Mundial 2018. Finał Francja-Chorwacja. Ivan Rakitić, typowy Szwajcar z Chorwacją w sercu. Mówiąc o 4 mln Chorwatów zapominamy czasem o milionach takich jak on, wychowanych za granicą

Najpierw wybrał futbol kosztem architektury. Potem Chorwację kosztem Szwajcarii. Aż wreszcie pomógł Chorwacji wybrać trenera. Dziś Ivan Rakitić jest w finale mundialu. W cieniu Luki Modricia, ale sam taką rolę wybrał

- Tato, jednak Szwajcaria mnie przekonała – powiedział Ivan Rakitić, a jego ojciec Luka przytaknął, że rozumie.  – No żartuję. Zagram dla Chorwacji – powiedział Ivan, a Luka się rozpłakał z radości. Chwilę wcześniej młodszy Rakitić skończył rozmowę przez telefon z Köbim Kuhnem. Trenerem, który podniósł szwajcarską kadrę z kolan, zakwalifikował ją do Euro 2004, mundialu 2006, przygotował wzór pod dzisiejsze sukcesy Szwajcarów.

Był rok 2007 i Kuhn właśnie przebudowywał drużynę przed mistrzostwami Europy u siebie. Ivan Rakitić grał w szwajcarskiej młodzieżówce i miał prawo liczyć, że za rok będzie stał na St Jakob-Park w Bazylei jako reprezentant Szwajcarii w meczu otwarcia Euro. St Jakob-Park to stadion FC Basel, klubu w którym Rakitić wyrósł z chłopca do podawania piłek na lidera drużyny.

Ale 2007 to był również rok, w którym zadzwonił Slaven Bilić. Zapytał, czy Ivan nie chciałby jednak w Euro 2008 zakładać koszulki Chorwacji. Tej, o której Rakitić w piątek, dwa dni przed finałem mundialu w Moskwie, opowiadał tak. - Nie chcę powiedzieć, że nasza relacja z ojczyzną jest czymś lepszych niż relacja Francuzów czy Rosjan. Jest inna. Gdy wkładasz świętą koszulkę Chorwacji, stajesz się inną osobą. Każdy w Chorwacji kibicuje temu, kto  zakłada tę koszulkę, nieważne w jakim sporcie – mówił Rakitić. Swoją pierwszą koszulkę Chorwacji dostał od ojca w 1998 roku. Wspominał w wywiadzie dla „Guardiana”, że oglądał w niej jak reprezentacja idzie do półfinału mundialu, i nie dał jej z siebie ściągać nawet do spania.

Stałe fragmenty gry zdominowały mistrzostwa. Rekordowe liczby i niewykorzystany raj Polski 

Reprezentacja wędrowców. Dejan Lovren nie mógł się odnaleźć po powrocie do ojczyzny, mówił tylko po niemiecku

Ale kibicuje też tym, którzy zakładają koszulkę Szwajcarii. Zwłaszcza Rogerowi Federerowi i reprezentacjom w curlingu. Curling to jego sportowa miłość, której pewnie by nie było, gdyby dzieciństwo spędził w Chorwacji. Ale w Chorwacji nigdy nie mieszkał. Urodził się i wychował w Szwajcarii, grał w szwajcarskich reprezentacjach U 17, U 19, U 21. Ma Szwajcarię w sercu. Po zaproszeniu od Bilicia nie wahał się jednak długo. Nawet gdy szwajcarscy kibice przysyłali mu pogróżki i życzenia śmierci. Zagrał w Euro 2008 dla Chorwacji. W przegranym w dramatycznych okolicznościach ćwierćfinale z Turcją obaj z Luką Modriciem zmarnowali rzuty karne. W mundialu w Rosji Rakitić już dwa razy przesądzał swoim strzałem o awansie Chorwacji w karnych. A koledzy się śmiali, że zrobił to ze spokojem typowego Szwajcara.

Chorwacja ma 4,2 mln mieszkańców i jest najmniejszym krajem w finale mundialu od Urugwaju w 1930 roku (w 1950 Urugwaj został mistrzem świata, ale wtedy nie było finału, tylko finałowa faza grupowa). Ale są jeszcze ponad 3 miliony Chorwatów rozrzuconych po całym świecie. Tych, którzy przez dziesięciolecia wyjeżdżali w poszukiwaniu zagranicą życiowej szansy, tych, których w latach 90. wygoniła z Bałkanów wojna. Ta diaspora też dawała Chorwacji reprezentantów. Josipa Simunicia z australijskiej Canberry, Niko i Roberta Kovaców z Berlina, Ivana Klasnicia z Hamburga, Mladena Petricia, który urodził się w Bośni, ale wychował w Szwajcarii. W obecnej kadrze też są wędrowcy:  rodzina Mario Mandżukicia uciekła przed wojną ze Slavonskiego Brodu do Ditzingen w okolicach Stuttgartu, gdy dzisiejszy napastnik kadry miał sześć lat. Trzyletni Dejan Lovren uciekał z rodziną z Zenicy do Monachium. Mandżukiciowie wrócili do Chorwacji po czterech latach (ale siostra wróciła potem do Ditzingen i tam założyła rodzinę). Lovrenowie po siedmiu, a Dejan nie mógł się początkowo odnaleźć w chorwackiej szkole, bo mówił tylko po niemiecku.    

Jerzy Dudek: Liczyłem, że Boniek wyciągnie asa z rękawa

„Kibicujemy Djokoviciowi, a on nam. Serb Chorwatom. Jesteśmy przede wszystkim ludźmi”

U Rakiticiów mówiło się w domu zawsze po chorwacku. Niby wyjechali za pracą, a nie uciekając przed wojną. Ale gdy w 1985 Luka Rakitić, całkiem dobry piłkarz, emigrował do Szwajcarii z dzisiejszej Bośni, już czuł, że sprawy nie idą w dobrą stronę. Gdy tylko znalazł pracę w budowlance i miejsce w klubie piłkarskim na pograniczu Szwajcarii i Niemiec, ściągnął żonę i syna Dejana. Ivan urodził się w 1988 już w Szwajcarii. Gdy wojna w Bośni przygasła, pojechali z rodzicami zobaczyć, co zostało z domu rodzinnego. Nie stracili w wojnie krewnych, jak Luka Modrić, któremu serbskie bojówki zabiły dziadka i sześć innych osób z rodziny. Ale mało kto został w rodzinnych stronach. Ivan opowiadał o wujkach, którzy ze swoimi rodzinami wsiadali na statki, nie sprawdzając nawet, jaki jest docelowy port. I lądowali np. w Australii.   – To co się stało, po prostu się stało i nie ma chyba sposobu, żeby zrozumieć dlaczego – mówił przed finałem mundialu. Odpowiadał na pytanie o Novaka Djokovicia, którego niektórzy serbscy politycy skrytykowali za to, że w mundialu kibicuje Chorwatom. Prezydent Serbii Aleksander Vucić ogłosił przed ćwierćfinałem Rosja-Chorwacja, że jest za Rosją, a minister spraw zagranicznych Serbii przed półfinałem – że za Anglią. – Novak Djoković jest fantastycznym sportowcem i jeszcze lepszym człowiekiem. Znamy się, kibicuję mu w Wimbledonie, cieszę się, że on kibicuje nam. Serb Chorwatom. Jesteśmy przede wszystkim ludźmi i musimy zostawić historię za sobą – mówił Rakitić.

Brzęczek myślami już przy kadrze. Nowy trener Wisły Płock nawet w sobotę.

To Rakitić i Mandżukić wsparli kandydaturę Zlatko Dalicia na selekcjonera

Jest świetnym mówcą. Gdyby nie został piłkarzem, byłby architektem. Zaczął studia, był na stażu u słynnych Herzog & de Meuron, projektantów m.in. St Jakobs-Park, monachijskiej Allianz Areny i Ptasiego Gniazda w Pekinie. – Byli kibicami FC Basel i pozwolili mi się trochę pouczyć od nich. Uczyć się czegoś od ludzi wybitnych to zawsze przyjemność – tłumaczy Ivan. Nie dał rady pogodzić studiów z karierą piłkarską, ale do architektury nadal go ciągnie. Na boisku nie podnosi głosu, ale jest jednym z liderów drużyny. W Sevilli był pierwszym zagranicznym kapitanem od czasów Diego Maradony. W kadrze jego zdanie jest na tyle ważne, że miało wpływ na zatrudnienie trenera Zlatko Dalicia. Obecny selekcjoner był przez pięć lat asystentem w chorwackiej młodzieżówce. Tam poznali go dzisiejsi przywódcy chorwackiej szatni, m.in. Rakitić i Mandżukić. Gdy skłóconej z trenerem Ante Caciciem kadrze groziło, że nie awansuje do baraży o mundial, i szefowie federacji rozważali różne kandydatury, liderzy drużyny poparli pomysł zatrudnienia Dalicia.

- My wiedzieliśmy z czasów młodzieżówki, że on jest wyjątkowy. Teraz wszyscy to widzą. Dalić ma ten dar, że potrafi być bardzo blisko piłkarzy, a nigdy za blisko. Niczego nie zostawia przypadkowi, ma świetny sztab. Zarywa noce, żeby wszystko było przygotowane – mówi Rakitić, który w tym mundialu tworzy z Luką Modriciem parę na medal. O Modriciu mówi trochę jak o młodszym bracie – choć to on jest młodszy – któremu się stara zdjąć z głowy jak najwięcej kłopotów na boisku, żeby mógł błyszczeć jak najjaśniej. Potrafi się pogodzić z tym, że nie wszędzie gra najważniejszą rolę. Pokazał to w Barcelonie: odchodził z Sevillli, w której układano grę pod niego, do drużyny, w której nie było na to szans. Rakitić wychowywał się wpatrzony w Roberta Prosineckiego. Ale dziś nie ma wątpliwości, że tak jak Chorwacja 2018 przerosła Chorwację 1998, tak Modrić przerósł Prosineckiego i jest chorwackim piłkarzem wszech czasów. A Rakitić jest dumny, że może być jego najlepszym pomocnikiem. 

Najnowsze informacje