Wywiad

"Moje serce jest tu, w Polsce. Mama jest ze mną od początku"

Piotr Wesołowicz
Jeremy Sochan i jego mama Aneta Sochan (po prawej)
Screenshot: https://www.youtube.com/watch?v=K1fqfl4ecU0&ab_channel=BasketballAction

- Mieszkałem w Anglii, mam tam mnóstwo kolegów, tam zacząłem szkołę i po raz pierwszy grałem w kosza. Poza tym mam też paszport amerykański. Ale latami, czy to w wakacje, czy w święta, przyjeżdżałem do Polski. Odwiedzałem babcię, ciocię, całą rodzinę. Więc moje serce jest tutaj. Dlatego gram dla kadry Polski i zawsze będę - mówi Jeremy Sochan w długiej rozmowie ze Sport.pl.

To nie tak miało wyglądać. Jeremy Sochan, 22-letni skrzydłowy San Antonio Spurs, jedyny Polak w NBA, marzył o występie w kadrze Polski podczas EuroBasketu 2025. Do drużyny dołączył wcześniej, niż mógł zacząć treningi – tylko po to, by być już z kolegami z reprezentacji i móc się z nimi zżyć na nowo.

Zobacz wideo Gortat o pracy w NBA: Starałem się to udowodnić każdemu trenerowi - władzę trzeba zdobyć

Zaplanowany scenariusz przerwała jednak kontuzja, po której Sochan musiał wracać na leczenie do Stanów Zjednoczonych. I wiemy już na pewno, że podczas rozpoczynającego się 28 sierpnia EuroBasketu 2025 w Katowicach nie zagra. Z naszych informacji wynika, że on i cała rodzina mocno to przeżywają.

Tym większą wartość ma jednak rozmowa, którą chcemy oddać w Wasze ręce. Została ona przeprowadzona pod koniec lipca w Krakowie, gdzie reprezentacja Polski rozpoczęła zgrupowanie przed mistrzostwami Europy.

Piotr Wesołowicz: Spotykamy się na parkiecie hali AGH, w której trenujecie, tuż obok hotelu, w którym nocujecie z reprezentacją Polski. Swoją drogą – który to twój hotel w te wakacje?

Jeremy Sochan: – O, kurczę… Minimum szósty. A może jednak więcej? Policzmy. Monachium, w którym trenowałem przed przylotem do Polski, potem Warszawa, a jeszcze wcześniej Manila, Londyn, Hiszpania, Las Vegas, Phoenix. No i teraz Kraków. Chyba tyle.

Czy w tym momencie twojej kariery życie na walizkach jest jeszcze uciążliwe?

– Powiedziałbym, że stało się normą. W NBA gramy 41 meczów poza domem, więc musisz się przyzwyczaić. Choć kiedy podróżuję po świecie, dopada mnie jet-lag i trudno się zregenerować… Ale potem wstaję i wiem, że czeka mnie dobry dzień: z koszykówką albo biznesem. I jestem szczęśliwy.

A jest coś, co zabrałeś ze sobą w każdą podróż?

– Hm… Chyba konsolę do gier.

Zacznijmy tę rozmowę od kadry. Czy jest ktoś, z kim utrzymujesz codzienny kontakt od zeszłego lata? Wtedy po raz pierwszy byłeś z kadrą na dłużej, w Walencji walczyliście o udział w igrzyskach olimpijskich.

– Jasne! Najwięcej trzymam się z Olkiem [Balcerowskim] i Andrzejem [Plutą]. Stworzyliśmy świetne trio! Ale wiesz… Najfajniejsze w kadrze jest to, że mam dobry kontakt ze wszystkimi. To jest paczka normalnych ludzi. Jest między nami chemia.

A czy masz wrażenie, że twoja obecność w kadrze wpływa na drużynę, na jej mentalność?

– Mam nadzieję! Jestem graczem, który daje mnóstwo energii – i w ataku, i w obronie. Chcę się nią dzielić i na boisku, i poza nim – na treningach, albo jak odpoczywamy.

W lecie 2024 roku zagrałeś z kadrą w Walencji, ale wcześniej były sparingi w Polsce – w Katowicach i Sosnowcu. Pamiętam, że tam każdy chciał mieć kawałek ciebie dla siebie. Media, kibice, zdjęcia, autografy, reflektory… Czy to było dla ciebie męczące czy ekscytujące?

– Z jednej strony było to męczące, ale z drugiej cieszyłem się, bo mogłem pokazać wszystkim, że jestem normalnym człowiekiem. Nie jestem inny, bo, nie wiem, gram w Ameryce. Z jednej strony było to więc przytłaczające doświadczenie, z drugiej dawało mi szansę, aby podzielić się swoją historią.

Wybrałeś grę dla Polski. Ale mogłeś wybrać inaczej, zagrać w barwach Wielkiej Brytanii. Co cię skłoniło, żeby jednak zdecydować się na Polskę?

– Na pewno ważny głos miała moja mama! Ale wiesz… Moje serce jest tu, w Polsce. OK, mieszkałem w Anglii, mam tam mnóstwo kolegów, tam zacząłem szkołę i po raz pierwszy grałem w kosza. Poza tym mam też paszport amerykański…

Ale latami – czy to w wakacje, czy w święta – przyjeżdżałem do Polski. Odwiedzałem babcię, ciocię, całą rodzinę. Więc moje serce jest tutaj. Dlatego gram dla kadry Polski i zawsze będę.

 

No właśnie, Wielka Brytania. Tam dorastałeś, masz stamtąd kumpli, piękny brytyjski akcent, którym zachwycają się Amerykanie. To wszystko mogło cię pokierować w tamtą stronę.

– Zgadza się! Miałem szansę, by zagrać dla UK. Ale po prostu – tu czuję się jak w domu.

A co do twojej partnerki… Widać po tym, co publikujesz na Instagramie, że jesteś teraz szczęśliwym facetem. Gratulacje.

– Dzięki. Ostatnie dwa lata nie były łatwe. Poprzedni sezon zacząłem dobrze, ale czułem, że stać mnie na więcej. Ale po drodze spotkały mnie rzeczy, na które nie miałem wpływu – kontuzje czy decyzje trenerów.

A te wakacje zaczęły się dla mnie świetne. Chciałem zwiedzać świat, odkrywać inne kultury, odpocząć, a potem być gotowym na EuroBasket. I to wszystko z dziewczyną u boku. Life is good!

Piękna puenta, w zasadzie możemy kończyć tę rozmowę. Ale idźmy dalej - czy przekraczając granicę, przełączasz playlistę na polską?

– Mam dużo polskiej muzyki na Spotify. Jeden z moich bliskich kolegów, raper Oki, ma świetną muzę. No i dostarcza mi to, co jest aktualnie na topie. Kocham każdą muzykę, polską, amerykańską, hiszpańską. Nieważne, czy jem, śpię czy gram – muzyka jest ze mną cały czas.

Nawiązując do Okiego - dwa lata temu był taki moment, że wskoczyłeś z nim na scenę. To było wyłamanie się ze schematów. Nie było konferencji, nie było wywiadów, tylko spontaniczna akcja i udział w koncercie kumpla. To było spontaniczne, naturalne? To część ciebie?

– Tak, to było naturalne. Mój ziom spytał, czy wpadłbym na koncert, nie mogłem odmówić… Taki jestem. Po prostu – normalny. Telewizja, kamery, one mnie nie zmienią. I nie wpłyną na moje przyjaźnie.

Jak się poznaliście z Okim?

– Dobre pytanie! Chyba zgadaliśmy się na Instagramie… Oki pokazał mi swoją muzę, kawałki, które szykuje. Poza tym on lubi kosza… Świetnie nam się gadało. No i dograłem się na jego utwór. Posłuchaj uważnie, "on fire" w trakcie kawałka "Jeremy Sochan" to mój głos!

A czy NBA jest przestrzenią, w której możesz poznać przyjaciela?

– Na pewno! NBA to wielki biznes, jest tu bardzo dużo pieniędzy. One są ważne, ale… Grasz 82 mecze w sezonie, masz wspólne treningi, loty, musimy się trzymać razem. Ja też poznałem kilku kolegów, niektórych mam za swoich braci.

Victor Wembanyama, gwiazda Spurs i światowego basketu, jest w tym gronie?

– Oczywiście. Zanim dołączyłem do kadry, trenowałem z nim w lipcu w Paryżu. W najbliższym gronie byli też Malaki Branham i Blake Wesley, z którymi zostaliśmy wybrani w tym samym drafcie. Szkoda, że zostali wytransferowani z San Antonio.

Wembanyama miał w tym roku szalone wakacje. Spędził czas w chińskiej świątyni Shaolin, ucząc się z mnichami kontroli ciała, skupienia i technik ruchu.

– Tak, to było crazy! Szacun za to, że poleciał do Chin, bez telefonu, ogolił się na zero i żył jak mnich. Musisz mieć jaja, żeby tak zrobić. Myślę, że da mu to dużo jako człowiekowi, ale też zbuduje mentalność jako koszykarza.

Tym, co cię wyróżnia, są również tatuaże. Robią duże wrażenie, zwłaszcza spadający Ikar. Czy któryś z nich ma dla ciebie szczególne znaczenie?

– Mam ich mnóstwo, nie wiem, czy mamy tyle czasu, by o nich opowiedzieć… Ale rzeczywiście, Ikar jest dla mnie ważny. Oznacza dla mnie, aby być never too high, never too low, czyli nie za wysoko i nie za nisko. To taka moja potrzeba balansu.

W NBA, czyli w świecie, w którym funkcjonuję, jest mnóstwo stresów, porażek. Ale nie możesz się nimi załamywać. Z drugiej strony nie możesz żyć z głową w chmurach. Musisz być pośrodku – i ten tatuaż ma taką symbolikę.

NBA to gigantyczny biznes, jak sam powiedziałeś. Presja, media, kibice. Czy masz jakiś swój sposób, żeby nacisnąć guzik, wrzucić na luz i zadbać w tym całym chaosie o siebie?

– Czasami jest o to bardzo trudno. Ale szukam tego balansu. Pomaga mi w tym najbliższa rodzina, moja dziewczyna, koledzy, czy psy – Otto i Pablo. To wszystko daje mi spokój w sercu.

Z Olkiem Balcerowskim łączy cię to, że obaj mieszkacie blisko ze swoją rodziną. To ona daje ci tę odskocznię? Bliskość rodziców jest dla ciebie ważna?

– Bardzo. Kiedy dostałem się do NBA, to była pierwsza rzecz, o jakiej pomyślałem – stworzyć wokół siebie taki mały krąg najbliższych ludzi. Z którymi będę mógł normalnie porozmawiać i którzy zawsze mnie wesprą.

Czytałem nieco wywiadów z twoją mamą i wynika z nich, że nigdy nie narzucała na ciebie presji. Zawsze mówiła, żebyś bawił się tym, co robisz.

– Mama jest ze mną since day one, czyli od początku. Nauczyła mnie, żeby rozwijać się krok po kroku, dorastać, ale powoli. Może dzięki temu wciąż koszykówka jest moją miłością. Jako dzieciak grałem całymi dniami, teraz też mam dwa treningi dziennie i cały czas sprawia mi to radość.

Twoją odskocznią jest też sztuka.

– Sztuka to coś bardzo osobistego. Możemy patrzeć na ten sam obraz, dajmy na to Salvadora Dalego. I każdy z nas zobaczy coś innego, będzie miał własne przeżycia. To jest coś wyjątkowego.

Trener Spurs Gregg Popovich powiedział, że można rozmawiać z tobą na mnóstwo tematów społeczno-politycznych. O czym teraz myślisz?

– Teraz? Tylko basket, a w zasadzie – EuroBasket.

Masz 22 lata. Nie będę zaglądał ci w portfel, bo to ani mój, ani niczyj biznes, tylko twój. Ale w bardzo młodym wieku masz już mnóstwo pieniędzy. Czy masz na nie pomysł? Może inwestujesz w sztukę?

– Mam szczęście, bo mam ojca, który jest bardzo mądrym człowiekiem i wie, jak inwestować. Mam też wąskie grono doradców. Ale dopiero się uczę. Nie jestem idealny, tak jak powiedziałeś, mam dopiero 22 lata. Zanim trafiłem do ligi, nie myślałem nawet o takich pieniądzach. Inwestuję więc w swoją przyszłość, ale wiesz, lubię też samochody, sztukę…

Jako gracz NBA jesteś wręcz człowiekiem-instytucją, minikorporacją.

– Czasami ten biznes zabiera przyjemność z gry w koszykówkę, ale wtedy staram się wrócić do swoich korzeni, przypomnieć sobie, jak zakochiwałem się w koszykówce, jak zaczynałem. To zdejmuje ze mnie presję.

No właśnie – czy reprezentacja Polski to bardziej presja, odskocznia od NBA, albo pewien rodzaj misji?

– Wszystko naraz. Wiem, że ogląda nas cała Polska. Kibice mają swoje oczekiwania. To więc oznacza, że jesteśmy na misji. Ale to też zabawa. Pamiętam swój młodzieżowy EuroBasket, miałem wtedy 16 lat, to był zupełnie inny świat. A teraz czas pokazać, na co mnie stać.

A jak wspominasz, czysto sportowo, doświadczenie z Walencji?

– Turniej kwalifikacyjny do igrzysk był super, ale minął bardzo szybko – zagraliśmy dwa mecze, a wcześniej mieliśmy trzy tygodnie obozu. To na pewno dało mi dużo energii przed sezonem w NBA.

Pamiętam, jak przegraliśmy, i od razu pomyślałem, że była szansa dostać się na igrzyska. Dlatego wszyscy mamy wielką motywację przed EuroBasketem. To świetna platforma, by pokazać, na co nas stać.

Nad czym pracowałeś w ostatnim czasie?

– Nad wszystkim, ale na pewno chciałem poprawić technikę rzutu. Dużo ćwiczyłem na koźle, uczyłem się lepszego czytania gry. Bardzo ważna jest też dla mnie praca nad ciałem – gram fizycznie, daję mnóstwo energii i moje ciało musi być na to gotowe.

Czyli przydał się eksperyment, kiedy w barwach Spurs grałeś jako rozgrywający?

– Na sto procent. Grałem już jako rozgrywający, a w ostatnim sezonie nawet jako center. Wiem, że na boisku mogę zrobić wszystko. I to na pewno daje mi dużo do rozwoju.

Twój brat Zach za chwilę skończy 15 lat. Czy widzi w tobie idola, wzór do naśladowania?

– Mam nadzieję, że przede wszystkim brata. Chcę mu dać motywację, aby ciężko pracował nad swoją pasją. Nie musi być to koszykówka, może być piłka nożna, śpiewanie albo matma. Chcę być blisko niego i mu pomagać.

Całej rozmowy posłuchasz w podcaście "Plac Gry - EuroBasket" na Spotify oraz YouTube. Sport.pl jest jego patronem medialnym. Partnerem podcastu jest Polski Związek Koszykówki. Za realizację odpowiada Earborne Media. 

Przed Wami najnowszy Magazyn.Sport.pl! Polscy koszykarze zagrają w Katowicach o mistrzostwo Europy. Korespondenci Sport.pl czuwają, a już teraz mamy oryginalny starter pack kibica basketu. Ekskluzywne wywiady, odważne felietony i opinie przeczytasz >> TU

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...