Nowe fakty ws. lotu Adamka do USA. Interweniował nawet kapitan

Kacper Sosnowski
Tomasz Adamek został wyproszony z samolotu, którym miał wracać z Warszawy do Nowego Jorku po gali Fame MMA. Pięściarz sam powiadomił o sprawie media - przekazał, że zarzucono mu, iż jest pijany i zapowiedział, że "tak sprawy nie zostawi". Inną wersję zdarzenia ma jednak Straż Graniczna, która musiała podjąć interwencję. Z jej protokołów wynika, że u pasażera stwierdzono 1,22 promila alkoholu.

W niedzielę 19 maja, dzień po wygranej walce w Fame MMA, Tomasz Adamek chciał wrócić do USA popołudniowym lotem z Warszawy. Tak się jednak nie stało. Co prawda pięściarz przeszedł odprawę i wszedł na pokład, ale tam - w związku z jego zachowaniem - interweniowała obsługa samolotu. A potem, z konieczności, także Straż Graniczna.

Zobacz wideo Adamek wszedł do świata Fame MMA. "To byłby obciach"

Tomasz Adamek: - Usłyszałem, że jestem pijany

- Siedziałem już w samolocie lecącym do USA. Nagle podeszła do mnie stewardesa. Usłyszałem, że jestem pijany i że nie mogę lecieć. A to kompletna bzdura. Po sobotniej walce w Gliwicach wypiłem trochę wina, rano jedno piwko i to wszystko. Jestem poobijany, mam podbite oko, więc może pomyśleli, że biłem się po pijaku - mówił 48-letni Adamek w rozmowie z "Faktem", opisując kulisy niedoszłej podróży. Potem dodał. - To skandal! Tak tego nie zostawię. Już dzwoniłem do prawnika.

Następnego dnia zmiękczył jednak swoje stanowisko. - Przespałem się i stwierdziłem, że jednak nie będę dochodził swoich praw. Podtrzymuję to, że nic złego nie zrobiłem - dopowiedział "Faktowi". Równocześnie w rozmowie ze WP Sportowymi Faktami, jego menedżer w Fame MMA Mateusz Borek dodawał: - Tomasz usiadł na swoim miejscu, podeszła do niego szefowa pokładu i poprosiła go o opuszczenie samolotu.

Straż Graniczna: - Mężczyzna nie wykonywał poleceń, używał wulgaryzmów

Jak ustalił Sport.pl, 19 maja na lotnisku Chopina w Warszawie doszło do tylko jednej interwencji Straży Granicznej, która była związana z wezwaniem od kapitana samolotu lecącego do Newark pod Nowym Jorkiem. Wezwanie dotyczyło "wulgarnie zachowującego się mężczyzny, który nie chciał wykonywać poleceń załogi samolotu".

Funkcjonariusze z placówki Straży Granicznej Warszawa-Okęcie sporządzili raport z tego wydarzenia. Dotyczył 48-letniego mężczyzny i interwencji, do której doszło jeszcze przed startem samolotu lecącego do USA.

- Kapitan samolotu odlatującego 19 maja do Newark poprosił o pomoc funkcjonariuszy z Grupy Interwencji Specjalnych PSG Warszawa-Okęcie w związku z podróżnym, który nie stosował się do zasad obowiązujących na pokładzie statku powietrznego. Mężczyzna nie wykonywał poleceń załogi statku powietrznego, zachowywał się głośno, używał wulgaryzmów w stosunku do personelu pokładowego oraz na polecenie kapitana nie chciał dobrowolnie opuścić pokładu statku powietrznego po wycofaniu z rejsu. Do tego, od pasażera była wyczuwalna woń alkoholu - przekazała Sport.pl kapitan Straży Granicznej Dagmara Bielec, rzeczniczka prasowa Komendanta Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej. Według informacji zawartych w protokole obsługa samolotu kilka razy prosiła pasażera, by opuścił pokład. Nie przyniosło to skutków. To dlatego dość szybko o pomoc poproszono służby. Jak wynika z dalszych informacji, dopiero po zobaczeniu umundurowanych funkcjonariuszy, 48-letni pasażer zdecydował się wyjść.

"Trochę wina" vs. 1,2 promila alkoholu

- Na pokład samolotu weszli funkcjonariusze Straży Granicznej, następnie pasażer został wezwany przez nich do zachowania zgodnego z prawem i pouczony o możliwości użycia wobec niego środków przymusu bezpośredniego w przypadku niewykonywania wydanych poleceń. Mężczyzna, zachowując się spokojnie, w asyście strażników granicznych, dobrowolnie opuścił samolot – potwierdza nam rzeczniczka. Dodaje, że pasażer pokład upuszczał sam, do użycia środków przymusu bezpośredniego nie doszło.

Jak wynika z protokołu - 48-letniego mężczyznę zabrano następnie do pomieszczeń służbowych Straży Granicznej, gdzie został przebadany na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. - Wynik badania był pozytywny - 0,58mg/l - przekazuje Sport.pl Dagmara Bielec. To wynik badania z wydychanego powietrza, który odpowiada 1,22 promila we krwi.

Po przeprowadzeniu badań pasażera wypuszczono, informując go, że zgodnie z naruszeniem art. 210 ust. 1 pkt. 9 ustawy Prawo Lotnicze za niewykonywanie poleceń dowódcy statku powietrznego i zakłócanie porządku publicznego grozi mandat karny do 500 złotych lub kara grzywny. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.