeniami. Co prawda liczyłem, że będę piął się trochę szybciej, ale przyblokował mnie VAR, bo nie miałem z niego szkolenia. Na samym początku rundy pojechałem na cztery mecze w pierwszej lidze, gdzie akurat nie było VAR-u. Później już nie jeździłem, bo pozostałe spotkania były już z VAR-em. Ale uczyłem się go, jestem już po kursie i zupełnie mnie to nie przeraża. Zawsze powtarzałem, że jak ktoś potrafił sędziować bez VAR-u, to i z VAR-em sobie poradzi. Tym bardziej że to przecież nie jest utrudnienie, tylko ułatwienie. Pomaga w wielu sytuacjach. Powoduje, że tego stresu jest mniej. Kiedyś człowiek wracał z meczu i zastanawiał się, czy trafi do kontrowersji w Lidze+ Extra. A jak trafi to, w jaki sposób tę sytuację ocenią eksperci. Teraz tego nie ma. Emocje schodzą praktycznie od razu po meczu, bo wszystkie sytuacje stresowe są wyczyszczone przez VAR na boisku - tłumaczy.

VAR teraz pojawia się także w niższych ligach, ale 39-letni Trochimiuk już w marcu podkreślał, że jego celem jest powrót do ekstraklasy. - Chodzi mi już po głowie, kiedy do niej wrócę. Ale spokojnie - wierzę, że to kwestia czasu. Jestem wprowadzany dość mądrze, stopniowo. No i w pewnym sensie już do tej ekstraklasy wróciłem, bo byłem w tym sezonie sędzią technicznym na meczach w Gdańsku, Płocku i trzy razy w Radomiu. Pomagałem zza linii. Teraz fajnie byłoby wrócić na boisko. Nie wiem, kiedy to się stanie, ale dostałem już sygnały z Kolegium Sędziów, że chcą, bym teraz - już po tym szkoleniu VAR - jak najwięcej sędziował meczów w pierwszej i drugiej lidze. Dlatego się nie denerwuję, walczę dalej. Jeśli skończę jesień z 10-11 spotkaniami na szczeblu centralnym, będzie to dobry wynik i dobry prognostyk przed rundą wiosenną.

Robert Lewandowski i Jakub Kwiatkowski, rzecznik PZPNNiebywałe. Lewandowski nic nie wiedział o rozstawieniu Polaków w barażach [WIDEO]

"Człowiek się stęsknił, więc wyciągał te kartki jak szalony"

Kiedy w marcu pytaliśmy Trochimiuka, czy będzie szukał jakiejś formy zadośćuczynienia, tłumaczył, że na razie myśli przede wszystkim o tym, by wrócić na boisko. Jeśli sugerować się portalem 90minut.pl, wrócił na początku maja, kiedy sędziował mecz w trzeciej lidze KS Kutno - Błonianka Błonie. Gospodarze wygrali 1:0, a obie drużyny zobaczyły aż 11 żółtych kartek i jedną czerwoną. - Człowiek się stęsknił, więc wyciągał te kartki jak szalony - śmieje się Trochimiuk. - Ale już tak poważnie, to było po prostu takie spotkanie: twarde, ostre, na styku, a do tego na dość mokrym i śliskim boisku. Później, na szczeblu centralnym, już aż tak często tych kartek nie wyciągałem.

Zanim jednak Trochimiuk sędziował mecze na szczeblu centralnym, wiosną jeździł po niższych ligach na Mazowszu. - Zacząłem od meczu juniorów Mławianka Mława - SEMP Ursynów. Stres i emocje były spore. Poczułem się trochę jak w tych młodzieńczych latach, kiedy przebijałem się na coraz wyższe szczeble. Najpierw do czwartej ligi, później do trzeciej, drugiej itd. Teraz było podobnie. Niby tylko mecz juniorów, ale jednak adrenalina skoczyła. W końcu te emocje puściły, ale też nie od razu, bo dokładnie pamiętam, że to było dopiero po moim drugim meczu w czwartej lidze: Marcovia Marki - Mazur Karczew. Fajne spotkanie pod kątem sędziowskim, bo było tam sporo sytuacji do rozstrzygnięcia. Wszystko poszło dobrze i już jak schodziłem z boiska, pomyślałem: "Tak! Wreszcie wróciło, zaskoczyło".

"Jestem czujny, ostrożny, no i przede wszystkim - przygotowany"

- Ale stres był także poza boiskiem. Zastanawiałem się jak traktować mnie będą ludzie, co pomyślą i co powiedzą. Wie pan, to też jest cienka granica. Przecież mogłyby pojawić się osoby, które odebrałby mnie w negatywny sposób. Że to ten, który przez 10 lat był zawieszony i może coś tam jednak ma za uszami - pewnie był umoczony korupcję i tylko jakimś sprytem oczyścił się z zarzutów.

- Ja od początku wiedziałem, że jestem niewinny. Dlatego cieszę się, że cały czas spotykam się z bardzo pozytywnym nastawieniem. Działaczy, ale też piłkarzy, bo z nimi na boisku też lubię sobie porozmawiać i oni - w dużym stopniu dzięki wam, mediom - także poznali moją historię - dodaje Trochimiuk.

I opowiada dalej: - Niedawno byłem na meczu Pucharu Polski Olimpia Grudziądz - Lech II Poznań. Pamiętam, że po spotkaniu zaczepiło mnie kilka osób, które mnie rozpoznało. To byli działacze, piłkarze, ale też kibice. Wszyscy mówili, że znają moją sprawę. Że cieszą się, że przez tyle lat się nie poddałem i wróciłem. Że trzymają za mnie kciuki. I takie sytuacje się powtarzają, bo z ręką na sercu przyznam, że jeszcze na żadnym meczu nie spotkałem się z chłodnym przyjęciem.

Legia Warszawa szuka nowego bramkarza. Na liście dwa mocne nazwiskaLegia Warszawa szuka nowego bramkarza. Na liście dwa mocne nazwiska

- To wszystko jest miłe, ale wiem, że teraz przede wszystkim sam muszę sobie pomóc. Czyli po prostu dobrze sędziować. Bo jeśli przytrafi mi się jakiś błąd, nikt mi współczuć nie będzie. Prędzej będzie mi wypominał, że już się nie nadaję, bo jestem tym sędzią, który nie pracował w zawodzie przez 10 lat. Wiem, że te błędy pewnie się pojawią, to normalne w tym zawodzie. Tak samo jak to, że kiedy idzie, to każdy cię klepie po plecach. A jak nie idzie, to patrzy spode łba. Ale spokojnie... Jestem czujny, ostrożny, no i przede wszystkim przygotowany, bo oprócz normalnej pracy w tygodniu biegam, chodzę na siłownię, oglądam mecze, a w weekendy sędziuje. Co na to moja rodzina? Cieszy się, że wróciłem do czegoś, co kochałem i co w jednym momencie mi zostało zabrane.

- A czy będę szukał formy zadośćuczynienia? Na razie dostałem zwrot kosztów sądowych. Wiadomo, że jeszcze mógłbym starać się o odszkodowanie za stracony czas, ale na razie nie zaprzątam sobie tym głowy. Prawdę mówiąc, po tylu latach mam już trochę dosyć tych spraw, łażenia po sądach. Już i tak nikt mi tego czasu już nie odda. Wróciłem do sędziowania i to jest w tej chwili dla mnie najważniejsze - kończy Trochimiuk.

Więcej o: