Była 1:03, gdy Jordan wszedł na X. Prawdziwy Polak

Piotr Wesołowicz
Jordan Lyod
screen: youtube.com/@tvp_sport

W NBA nazywali go przypadkowym gościem w garniturze. W reprezentacji Polski już stał się wielką gwiazdą. I już nikt nie nazwie go "przypadkowym", a niektórzy już mówią o nim, że jest "nasz".

Było już późno w nocy, choć fani koszykówki mogli jeszcze nie spać z nadmiaru emocji. Z pewnością nie spał Jordan Loyd. Amerykanin o 1.03 wrzucił krótkiego, ale wymownego tłita: "DUMNA POLSKA", dodając białe i czerwone serduszko.

Zobacz wideo Władymir Semirunnij z polskim obywatelstwem. Łyżwiarz będzie mógł reprezentować Polskę na igrzyskach w Mediolanie

Koszykarz zebrał pod nim ponad dwa tysiące lajków i mnóstwo komentarzy od polskich kibiców. "Jeśli córka, to Ponitka. Jeśli syn, to Jordan. A pies będzie nazywał się Loyd", "Dobrze jest mieć cię u siebie" – pisali i z uśmiechem, i na poważnie.

Kilka godzin wcześniej 32-letni Amerykanin przyczynił się do wielkiego triumfu reprezentacji nad Słowenią podczas otwarcie EuroBasketu. Lukę Doncicia i spółkę pokonaliśmy 105:95, a katowicki Spodek wprost eksplodował z radości.

Najlepszym graczem meczu wybrano naszego kapitana Mateusza Ponitkę. Ale równie dobrze nagrodę mógłby otrzymać Loyd, który zdobył tego wieczoru 32 punkty w 27 minut, trafiając siedem trójek na osiem prób. To wręcz kosmiczna statystyka, a Loyd potwierdził swój mistrzowski sznyt.

Mistrzowski sznyt Loyda

Przypadku nie ma, bo wiedzieliśmy, kogo zapraszamy do drużyny. O to, aby 32-letni Amerykanin dołączył do reprezentacji Polski, staraliśmy się od lat. Można się zżymać na zwyczaje panujące w światowej koszykówce, ale przepisy FIBA, czyli światowej federacji, mówią jasno – każda kadra narodowa może mieć w składzie jednego gracza naturalizowanego. Wiedząc, że do końca kariery zbliża się A.J. Slaughter, który grał dla Polski niemal przez dekadę, szukaliśmy następcy. Proces był żmudny, ale w końcu – w ostatnich dniach prezydentury – Andrzej Duda przyznał Loydowi polskie obywatelstwo.

32-latek dołączył do drużyny w sierpniu. Czasu na aklimatyzację nie było, ale dla Loyda to było bez znaczenia. Swój talent udowodnił od razu – w sparingu ze Szwecją zdobył 20 punktów w 19 minut. Gruzji rzucił 15 "oczek" w 20 minut. Finlandii, w ostatnim teście przed EuroBasketem, wrzucił 17 punktów w 16 minut. To było jasne, że na nim i na Ponitce opierać się będzie gra w ataku Polaków.

Pisaliśmy o tym na Sport.pl już wcześniej, ale nigdy za mało przypominania: Loyd jest poetą koszykówki. Jego poruszanie się po parkiecie, kreowanie sobie pozycji do rzutu, wyjście w powietrze, wprost zachwyca. A to, co innym przychodzi z trudem, jemu przychodzi z łatwością.

A w meczu ze Słowenią przychodziło wręcz z niezwykłą. Po zwycięstwie w Spodku zachwycony był nim cały koszykarski świat. Wade Baldwin, czołowy koszykarz Euroligi, napisał na Twitterze: "Czy Jordan Loyd właśnie przyćmił Lukę Doncicia?". Loyd został zapytany o tego tłita podczas pomeczowej konferencji. I z uśmiechem odparł w kierunku dziennikarzy: — Powiedzcie Wade'owi, żeby wyluzował.

Loyd nie tylko jest świetnym koszykarzem, ale jest też inteligentny, otwarty i uśmiechnięty. – Staram się być "never too high, never too low" – tłumaczył dziennikarzom, jak stara się utrzymać balans między sukcesami a porażkami.

Cieszył się, że zagrał fantastyczny mecz, ale podkreślał, że 32 punkty mógłby wyrzucić do kosza, gdybyśmy ten mecz przegrali. A siedzący obok selekcjoner Igor Milicić był w niego wręcz wpatrzony. Dla trenera taki zawodnik to skarb.

Random guy in a suit

Wiedzieliśmy to od dawna. Loyd to dziś gracz euroligowego AS Monaco, który doszedł aż do finału najbardziej prestiżowych rozgrywek europejskich. Przez chwilę występował też w NBA, zdobył nawet tytuł w barwach Toronto Raptors.

Zresztą – wiąże się z tym anegdota. Gdy Kawhi Leonard trafiał rzut, który dawał Raptors zwycięstwo w decydującym meczu z Sixers i awans do finału konferencji, jeden z fotoreporterów wykonał wtedy ikoniczne zdjęcie. Leonard, tuż po rzucie i niemal w przysiadzie, obserwuje czy piłka wpadnie do kosza. Obok niego z szeroko otwartymi ustami stoją rywale, gracze z ławki i trenerzy. Pośród nich Jordan Loyd.

Loyd, który wówczas był poza składem, przyglądał się spotkaniu w garniturze. I jedna z dziennikarek ESPN omawiając tamtą akcję ochrzciła go "random guy in a suit", czyli przypadkowy gość w garniturze.

Po meczu ze Słowenią Loyd został o to zdjęcie zapytany. Wspomniał, że na mistrzowską paradę po tytule dla Raptors założył koszulkę z napisem "random guy in a suit". Ale po czwartkowym starciu w Katowicach już nikt nie nazwie tego gracza "przypadkowym". A niektórzy już nazywają go "naszym".  

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...